Wielka męka ostatniego kuszenia

Katarzyna Fortuna
Głodówka przed premierą na nic się zdała
Głodówka przed premierą na nic się zdała fot. archiwum
Aktorzy występujący w "Ostatnim kuszeniu", wyreżyserowanym przez Marcina Wierzchowskiego w Łaźni Nowej, zdecydowali się na siedmiodniową głodówkę. Swoje relacje z czasu poprzedzającego premierę utrwalili na wideoblogu. Zarejestrowane monologi dobrze wprowadzają w atmosferę spektaklu, choć niczego nie wyjaśniają.

Można je oglądnąć przed przedstawieniem albo następnego dnia po premierze - ta kolejność wydaje mi się nieistotna. Można też przeczytać komentarz reżysera Marcina Wierzchowskiego, który pisze m.in. , że "brak życiodajnych mitów rodzi duchową pustkę".

Jaki mit został zrekonstruowany przez Wierzchowskiego w "Ostatnim kuszeniu"? Mit Mesjasza. W jaki sposób reżyser i aktorzy odtwarzają go w nowohuckiej rzeczywistości? Tutaj sprawy zaczynają się już komplikować. Najprawdopodobniej twórca przedstawienia, jak i jego zespół uznali, że powrót do mitycznej przestrzeni musi łączyć się z bólem i ciemnością.

Na początku widzimy nagiego aktora, Pawła Bończyka (intrygujący Szymon Czacki) leżącego w pozycji embrionalnej pośrodku sceny. Głos z offu kieruje jego zachowaniem, które przypomina hipnotyczny trans. Mężczyzna ubiera się i wchodzi w przestrzeń życia. Spotyka tam młodą aktorkę Milenę (Agnieszka Jaworska), z którą nawiązuje romans oraz reżyserkę teatralną Marylę Ławrynowicz (Karolina Sokołowska).
Maryla proponuje mu wcielenie się w postać Mesjasza. Poddaje Bończyka rozmaitym torturom psychicznym. Ten przeżywa chwile słabości, które raczej przeszkadzają mu (a może jest odwrotnie, któż to wie...?) we wcieleniu się w postać Chrystusa.

W zakończeniu usłyszymy jego opowieść o mężczyźnie skaczącym do kadzi wypełnionej płynnym żelazem. Wcześniej ktoś złożył swoje życie w ofierze, podcinając sobie gardło na scenie. Nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy powstał nowy mit z Nowej Huty. Zbyt zajmujące były męki Pawła Bończyka, który w finale spektaklu wraca do punktu wyjścia. Rozbiera się i czeka na głos, który nim pokieruje. Widzimy zdjęcie bohatera, upozowanego na Chrystusa zdjętego z krzyża. Fotografia zaczyna znikać.

Ciekawy pomysł Marcina Wierzchowskiego nie przełożył się na inscenizację. "Ostatnie kuszenie" jest bowiem nużącym spektaklem, przeładowanym niejasnymi opowieściami, wątkami i metaforami, które sprawiają, że gdzieś po drodze zagubił się sens mesjanistycznej historii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie