Wisła Kraków. Trzecia porażka z rzędu! Hyballa gasi pożar benzyną…

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Wisła Kraków przegrała trzeci mecz z rzędu. Tym razem sposób na „Białą Gwiazdę” znalazła Warta Poznań, która najpierw dobrze się w Krakowie obroniła, a w końcówce wyprowadziła mocny cios, który przesądził o jej wygranej. Wokół zespołu z ul. Reymonta zbierają się czarne chmury, a oliwy do ognia dolewa również trener Peter Hyballa, który podejmuje takie ruchy, jakby gasił pożar benzyną…

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Przed spotkaniem z Wartą Poznań Hyballa zaskoczył nie tyle wyjściowym składem, bo ten można było spokojnie przewidzieć, co bardziej tym, że do meczowej kadry nie zabrał Jakuba Błaszczykowskiego. Żeby było jasne, kapitan Wisły jest zdrowy, trenował w tygodniu z zespołem. Była to autonomiczna decyzja niemieckiego szkoleniowca, która jednak każe postawić pytanie, co Hyballa i komu chce udowodnić? To, że Kuba nie nadaje się w tym momencie na grę w podstawowym składzie nie jest tajemnicą. Błaszczykowski miał swoje problemy zdrowotne i nie jest w optymalnej dyspozycji. Nie trenuje z pełnym obciążeniem od dłuższego czasu, więc tłumaczenie Hyballi w telewizyjnej wypowiedzi przed pierwszym gwizdkiem, że nie wziął Błaszczykowskiego do kadry, bo ten opuścił jeden czy drugi trening, mimo wszystko się nie broni, jeśli weźmiemy pod uwagę wartość zawodnika. Nie trzeba przecież tłumaczyć, jaką rolę odgrywa w klubie, ale przede wszystkim w zespole, w szatni. Trudno zatem nazwać decyzję Hyballi inaczej niż ostentacją. Tylko po co?

Zresztą ta decyzja już w piątek była dużym zaskoczeniem dla piłkarzy. Vullnet Basha zdecydował się na komentarz na Instagramie. Gdy Błaszczykowski wrzucił zdjęcie z treningu, Basha skomentował to słowami: „Powodzenia jutro… Ach nie, nie jesteś wezwany.” Ironia z tego komentarza aż biła po oczach... Pozostali też przyjęli to z dużym zdziwieniem, a zamiast koncentrować się na meczu z Wartą, dyskutowano przede wszystkim o decyzji trenera.

Atmosferę mógł poprawić dobry mecz w wykonaniu wiślaków i przede wszystkim zwycięstwo po wcześniejszych dwóch porażkach z rzędu. Nic z tego nie wyszło, choć długimi momentami zanosiło się bardziej na bezbramkowy remis, niż kolejną porażkę.

Krakowianie w pierwszych minutach mieli przewagę. Warta nawet specjalnie nie kwapiła się, żeby kontrować. Skoncentrowała się na obronie dostępu do swojej bramki. Wisła natomiast próbowała zbudować atak, po którym mogłaby zagrozić bramce gości. W pierwszych dziesięciu minutach niewiele jednak z tych starań wynikało. Można było co najwyżej wspomnieć o dwóch nieudanych strzałach Nikoli Kuveljicia z dystansu.

W kolejnych minutach krakowianie cały czas dłużej utrzymywali się przy piłce. Goście mieli duże problemy, żeby w ogóle wyjść ze swojej połowy. Robili to tylko od czasu do czasu. Gra toczyła się jednak przede wszystkim na części boiska Warty. „Biała Gwiazda” biła jednak głową w mur, nie potrafiła stwarzać sobie okazji pod bramką Adriana Lisa. Dopiero w 26 min strzelał z pola karnego Yaw Yeboah, ale nie trafił w bramkę.

Po trzydziestu minutach gry zrodził się w Wiśle problem, bo kontuzji nabawił się Uros Radaković. Serb musiał opuścić boisko. Wszedł za niego Dawid Szot, co spowodowało przebudowanie ustawienia całej defensywy. Łukasz Burliga z prawej powędrował bowiem na lewą obronę, a z tej ostatniej do środka przesunięty został Maciej Sadlok. To też pokazuje, jakiej jakości piłkarzem jest Souleymane Kone, którego sprowadzono w zimie do Wisły. No bo zamiast wpuścić stopera za stopera, to Hyballa wolał mieszać w defensywie w czasie gry...

W końcówce pierwszej połowy Wisła przycisnęła nieco mocniej. Zamknęła Wartę w okolicach jej pola karnego. Piłka wracała tam raz za razem. Warciarze, którzy na początku meczu dobrze radzili sobie z wychodzeniem spod pressingu „Białej Gwiazdy”, teraz zaczęli się nieco gubić i wybijali przede wszystkim piłkę byle dalej od własnej bramki.

W 43 min w polu karnym szarżował Yaw Yeboah, ale został powstrzymany zdecydowanym wślizgiem przez Roberta Ivanova. Niewiele brakowało w tej sytuacji do rzutu karnego, ale jednak interwencja obrońcy „Zielonych” była czysta.

Krótka przerwa w grze, spowodowana udzieleniem pomocy lekarskiej piłkarzowi Wisły, rozregulowała jednak gospodarzy. Już w doliczonym czasie pierwszej połowy przypomnieli bowiem o sobie goście. Zrobiło się gorąco w polu karnym Wisły, ale po podaniu Łukasza Trałki niecelnie strzelał Aleks Ławniczak. Krakowianie w tych ostatnich fragmentach przed przerwą mieli zresztą problemy, żeby wybić piłkę gdzieś daleko od swojej bramki. Niepotrzebnie komplikowali sobie sami życie. Skończyło się jednak bez straconego gola. Wrażenie po całej pierwszej części pozostało jednak generalnie kiepskie. Oglądaliśmy po prostu słaby mecz. Zwykłą, ligową młóckę…

Początek drugiej połowy to znów dominacja Wisły i znów bicie głową w mur. Warta odpowiedziała kontrą w 52 min, gdy z prawej strony po szybkim ataku dośrodkował wzdłuż bramki Jakub Kuzdra. Dla gospodarzy skończyło się szczęśliwie, bo nikt nie przeciął lotu piłki.

W 54 min szybki atak wyprowadziła Wisła, w efekcie czego po podaniu Yawa Yeboaha w niezłej sytuacji znalazł się Łukasz Burliga. Strzelił jednak za słabo, żeby zaskoczyć Adriana Lisa. A po chwili z drugiej strony boiska już znacznie mocniej uderzał Adam Zrelak. Mateusz Lis też pokazał jednak, że zna swój fach. Mało? To znów po chwili po rzucie rożnym głową strzelał Maciej Sadlok i znów dobrze zachował się bramkarz Warty. Jak widać, to był fragment, kiedy wreszcie zaczęło na boisku dziać się o wiele więcej niż przed przerwą.

Na pewno mecz był w drugiej połowie żywszy, choć nie brakowało też prostych błędów, kiksów, strat, czy braku dokładności w rozegraniu. Obie strony były jednak zaangażowanie, szukały swoich szans na gole. W 79 min bliska powodzenia była Warta. Goście „rozklepali” obronę Wisły i z kilku metrów strzelał, wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Mateusz Kuzimski. Wciąż było jednak 0:0, bo świetnie zachował się w bramce Mateusz Lis.

Bramkarz Wisły nie miał już natomiast kompletnie nic do powiedzenia w 88 min, gdy Mateusz Czyżycki idealnie podał do Mateusza Kuzimskiego, a ten w sytuacji sam na sam z Lisem, posłał piłkę obok niego do siatki.

Wisła jeszcze rzuciła się do rozpaczliwych ataków, ale nie była w stanie wyrównać. Tym samym można mówić już o prawdziwej serii porażek, a po zachwytach z początku roku nad grą „Białej Gwiazdy” nic już nie zostało… Pozostaje pytanie, czy Peter Hyballa zdoła szybko wyprowadzić zespół z kryzysu. Utrzymanie, wbrew pozorom, wcale nie jest jeszcze pewne, a terminarz do końca sezony jawi się w tym momencie jako ekstremalnie trudny.

Wisła Kraków - Warta Poznań 0:1 (0:0)
Bramka: 0:1 Kuzimski 88.
Wisła: M. Lis - Burliga (89 Buksa), Radaković (31 Szot, 89 Medved), Frydrych, Sadlok - Kuveljić (65 Mawutor) - Starzyński, Żukow, Savić, Yeboah - Brown Forbes.
Warta: A. Lis - Kuzdra, Ławniczak, Ivanov, Kiełb - Trałka, Kupczak - Grzesik (74 Kuzimski), Żurawski (62 Czyżycki), Baku - Zrelak (85 Ruiz).
Sędziowali: Wojciech Myć (Lublin) oraz Marcin Lisowski (Warszawa) i Tomasz Niemirowski (Ostrów Mazowiecka). Żółte kartki: Szot (32, faul), Frydrych (68, faul) - Kupczak (16, faul), Ivanov (90+3, faul). Mecz bez publiczności.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Karol

chcielibyście aby Hyballa w kilka tygodni dokonał ' cudu nad Wisłą ' ?

Tego dokonać może tylko trener Dziwisz ze swoim włoskim asystentem. Spokojnie ,w podobnej sytuacji była kiedyś szczecińska Pogoń, tylko ,że tam zaufali niemieckiemu trenerowi, a ten po drugim sezonie , po woli wyciągnął drużynę prawie na szczyt tabeli.

Dodaj ogłoszenie