Wojakowa. W kilka chwil stracili dorobek życia

Robert Gąsiorek
Robert Gąsiorek
Z domu 72-letniego Bronisława Gryza i jego syna zostały zgliszcza. Ocalała tylko lodówka. Mężczyźni nie mają się teraz gdzie podziać

Przygnębiony ojciec z synem niespełna dobę po pożarze przeszukiwali wciąż pogorzelisko. Z domu zostało niewiele poza zwęglonymi ścianami i sterczącym ze zgliszcz kominem. Wciąż brakuje im słów, by opisać nieszczęście. - Jest mi żal. Zostaliśmy tak naprawdę z niczym, bo wszystko pochłonął ogień - kręci głową pan Bronisław.

Gdy w małej miejscowości koło Iwkowej w czwartek zawyły strażackie syreny, nikt nie podejrzewał, że obwieszczają rodzinny dramat. Ludzie sądzili, że pewnie znowu palą się suche trawy w okolicy. Tymczasem ogień błyskawicznie trawił drewniany dom Bronisława i Grzegorza Gryzów. Ich samych nie było wtedy na miejscu.

Pan Bronisław akurat wybrał się do sklepu po zakupy. Jego syn pomagał z kolei w budowie altany sąsiadowi, który mieszka jakiś kilometr dalej.

- 15 minut przed pożarem wróciłem do domu po młotek. Nie działo się wtedy nic niepokojącego. Nie czułem żadnej spalenizny ani nie widziałem, żeby gdziekolwiek wydobywał się dym - opowiada załamany Grzegorz Gryz.

Gdy 40-latek wrócił na posesję sąsiada dopiero wtedy zauważył unoszący się ponad drzewami czarny dym.

- Od razu pobiegłem zobaczyć co się stało. Gdy dotarłem na miejsce, stanąłem przerażony. Wszędzie było mnóstwo dymu, a z okien buchał ogień. Na nieszczęście telefon miałem w koszuli, którą w pośpiechu zostawiłem u sąsiada - wzdycha mężczyzna.

Upłynęło kilka kolejnych cennych minut, zanim dobiegł do telefonu i mógł wezwać strażaków. - Udało się nam tylko wynieść z budynku lodówkę i uratować trochę ubrań. Chciałem jeszcze raz wejść do płonącego budynku, ale sąsiad mnie powstrzymał - mówi pan Grzegorz.

Czekał na strażaków i mógł już tylko obserwować jak ogień niszczy cały dobytek jego życia. Miał wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim ratownicy dotarli na miejsce. Już w trakcie akcji gaśniczej na miejscu pojawił się również pan Bronisław.

- To straszne, co przeżywałem. W środku zostało kilkanaście królików. Biedne zwierzęta nie miały szans na ucieczkę i spłonęły - mówi drżącym głosem 72-latek. Strażacy podejrzewają, że do pożaru doszło na skutek zwarcia instalacji.

Pomoc mężczyznom zaoferował sąsiad i zgodził się przenocować pogorzelców. Nie wiadomo na jak długo. Gryzowie zastanawiają się nad wyjazdem do rodziny w Jaworznie.

- Mieszka tam moja siostra. Problem w tym, że ma tylko jeden pokój, a za miesiąc będzie rodzić dziecko - opowiada pan Grzegorz.

Marzy mu się, że wspólnie z ojcem odbudują dom na zgliszczach jeszcze przed zimą. Sami raczej nie dadzą sobie z tym rady. Mężczyznom stara się pomóc Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Iwkowej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie