reklama

Wrażliwy człowiek i twardy glina. Tragedia Andrzeja J.

Marta PaluchZaktualizowano 
Dariusz Gdesz
34-letni Andrzej J., policjant z komisariatu w Szczucinie, miał teoretycznie wszystko, by cieszyć się życiem. Dom, trzy śliczne córeczki, żonę. I pracę, do której - jak mówią - był stworzony. Dlaczego więc się zastrzelił?

Szczucin, niewielkie miasteczko godzinę drogi od Tarnowa. Nieduży ryneczek otoczony jednopiętrowymi kamieniczkami, na jednej z pierzei - białożółty kościół z jedną srebrną wieżą. Wszystko czyściutkie i nowiutkie - nawet okrągła wiata przystanku busów zrobiona z ciemnego drewna. Ani jednego papierka. Cały Rynek wyłożony kolorową kostką brukową, równiutko układa się w koła i łuki. Taką samą kostkę niedawno ułożył przed świeżo odnowionym domem młodszy aspirant Andrzej J., 34-letni policjant z komisariatu w Szczucinie. Ułożył i niedługo potem poszedł na komisariat, gdzie strzelił sobie w głowę ze służbowego pistoletu.

Szkoda takiego młodego życia

Dom Andrzeja J. stoi kilometr od Rynku. Jest nowiutki i w ciepłym żółtym kolorze, ze spadzistym dachem. Niedawno został wyremontowany przez Andrzeja.

Ciężko pracował, chciał mieć piękny dom. Gdy brał urlop (zbierał, kumulował te wolne dni), to nie po to by odpoczywać. Jeździł do Niemiec i Grecji (ma tam dwóch braci). Harował jak wół, po 18 godzin na dobę, m.in. przy zbiorach szparagów. Byle zarobić na dom.

Niebawem znowu miał jechać do Grecji. To jednak jego bracia musieli przylecieć stamtąd - na pogrzeb. Ceremonia odbyła się tydzień temu, w czwartek.

Mnóstwo ludzi. Koledzy ze Szczucina, gdzie pracował od sześciu lat, i z Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie przepracował wcześniej także sześć. I kapelan policyjny, który wygłosił kazanie.

- Szkoda młodego życia. To było straszne zaskoczenie dla nas - mówi proboszcz parafii w Szczucinie ks. Zygmunt Warzecha.

Koledzy, którzy służyli z Andrzejem, nie potrafią opowiadać spokojnie o tym, co się stało. - Ja wiem, że zawsze w takich sytuacjach mówi się, że umarł wspaniały człowiek i kolega. Ale to naprawdę był świetny kolega. Nie umiem się z tym pogodzić - wyznaje jeden z nich. Nie stara się ukryć łez.

Modlitewnik i list

30 lipca 2012 r., nad ranem. Andrzej J. nie ma tego dnia służby. Przychodzi jednak na komisariat. Idzie do służbowego garażu. Ma z sobą modlitewnik i swój służbowy pistolet P-99. Siada na krześle, rozkłada modlitewnik na kolanach. Ma z sobą również list, w którym oględnie tłumaczy przyczyny samobójstwa.

Strzela sobie w głowę.

30 lipca, godzina czwarta rano. Dwóch policjantów wraca służbowym wozem z patrolu. Wchodzą do garażu... Do dziś leczą nerwy. Są na zwolnieniu lekarskim.

Podinspektor Bogusław Pyszny, szef kryminalnych w komendzie w Dąbrowie Tarnowskiej, wspomina ten koszmar:
- O piątej rano obudził mnie telefon komendanta: jedź tam szybko. Pojechałem, zobaczyłem tego młodego policjanta opartego o ścianę, wokół pełno krwi. Jestem odporny, 30 lat służby robi swoje. Ale tego nie mogę zapomnieć - mówi.

Koledzy ze Szczucina i Dąbrowy nie są w stanie uwierzyć w to, co się stało. Prokurator wszczyna śledztwo w sprawie tej śmierci.

31 lipca 2012 roku

Prokurator Andrzej Lewandowski, szef śledczych w Dąbrowie Tarnowskiej: - W liście mowa jest tylko o prywatnych przyczynach samobójstwa. To nic związanego ze służbą - podkreśla.

Śledczy nie chcą powiedzieć, co Andrzej J. napisał.

Nieoficjalnie wiadomo, że policjant pocieszał w nim rodzinę. Coś w stylu: "To, co dostaniecie z odszkodowania, powinno wystarczyć".

- Boże, co on sobie myślał? - załamuje ręce podinsp. Pyszny.

Odszkodowanie rzeczywiście jest, plus renta policyjna i dodatki na dzieci.
W liście znalazł się też fragment, że kochał żonę, chociaż miał pretensje do tych, co próbowali się wtrącać w ich związek.

Nie napisał jednak, kogo miał na myśli.

Oprócz prokuratorskiego śledztwa swoje wewnętrzne postępowanie wszczęła też policja. Prowadzi je podinsp. Pyszny. - Musimy wyjaśnić tę sprawę, to dla nas trauma. Bierzemy pod uwagę różne wątki - mówi policjant.

I wątek - prywatny

Zapis w liście mógłby sugerować, że Andrzej J. miał kłopoty finansowe i nie wiedział, jak z nich wybrnąć.
- Pracował bardzo ciężko, żeby też pomóc żonie - mówią koledzy z policji. Niedawno otworzyła sklep obuwniczy przy Rynku w Szczucinie.

- Biznes nie bardzo szedł, niedaleko są dwa inne obuwnicze - mówią mieszkańcy Szczucina.
Państwo J. wzięli na niego dotację około 20 tys. zł na założenie własnej firmy. Jeśli interes wychodzi, sumy się nie zwraca, jeśli upadnie w ciągu roku - pieniądze trzeba oddać.

Tydzień po pogrzebie sklep jest zamknięty.

Czy jednak tak mała suma mogłaby być przyczyną targnięcia się na własne życie? Koledzy w to wątpią.
- Poprzednie pożyczki miał spłacone, a nawet jakby miał teraz kłopot, mógłby wziąć nową, z naszego funduszu - stwierdzają. Chociaż skarżył się kolegom, że straci 500 zł miesięcznie na tym, że nie jest już przewodnikiem psa tropiącego.

Kolejny wątek jest jeszcze bardziej prywatny.

Czy 34-letni aspirant miał kłopoty osobiste?
- Z żoną dobrze żyli, bo Andrzej był w małżeństwie zgodny, spokojny. On, który na patrolu był twardym gliną, w domu stawał się wręcz potulny - mówi jeden z kolegów.

Poza córeczkami (6, 8 i 10 lat) świata nie widział.
Żona, szczupła, o niebieskich oczach i ciemnorudych kręconych włosach, nie daje się nakłonić do rozmowy o mężu.

- Ja już tylko chcę, żeby to wszystko ucichło, żeby móc odbyć w spokoju żałobę po mężu - oświadcza stanowczo. - Zostałam sama, z trojgiem dzieci i muszę sobie poradzić, rozumie pani? Ja chcę tu nadal żyć i pracować. Normalnie, a nie żeby ludzie wytykali mnie palcami.

Mieszkający we wsi pod Dąbrową Tarnowską ojciec i matka Andrzeja J. nie chcą rozmawiać o synu i przyczynach jego śmierci.

- Jesteśmy w żałobie - tłumaczy ojciec policjanta, niewysoki, siwy mężczyzna z wąsem.
Czuli się przy nim bezpiecznie

Koledzy policjanta mówią jednak nie tylko o wątku prywatnym, ale i o tym, o którym samobójca w liście nie wspominał.

- Nie układało mu się na komisariacie - napomykają oględnie. Niewiele się dało z niego wyciągnąć, bo był zamknięty w sobie. W pracy nikt do niego zastrzeżeń nie miał.

Przez 14 lat pracował najpierw krótko w Krakowie, od 2000 roku w Dąbrowie Tarnowskiej, a od 2006 roku w Szczucinie.

Służył w patrolówce, przez jakiś czas dodatkowo miał psa tropiącego pod opieką.
- Bardzo dobry policjant. Twardy, taki z krwi i kości, nigdy nie było co do niego zastrzeżeń - chwali go podinsp. Pyszny.

Dostawał nagrody za dobrą służbę.

- Kiedy jechałem z nim na patrol, czułem się bezpiecznie. Był pewniakiem. A tego nie można powiedzieć o każdym policjancie - mówi jego kolega.

W pracy wcale nie było mu tak różowo.

- Niewiele mówił, lecz widać było, że ma jakiś problem u siebie na komisariacie. Coś go gryzło, czuł się tam chyba gnębiony. Dopiero jak się tragedia wydarzyła, to się zrobiło głośno. Ale wcześniej było widać, że chodził przybity - dodaje, prosząc o anonimowość policjant.

Podobno Andrzej J. myślał o emeryturze, mógł na nią przejść w marcu 2013 roku - wtedy mijałoby mu 15 lat służby

Dobry policjant z problemami
Faktycznie. Na początku lutego przełożeni wysłali Andrzeja J. na zwolnienie lekarskie. Był na nim do połowy maja.

- Miał załamanie nerwowe - wspomina jeden z policjantów.
Wtedy musiał zdać służbową broń. Odzyskał ją, gdy wrócił do komisariatu w Szczucinie.

Czy jego przełożeni nie widzieli, co się dzieje?
- Nie było żadnych oznak, że coś jest nie w porządku. Zresztą on zawsze był zamknięty w sobie, taki spokojny - mówi asp. sztab. Jacek Motyka , który zastępuje przebywającego na urlopie komendanta komisariatu.

Tłumaczy, że ani oficjalnie, ani nieoficjalnie nie doatrły do nich żadne wieści, że 34-latek ma kłopoty z kolegami czy przełożonymi.

- Myślę, że nie mamy sobie nic do zarzucenia w tej sprawie. Szukałbym raczej przyczyn osobistych tej tragedii - dodaje asp. Motyka.

- Bierzemy pod uwagę także mobbing, to standard w podobnych sprawach - informuje prok. Lewandowski.
Bo wykluczenie motywu zawodowego oparł jak na razie na słowach z listu samobójcy. Rodzina i koledzy zmarłego zostaną dopiero przesłuchani.

Należy uwzględnić jeszcze jeden, ostatni wątek. Mianowicie że Andrzejowi J. kłopoty zwaliły się na głowę, a on był bardziej wrażliwy, niż to było widać na pierwszy rzut oka. I psychika po prostu nie wytrzymała.

A o pomoc nie chciał prosić - ani na policji, ani u księdza.

- On wtedy do tego garażu nie przyszedł, ot tak, do pracy. nie miał wtedy służby. Nie zrobił tego po kłótni, w gniewie, rozpaczy. Przyszedł po przespanej nocy i strzelił do siebie. Nie zrobił tego na złość komuś ani pod wpływem emocji. Wygląda na to, że po prostu nie widział innego wyjścia - ocenia ks. Zygmunt Warzecha. - Ciągle się zastanawiam dlaczego. Nie znajduję odpowiedzi. To był taki spokojny parafianin, niewchodzący nikomu w drogę - smuci się ksiądz.

Jak mówią policyjni psycholodzy, ta ostatnia wersja - wielu różnych przyczyn - jest najbardziej prawdopodobna.

- Najczęściej nie można mówić o jednej przyczynie samobójstw policjantów, ale o splocie różnych sytuacji występujących w tym samym czasie albo następujących po sobie i przez to pogłębiających kryzys - mówi Dominika Bolek, psycholog z Komendy Głównej Policji.

Możesz wiedzieć więcej!Kliknij, zarejestruj się i korzystaj za darmo

Skandaliczna obsługa kibiców - Wisła Kraków przeprasza - przeczytaj!
 
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
 

Tłumaczy, że przeważnie są to trudne doświadczenia w życiu prywatnym (np. konflikty w związku lub w rodzinie, kłopoty finansowe, śmierć bliskich, choroba itp.) i zawodowym (np. konflikty w miejscu pracy, poczucie nadmiernego obciążenia obowiązkami itp.).

- Dopóki samobójstwa będą występować w społeczeństwie, będą je popełniać również policjanci - dodaje Dominika Bolek.

Wieńce od kolegów

Na cmentarzu parafialnym w Szczucinie grób Andrzeja J. leży niedaleko wejścia. Od pogrzebu zostało jeszcze na nim sporo kwiatów. Kilka wieńców - od kolegów z pracy.

- A myśleliśmy, że jest taki pewny, jak skała - mówią.

W 2011 roku samobójstwo popełniło w Polsce 12 policjantów.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Z
11 sierpnia 2012, 09:55, bella:

Dlaczego. Pewnie nie wytrzymał presji w pracy, w domu. Nikt nic nie widział!!!!

Myślę że w domu to nie był ideał. Żoną pewno wiele przeszła. Bo życie z policjantem to koszmar i zniszczone ży ie.

..

bzdura

G
Gość

Za umorzenie tej śmierdzącej sprawy odpowiada prokurator Andrzej Lewandowski (rocznik 1954, komunistyczny prokurator) oraz milicjant/SB/policjant Bogusław Pyszny (teraz siedzi na Montelupich za kombinowanie przy zabójstwie Iwony Cygan)

c
caesar

Jak dwaj inni - samotopielec i człowiek na którego z góry ogrodzenie skoczyło. Taki list grzecznie , pod dyktando napisze każdy kto dostanie wybór - szybka śmierć albo tortury i śmierć bliskich. Oj grubo ktoś w Szczucinie gra, a prokuratura chyba czeka aż skończy całą listę i będzie można sprawę zamknąć...

j
janek

Aż dziwne,że tak mało komentarzy.Seryjny samobójca i w Szczucinie.Współczucie rodzinie.

b
bella

Dlaczego. Pewnie nie wytrzymał presji w pracy, w domu. Nikt nic nie widział!!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3