Zanim "Gumisia" zamknęli w więzieniu, dziennikarze wylądowali... na ulicy

Leszek RafalskiZaktualizowano 
Do działu miejskiego zadzwonił nieznany wtedy jeszcze "Gumiś" i oświadczył, że jeśli nie dostanie pół miliona marek, to wysadzi w powietrze niektóre zabytki w Krakowie. I wcale nie żartował repro. Wojciech Matusik
Luty, urodziny "Gazety Krakowskiej", w której spędziłem prawie 11 lat. W słuchawce miły, znajomy głos redakcyjnej koleżanki: - Wiesz, chcemy przy okazji rocznicy przypomnieć historie z dawnych lat, powspominać... - Tak, tak, napiszę, ile trzeba, oczywiście dodam jakieś anegdoty. Albo odwrotnie - przypomnę anegdoty, a pomiędzy nimi może jeszcze coś się zmieści. Jak obiecał tak zrobił - wspomina Leszek Rafalski, redaktor naczelny w 2004 roku.

Terrorysta fundnął nam kreatywną noc

W 1994 roku, gdy przechodziłem z "Dziennika" do "Krakowskiej", dziennikarze musieli sobie radzić bez smartfonów, cyfrówek i internetu. Komórek nikt w redakcjach nie miał, bo kosztowały tyle, co samochód, a były tylko trochę mniejsze.
Cyfrowy świat nadciągał powoli.

Problemem nie był nowy iPhone, ale zwykły, stacjonarny telefon, na którego podłączenie czekało się w Krakowie średnio 8-10 lat.

I wkrótce na tej telekomunikacyjnej pustyni przez telefon dotarł do "Gazety Krakowskiej" temat, którym przez kilka kolejnych dni żyły polskie media.

Do działu miejskiego zadzwonił nieznany wtedy jeszcze "Gumiś" i oświadczył, że jeśli nie dostanie pół miliona marek, to wysadzi w powietrze niektóre zabytki w Krakowie. Nie żartował.

Żeby nikt nie myślał, że blefuje, podłożył w mieście nieuzbrojone ładunki, którymi musieli się zająć saperzy. Przemyślaną grę o wielką kasę kontynuował kolejnymi telefonami do redakcji, instrukcjami, gdzie worek z pieniędzmi podrzucić, w jaki sposób i kiedy, żeby odbierając okup nie wpadł w ręce policjantów.

Późnym wieczorem w sobotę uznaliśmy, że nie ma co czekać z publikacją kolejnych gorących wiadomości o "Gumisiu" aż do poniedziałku. Między północą a 5 nad ranem, w wyjątkowo kreatywnej atmosferze powstało specjalne, niedzielne wydanie gazety. O godz. 3 jeden z dziennikarzy rzucił: - Zadzwoń do mojej mamy i powiedz, że jestem w redakcji i pracuję, a nie siedzę w knajpie, bo mi nie wierzy.

Mama z humorem przyjęła wiadomość, ale gdy dodałem, że kolega wróci dopiero na obiad, gdy sprzeda gazety, powiedziała coś w stylu: "Chyba was pogięło". I życzyła dobrej zabawy.

Z tą sprzedażą to też nie były żarty. Cały kilkutysięczny nakład kolportowaliśmy samodzielnie, z ręki, na krakowskich ulicach i dworcach. Większość dziennikarzy musiała spróbować, jak się sprzedaje efekty swojej pracy. Gazeta rozchodziła się znakomicie, do południa nie było po niej śladu.

- Super wymyśliliście tego "Gumisia". Gratuluję pomysłu na reklamę! - skomentował jeden z kupujących.

Horowitz nacisnął migawkę i zaraz lunęło
Gazeta miała za zadanie uczciwie informować, interesująco opowiadać o tym, co się wokół dzieje, pomagać czytelnikom, krytycznie patrzeć na ręce władzy i być takim "psem pilnującym na podwórku wspólnego dobra", jak mawiają Amerykanie.
Ale "Krakowska" była też organizatorem wielu imprez.

Duże zainteresowanie mieszkańców wywołał w 2001 roku pomysł zrobienia "portretu krakowian początku trzeciego tysiąclecia". Prawie 20 tysięcy ludzi ustawiło się na Rynku do zbiorowego zdjęcia, które wykonał światowej sławy artysta fotografik, Ryszard Horowitz z Nowego Jorku.

Jakiś cud sprawił, że w tym deszczowym dniu na moment niebo odpuściło, zniknęły parasole i artysta mógł kilka razy nacisnąć migawkę, zanim znów zaczęło padać. Ujęcie z wysokiego podnośnika ustawionego u wylotu Szewskiej jest tak dobrej jakości, że można rozpoznać twarze ludzi obserwujących wydarzenie z okien Sukiennic.

Dzięki współorganizatorom, TVP Kraków i Radiu Kraków, impreza nabrała medialnego rozmachu.

Jeden wielkoformatowy egzemplarz portretu pojechał do Watykanu, drugi trafił do muzeum, trzeci został w naszej redakcji. Zdjęcie publikowała także gazeta, najpierw w całości, a potem we fragmentach.

Niełatwe rozmowy z geniuszami
Redakcja to takie miejsce, w którym stale coś się działo. Awantury, groźby karalne ("Chyba cię zabiję, o jednym dyrektorze piszesz, a w każdym akapicie ma inne nazwisko!" - to delikatna uwaga redaktora do roztargnionego mistrza literówek), zachwyty nad za dobrym tekstem lub tytułem, żarty, stres, śmiech, kawa, pośpiech, adrenalina, głośne rozmowy przez telefon, nerwowy papieros - wszystko to było na porządku dziennym. Można to polubić, nawet bardzo.

Z tego chaosu wyłaniała się kolejna gazeta, a różni ludzie co rano przy kioskach wyciągali z kieszeni drobne kwoty, by potwierdzić, że ta nasza praca miała sens.

Przez redakcję przewijały się dziesiątki różnych ludzi: artyści (Jan Nowicki opowiadał najlepsze anegdoty, Maciej Maleńczuk śmigał na rolkach między biurkami), wybitni profesorowie, Miss Polonia i inne misski, ministrowie, dziennikarze z różnych krajów i szkolna młodzież, całymi klasami.

Ale trafiali się też inni goście. Nocą, gdy kończyliśmy już numer, przyszedł człowiek lekko podekscytowany. Z błyskiem w oku oznajmił, że ma rewelacyjny pomysł na skonstruowanie perpetuum mobile - zapiski w cienkim zeszycie miały to potwierdzać. I chciałby, aby rano poprzez gazetę świat się o tym dowiedział.

Rozmowy z geniuszami nie są łatwe, ale coś mnie tknęło, by powiedzieć: - Gazeta dopiero rano będzie w kioskach, a to odkrycie zasługuje na to, by jeszcze dziś świat o nim powiadomić. Niech pan jedzie z tym do radia, tam czytają wiadomości co godzinę. Posłuchał. Sorry, radiowcy.

Papież pod szklanką piwa, czyli nowy layout
Mówi się, że błędy lekarzy kryje ziemia, błędy prawników kryją więzienia, a błędy dziennikarzy drukuje się na pierwszych stronach gazet. Właśnie na naszej okładce papież Jan Paweł II przegrał z piwem. Nie do końca, bo w części nakładu udało się stronę podmienić.

Było to po zmianie layoutu, czyli graficznej koncepcji gazety. W piątek, zgodnie z projektem, zawsze na czołówce okładki miało być duże zdjęcie i tytuł z głównego tekstu w magazynie, bez względu na bieżące wydarzenia.
Dyżurny redaktor na czołówkę dał więc duży tytuł: "Hop, szklanka piwa!" i odpowiednie zdjęcie, bo to był wiodący materiał numeru. Ale późnym wieczorem przyszła długo wyczekiwana i ważna informacja, że Jan Paweł II jednak przyjedzie do Polski. Redaktor wstawił papieża do małej ramki na dole strony, pod piwem. Zgodnie z layoutem.

Pewnie zamieniłby te dwa materiały, gdyby nie kilka awantur o łamanie layoutu w dniach poprzedzających ten wieczór.
Ale tylko część czytelników, w dwóch regionach, dostała gazetę z piwną okładką. Nocą redaktor zmienił koncepcję i do pozostałych mutacji zrobił nową pierwszą stronę, z zapowiedzią przyjazdu Ojca Świętego na czołówce. Ważne są zasady, ale równie ważne jest, by wiedzieć, kiedy je złamać.

Oszust lubił chyba "Gazetę Krakowską"
"Krakowska" nie docierała na Mazury, ale dotarł tam w 2004 roku człowiek podający się za wysłannika naczelnego i zamówił pokój w pensjonacie. Oznajmił gospodarzom, że szuka miejsca na konferencję dla dużej grupy prasowej. Wizja wielu gości w martwym sezonie osłabiła czujność właścicieli i nie sprawdzili, czy to prawda.

Po paru dniach gość wyjechał po pismo potwierdzające rezerwację. I przywiózł, na zwykłej kartce, podpisane: redaktor naczelny Leszek Rafalski.

Jeszcze chwilę pomieszkał, potem zniknął bez śladu i bez uregulowania rachunków za jedzenie i noclegi. Dopiero wtedy gospodarze się zorientowali, że gościli oszusta.

- Czy to pana podpis? - pytał policjant, pokazując mi koślawe litery na tej rezerwacji. Potem grafolog sprawdzał, czy na pewno tamten podpis nie ma z moim nic wspólnego.

Nadal nie wiem, kto to był i dlaczego posłużył się "Krakowską". Z drugiej strony jednak był to dowód na to, że nawet daleko od Krakowa nasza gazeta budziła zaufanie.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+

Artykuły, za które warto zapłacić!
Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail.
Zapisz się do newslettera!

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3