Co ma wspólnego podatek od cukru z podwyżką płacy minimalnej i 500+ dla emerytów? Niby nic, a jednak… Rząd nagle zauważył, że cukier jest trucizną równie zabójczą jak papierosy bez filtra i rzekomo z tegoż powodu rozważa jego solidne opodatkowanie. Dlaczego? Dla zdrowia... finansów państwa.

Owszem, nauka nie ma wątpliwości: cukier krzepi nas nadmiernie. Polskie dzieci wygrywają w Europie dwa smutne wyścigi: w przyroście (nad)wagi i zachorowalności na cukrzycę, choroby krążenia oraz inne patologie związane z pochłanianiem astronomicznych ilości batonów, drożdżówek i lizaków oraz napojów w kolorze tęczy.

Słodki ekstrapodatek (forsowany przez resort zdrowia) ma nas - i nasze dzieci, może nawet wnuki - do cukru zniechęcić. Jak? Poprzez wzrost cen zarówno „białej trucizny”, jak i wszystkich zawierających ją produktów.

Niby chodzi więc o nasze zdrowie, ale tak naprawdę… chodzi o pieniądze. Też nasze. Kto tu się najbardziej ucieszy? Minister finansów. Bo czy młody Polak z powodu tego, że lizak zdrożeje o 20 groszy, nie zje lizaka? Wolne żarty. Tu trzeba potężnej akcji uświadamiającej. A więc inwestycji w edukację. A przecież wpływy z ekstrapodatku na nią nie pójdą.
Potrzebne są bowiem na inne cele. Np. „500 plus dla emerytów”.

Z tego samego powodu rząd tak ochoczo zgadza się na szybki wzrost płacy minimalnej. Jedna trzecia tej podwyżki trafi nieuchronnie do kasy ZUS, jedna piąta – do fiskusa. Gorzką pigułkę przełkną najmniejsi prowincjonalni przedsiębiorcy, którzy będą musieli podnieść pracownikom płace, choć sami często zarabiają poniżej minimum. Owszem, mogą to sobie osłodzić batonem.
Byłoby nawet lepiej, gdyby to zrobili. Lepiej dla budżetu.

PS. Zawczasu podpowiadam ministerstwu zdrowia (finansów?) kolejne pomysły na wielce pożyteczne dla zdrowotności (finansów!) ekstrapodatki, licząc przy okazji na tantiemy od rządu (albowiem, zgodnie z zamysłem premiera Morawieckiego, chciałbym zarabiać na innowacjach, a nie tylko prostym wklepywaniu liter):
od soli i produktów solonych, od tłuszczów zwierzęcych i ich pochodnych, od tłuszczów roślinnych i ich pochodnych, od GMO, od konserwantów, od barwników, od wędzenia, od aronii w soku malinowym i od jabłek w dżemie truskawkowym, od orzechów i soi wszędzie, od kukurydzy (a kuku!), od buraków (wiadomo), od ziemniaków (bo tycie), od maku (bo jeszcze bardziej tyci), od opakowań plastikowych (bo palone w polskich piecach wywołują raka i czarne niebo), od opakowań blaszanych (bo szkoda na nie blachy), od opakowań szklanych (bo dziesięć butelek piwa swoje waży i powoduje skoliozy)… Mają Państwo jeszcze jakieś propozycje? Proszę pisać! (ale tantiemy skasuję ja, a co).
Sąsiad brawurowo podpowiada podatek od głupoty, twierdząc, że wtedy budżet Polski byłby większy od budżetu USA. Ale to jajcarz. A propos – jajka też trzeba opodatkować! Po sześciu człowiek zapomina, że żyje w najdoskonalszej demokracji między Słońcem a Plutonem.

KONIECZNIE SPRAWDŹ: