Stało się to, czego najbardziej obawiali się ostatnio fani Novaka Djokovicia, a na co czekali kibice szkockiego tenisisty. Dotychczasowy wicelider rankingu awansował do finału turnieju BNP Paribas Masters w Paryżu i to wystarczyło, by przejął od Serba tytuł światowej „jedynki” w męskim tenisie.
Djoković, który do niedawna był jeszcze absolutnym dominatorem rywalizacji tenisistów, nagle pogrążył się w kryzysie. Wszystko zaczęło się po tym, jak w maju tego roku pierwszy raz w karierze wygrał French Open. Później dobre występy przeplatał słabszymi, szukał mentalnej równowagi, robił sobie dłuższe przerwy od rywalizacji na kortach. W efekcie gubił rankingowe punkty, a Murray konsekwentnie go gonił.
29-letni Murray, przystępując do rywalizacji w Paryżu, wiedział, że otwiera się przed nim wielka szansa. Wystarczyło czekać na potknięcie Serba, a samemu dotrzeć do finału. Tak się stało. Djoković w ćwierćfinale odpadł z rywalizacji w pojedynku z Chorwatem Marinem Ciliciem. Wszystko było już w rękach Szkota.
Murray nie musiał jednak nawet bić się o awans do finału, bo jego półfinałowy rywal – Kanadyjczyk Milos Raonić – wycofał się z powodu kontuzji nogi.
Djoković był liderem rankingu ATP nieprzerwanie przez 122 tygodnie. Murray został tym samym 26. w historii tenisistą, który cieszy się tytułem lidera rankingu ATP.
- Sięgnięcie po tytuł światowego numeru jeden nie było kwestią dzisiejszego dnia, ale trwającej 12 miesięcy rywalizacji w turniejach _– podkreślał Murray. – _Ostatnie miesiące były najlepsze w mojej karierze – dodawał.
Szkot wygrał w tym roku m. in. wielkoszlemowy turniej na kortach Wimbledonu oraz złoty medal w Rio de Janeiro.
O tytuł w Paryżu Murray powalczy z Johnem Isnerem, który z kolei w dwóch setach pokonał Marina Cilicia.
Z całego świata posypały się gratulacje dla Murraya. Szkotowi pogratulował błyskawicznie również trener Djokovicia, Boris Becker. - Witaj w bardzo wąskim gronie klubowiczów, którzy są najlepsi w swojej profesji - napisał na Twitterze.