Apoloniusz Tajner, prezes PZN: Na igrzyskach olimpijskich będziemy mieć szanse medalowe [ROZMOWA]

Artur Bogacki
Artur Bogacki
W igrzyskach w Pekinie polscy skoczkowie mają walczyć o medal w konkursach indywidualnych i drużynowym
W igrzyskach w Pekinie polscy skoczkowie mają walczyć o medal w konkursach indywidualnych i drużynowym Andrzej Banas
Udostępnij:
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego APOLONIUSZ TAJNER opowiada o szansach na medal olimpijski nie tylko skoczków, nowych talentach i współpracy z trenerem Michalem Doleżalem.

Przed nami sezon olimpijski w sportach zimowych. Jakie nadzieje prezes Polskiego Związku Narciarskiego wiąże z najważniejszą imprezą czterolecia, która w lutym odbędzie się w Pekinie?
Dobre, przecież mamy sprawdzoną grupę skoczków. Latem w Grand Prix byli na czołowych miejscach. Poziom czołówki nadal jest wysoki. To, co mnie zaskoczyło, ale oczywiście bardzo cieszy, to wysoki poziom naszych juniorów, i to nie jednego, tylko całej grupki. Jestem też zadowolony z powrotu do dobrej dyspozycji Kuby Wolnego, bo jego przymierzamy do roli czwartego, za czołową trójką (do konkursów drużynowych - przyp.). Jednak trochę tych niewiadomych jest, bo grupa kandydatów, nawet do wyjazdu na igrzyska olimpijskie, się rozszerzyła. To fajne. Do formy wraca Tomek Pilch, jest Klimek Murańka - dla mnie już łowca rekordów, bo ostatnio pobił trzy rekordy skoczni: zimą w Willingen i Bischofshofen, a ostatnio w Zakopanem (na Średniej Krokwi w letnich mistrzostwach Polski pod koniec października - przyp.). W tym sezonie mamy mistrzostwa świata juniorów w Zakopanem, ktoś nowy może wyskoczyć. Z takimi zawodnikami to jest otwarta sprawa. Największe odkrycie ostatnio to Janek Habdas. Ja go obserwuje od jakiegoś czasu. Technicznie jest jeszcze chaotyczny, ale jak trenerom uda się okiełznać tę siłę, moc, którą ma, to będzie drugi Żyła. Albo i lepiej.

To kandydat już na te najbliższe igrzyska, czy dopiero melodia odleglejszej przyszłości?
To jest niewiadoma. Już widziałem takich zawodników. Wysoka forma u tak młodych skoczków nie utrzymuje się długo, ale jak jest „peak”, to może się otworzyć droga nawet na igrzyska. Jeżeli się okaże, że w tym najważniejszym momencie, w lutym, będzie wysoka forma potwierdzona w jednych, drugich zawodach, to trener Doleżal i Małysz (dyrektor sportowy PZN - przyp.) będą mieć „kłopot”, kogo zabrać na igrzyska. Bo kryteria spełni przynajmniej dziesięciu, a wybrać trzeba będzie tylko pięciu.

Stawia się na tych, którzy po pierwsze - są w najlepszej dyspozycji, a po drugie - w zwyżkującej formie. Trenerzy są cały czas z zawodnikami, czują, kto jest wysoko, ale widać, że mu forma ucieka, a któremu rośnie. Na igrzyska na pewno poślemy bardzo silną piątkę.

Mówi pan o dziesięciu zawodnikach, który mogą liczyć na walkę o miejsce w kadrze igrzyska. Wychodzi więc, że polskie skoki są bardzo mocne.
Doszła szeroka młoda grupa, która jest na wysokim poziomie. To jest to, czego oczekiwaliśmy. Mamy teraz zawodników od siódmego do trzydziestego piątego roku życia, jest ciągłość. Jak w 1999 roku zaczynałem pracę z kadrą (Tajner był wtedy trenerem - przyp.), to byli Małysz, Mateja, Skupień i Kruczek, a brakowało piątego. A potem była dziura na co najmniej cztery lata, zanim się pojawił następny skoczek, do tego byli pojedynczo w rocznikach. Teraz dzięki młodzieżowemu Narodowemu Programowi Rozwoju Skoków Narciarskich „Szukamy Mistrza” Lotos Cup, trwającemu od 17 lat, to wszystko dobrze funkcjonuje. Ta młodzież, o której mówię, to właśnie jego efekty.

Poruszył pan temat wieku zawodników w reprezentacji. Patrząc na metryki naszych najlepszych skoczków, to niektórzy mogą się już zastanawiać nad kończeniem kariery...
To dotyczy Stocha, Żyły czy Kubackiego, który jest trochę młodszy, także Huli. To jednak są profesjonaliści. Jeżeli tylko utrzymują wysokie parametry motoryczne, czyli moc - a to jest i szybkość, i dynamika, i siła, do tego mają doświadczenie na plus, to mogą jeszcze skakać trzy lata, nawet pięć. Noriaki Kasai pokazał, że nawet po czterdziestce można wskakiwać na podium Pucharu Świata, zdobywać medale mistrzostw świata. Patrząc na naszych najstarszych, to są jeszcze młodzi zawodnicy (śmiech).

Piotr Żyła w tym roku został mistrzem świata, po raz pierwszy w karierze, w wieku 34 lat.
Tak, tylko żeby tak długo wytrwać, trzeba odpowiedniej motywacji, psychiki, aby - że tak powiem - być w zgodzie z samym sobą. Ci, którzy kończą kariery, mają różne motywacje, choćby zniechęcenie, mogą mieć inne zadania do wykonania. Jak na przykład Adam Małysz. Pociągnęły go sporty motorowe, a mógł jeszcze skakać, nawet zdobyć medal na igrzyskach w Soczi (2014). Jednak chciał inaczej. Dla innego skoki to sposób na życie, robi to, co lubi, żyje z tego, zarabia pieniądze, daje mu to radość, rodzina wspiera - wszystko się układa.

Najważniejsze w tym sezonie będą igrzyska olimpijskie w Pekinie. Zakładam, że skoczkowie jadą tam walczyć o podium.
Można to teraz określać jako „szansa medalowa”. Decyduje o tym poziom sportowy, zweryfikowany w poprzednim sezonie zimowym i potem w letnim. Uważam, że start w obu olimpijskich konkursach indywidualnych i drużynowym możemy określać - wyraźnie mówię - jako szansę medalową.

Trzeba pamiętać, że kiedyś w podobnych sytuacjach zdarzały się nam miejsca czwarte, piąte. W oczach opinii publicznej to już nie jest sukces, jest nim tylko medal. A gwarancji, że uda się go zdobyć, przecież nie ma żadnych.

To pomarzmy sobie trochę - trzy złote medale olimpijskie w skokach dla Polski są możliwe?
Dzień wcześniej może wyglądać, że tak, a w dniu zawodów - inaczej. Wykluczyć tego nie można, ale prawdopodobieństwo jest niewielkie. Jednak na zdobycie trzech medali - już jest większe.

PZN opiekuje się nie tylko skokami narciarskimi, ale też innymi olimpijskimi dyscyplinami. W narciarstwie alpejskim mamy Marynę Gąsienicę Daniel, który przebojem wdarła się do światowej czołówki. Stać ją na medal w Pekinie?
Na jej start też można patrzeć jako na szansę medalową, bo przecież na ostatnich mistrzostwach świata miała szóste i ósme miejsce. Już się otarła o to podium. Biorąc pod uwagę przebieg jej przygotowań i opinie trenerów, to w tym sezonie powinna być jeszcze lepsza. Jeżeli tak, to szansa się pojawia. Slalom gigant na igrzyskach olimpijskich jest pojedynczym startem, różne niespodzianki się zdarzają na dużych zawodach. Na pewno będzie chciała wcześniej potwierdzić formę, jestem przekonany, że jej się to uda. To kolejna profesjonalistka, która się pojawiła u nas. Ważne, że ta dziewczyna nie boi się sięgać po zwycięstwa. A czasami taka możliwość paraliżuje zawodników.

Gąsienica Daniel często pojawia się w czołówce ważnych zawodów, ale też często wypada z trasy. Jeździ na bardzo dużym ryzyku.
Zgadza się. Ale tak trzeba, jeśli się chce walczyć o medale.

Pojawiają się informacje, że na igrzyska będziemy mogli wysłać więcej alpejek. Jest na to realna szansa?
Tak, i to nawet na cztery zawodniczki. W Pucharze Świata startuje jeszcze Magda Łuczak. Też ma szansę występu na igrzyskach i pewnie na nich wystartuje. Dużo zależy od niej, kolejne będą miały szansę, jeśli wskoczy do trzydziestki. Wierzę, że się uda, na otwarcie Pucharu Świata była 34., niewiele jest zabrakło. Trenerzy zdecydują, kto to ewentualnie będzie. Na cuda jednak nie ma co liczyć. Tak naprawdę tylko te dwie zawodniczki jadą po wynik sportowy, a każda kolejna - po naukę. Maryna ma większe możliwości, ale z drugiej strony, Magda otarła się o medal w mistrzostwach świata juniorów, mógł być nawet złoty. To już taki poziom.

A to nie jedyna medalowa nadzieja poza skokami...
Mamy jeszcze dwóch snowboardzistów - Nowaczyka i Kwiatkowskiego, którzy w ostatnich mistrzostwach świata zajęli szóste i ósme miejsce, wskakiwali też na podium Pucharu Świata. Można powiedzieć, że to nasze kolejne szanse. Jeśli ktoś dłużej prezentuje wysoki poziom, to na tych jednych, najważniejszych zawodach wszystko się może zdarzyć.

Dla snowboardzistów igrzyska olimpijskie to wyjątkowa okazja, aby wyjść z cienia innych dyscyplin sportowych. Na co dzień, nawet jak mają sukcesy, nie jest o nich aż tak głośno.
Zgadza się, duży wynik przykuwa uwagę mediów. Zaczyna się ich pokazywać, promować. Za tym idzie zainteresowanie kibiców i sponsorów. Mają szansę, by trochę wyjść z cienia.

Czy przed samymi zawodami w Pekinie wziąłby Pan jakąś ilość medali „w ciemno”?
Zobaczymy. W 2001 roku, kiedy Małysz wygrał Turniej Czterech Skoczni, to wydawało mi się, że nic większego nie może się już wydarzyć. A od tego czasu tyle się wydarzyło, że naprawdę jestem wielkim optymistą. Wierzę, że coś dobrego, czego nie było, nam się jeszcze przytrafi.

Ostatnio głośno było o skokach i o tym, że już nie będzie cotygodniowej transmisji z Pucharów Świata w TVP. Jakie to ma konsekwencje dla związku?
Te najważniejsze imprezy będą w TVP, czyli konkursy krajowe (PŚ w Wiśle i Zakopanem - przyp.), mistrzostwa świata juniorów, igrzyska, nawet jeden konkurs z Rasnova. Będzie normalnie, bo pozostałe będą transmitowane przez Eurosport czy TVN. Nam zależy, by były na ogólnodostępnej antenie, dla wszystkich kibiców. Współpraca przy zagranicznych konkursach i tak nie była zbyt rozbudowana, bo trenerzy nie pozwalali, zawodnicy mieli koncentrować się na zawodach.

Jedynie czego może mi być żal, to braku dalszej współpracy z ludźmi, którzy to robili, zgraliśmy się przez lata. Same skoki jednak na pewno będą dobrze eksponowane.

Trener kadry skoczków Michal Doleżal zostanie w naszej reprezentacji na kolejny sezon niezależnie od wyniku podczas igrzysk?
Jesteśmy z Małyszem i Doleżalem spokojni, nawet nie poruszaliśmy jakoś szczególnie tego tematu. Uznaliśmy, że to może poczekać, bo to są dobre relacje, do tego wrócimy. Jeśli Małysz w porozumieniu z grupą uznają, że kontynuujemy, to tak będzie. Ja nie mam nic przeciwko, wręcz odwrotnie - popieram. Uważam, że trener Doleżal bardzo dobrze się wpasował.

A co jeśli będzie naprawdę dobry wynik? Znów mogą być próby podebrania nam szkoleniowca przez możniejsze federacje. Tak już bywało...
Wiemy, że Michala za bardzo nie interesuje zmiana. Po prostu nie ma takiej potrzeby, tak dobrze się tu czuje. Są wyniki sportowe, fajna grupa ludzi, z którymi się przyjaźni i podobna mentalność, bo czeska. My się dodatkowo cieszymy dlatego, że Doleżal to jeden z najlepszych „myślicieli”, jeżeli chodzi o nowinki techniczne. Mamy chyba najlepszego w Europie, wszystko gra, więc po co to zmieniać? Warunki finansowe też ma dobre.

Ponoć sztab kadry ma zanadrzu jakiego asa, jeśli chodzi nowinki sprzętowe...
Coś tam jest, ale ja nic nie wiem. Lepiej żebym nie wiedział wcześniej, bo pewnie bym się wygadał (śmiech).
Rozmawiał Artur Bogacki

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Apoloniusz Tajner, prezes PZN: Na igrzyskach olimpijskich będziemy mieć szanse medalowe [ROZMOWA] - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie