Czy nauka pomaga przy prowadzeniu sporów?

prof. Ryszard Tadeusiewicz
fot. Marcin Makowka
Nadchodzące święta pierwszego i trzeciego maja znowu dostarczą wielu okazji do sporów. Bo my najwyraźniej lubimy się spierać! Ale czy umiemy to robić?

Nie wiem, jak Państwo, ale ja obserwuję większość toczonych u nas sporów z niesmakiem. I nawet nie chodzi o to, czego te spory dotyczą, ale o to, w jakim stylu są prowadzone. Studiuję czasem zapisy dawnych dyskusji. To były błyskotliwe pojedynki! Precyzja riposty była równie ważna, jak elegancja! Natomiast obecne spory przypominają okładanie się kłonicami. Analogia jest pełna.

Wytworne pchnięcie szpadą powalało przeciwnika i kończyło spór. Cios utytłaną w gnoju sztachetą niczego nie kończy, bo rywal podnosi się z błota trzymając jeszcze bardziej odrażający drąg… Nauka nie potrafi zapobiec sporom, ale może pomóc prowadzić je na lepszym poziomie. Pomoże w tym książka Artura Schopenhauera zatytułowana "Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów".

Uprzedzam, że Erystyka jest niemoralna. Zakłada, że spory prowadzi się nie po to, by propagować Dobro przeciwstawiając się Złu. Toczy się je mając na względzie takie czy inne KORZYŚCI. Schopenhauer zakładał, że jedynym celem prowadzenia sporu jest zwycięstwo. Nie PRZEKONANIE przeciwnika, tylko POKONANIE go. Cynicznie przyznawał przy tym, że PRAWDA nie ma tu żadnego znaczenia. Dyskutant nie musi mieć racji, tylko przewagę.

Do osiągnięcia tego celu stosuje różne zabiegi, głównie tak zwane sofizmaty. Są to fałszywe, kłamliwe argumenty używane tylko po to, by zwyciężyć w dyskusji. Oczywiście używane tak, żeby przeciwnik nie był w stanie dyskutanta na tym kłamstwie przyłapać, oraz żeby audytorium śledzące debatę nie zorientowało się, że ma do czynienia z celową manipulacją.

Schopenhauer zebrał w swoim dziele kilkadziesiąt takich sztuczek, opatrując je łacińskimi nazwami, przez co te podłostki nabrały naukowego poloru. Warto je poznać, chociażby po to, żeby się zorientować, gdy ktoś takie nikczemności spróbuje stosować w dyskusji z nami. W tym krótkim felietonie nie jestem w stanie przytoczyć Państwu wszystkich chwytów erystycznych wymienionych przez Schopenhauera, ale tytułem przykładu pokażę jeden z nich.

Ta przykładowa technika to "retorsio argumenti". Jeśli przeciwnik użyje argumentu, z którym audytorium się najwyraźniej zgadza, to nieskuteczna będzie próba jego zwalczania. Natomiast można użyć tego właśnie argumentu (uogólniając go poza kontekst, w jakim go użyto) do zaatakowania tezy przeciwnika.

Umiejętność logicznego wiązania przyczyn i skutków nie jest zwykle najmocniejszą stroną uczestników debaty, nie mówiąc o audytorium. Dlatego zwykle udaje się pozornie dowieść, że z tego, co powiedział przeciwnik (i z czym wszyscy się zgadzają!) wynika coś dokładnie przeciwnego, niż usiłuje on wykazać. Niewiarygodne, ale to działa!

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtube'ie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Dodaj ogłoszenie