https://gazetakrakowska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dębickie amazonki zaufania do lekarza omal nie przypłaciły życiem?

Paweł Chwał
Renata Baran i Marzena Mordarska-Czuchra chodziły do tego samego lekarza. Dziś mają usunięte piersi
Renata Baran i Marzena Mordarska-Czuchra chodziły do tego samego lekarza. Dziś mają usunięte piersi Paweł Chwał
Dębickie amazonki chcą, aby sąd i izba lekarska przyjrzały się pracy jednego z miejscowych ginekologów. Kobiety twierdzą, że przez jego zaniedbania i lekceważenie objawów raka piersi o mało co nie znalazły się w grobie.

Marzena Mordarska-Czuchra była pod opieką tego samego lekarza-ginekologa przez kilkanaście lat. Prowadził między innymi jej dwie ciąże.

- Miałam do niego pełne zaufanie. Teraz wiem, jak bardzo uśpił moją czujność - opowiada 40-letnia dziennikarka.
Podczas jednej z wizyt lekarz stwierdził wprawdzie w jej piersi obecność guza, ale zaraz dodał, że nie ma się czym przejmować. Sytuacja powtarzała się w sumie przez dwa lata.

- Co pół roku przychodziłam do niego na kontrolne wizyty, ale za każdym razem słyszałam zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Na moje pytania, czy nie należałoby zrobić dodatkowych badań, odpowiadał, że... nie ma do tego podstaw - mówi Mordarska-Czuchra.

Żyje dzięki uporowi swojego męża, który dosłownie wepchnął ją do mammobusu, stojącego na dębickim Rynku. Tydzień później miała już wykonaną biopsję. Rozpoczęła się trwająca wiele miesięcy jej walka z chorobą. Przeszła mastektomię (wycięto jej m.in. 32 węzły chłonne), ciężką chemioterapię i radioterapię. - Dziś jestem amazonką. Żyję, ale nigdy nie zapomnę tego, co zrobił mi ten lekarz - mówi.

Jest przekonana o jego winie. Wydobyła od niego m.in. swoją kartotekę, z której wynika, że guz, wbrew zapewnieniom lekarza stale się powiększał. - Gdyby wcześniej zasiał w mojej głowie jakąś niepewność, skierował mnie na badania, a nie uspokajał, że nie ma się czym przejmować, nie musiałabym przechodzić przez to wszystko - twierdzi.
Podobne wspomnienie z wizyty u tego samego lekarza ma Renata Baran. U niej ginekolog również stwierdził obecność guza.
- Kiedy zapytałam o termin następnej wizyty, aby to skontrolować, w odpowiedzi usłyszałam: "Najlepiej poczekajmy, co z tym dalej będzie" - opowiada.

Ponieważ następnym razem lekarza nie zastała, poszła do innego ginekologa. Ten, gdy zobaczył co się dzieje, od razu skierował ją na konsultacje do onkologa. Guz okazał się rakiem. Trzeba było usunąć jej pierś.

- Każdy z nas, wykonując jakąkolwiek swoją pracę, ponosi odpowiedzialność za swoje błędy. A ten lekarz jest bezkarny i nadal przyjmuje pacjentki. Chcemy przestrzec inne kobiety przed nim i jednocześnie zwrócić uwagę wszystkim na to, że nigdy nie można ufać bezgranicznie jednemu lekarzowi. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości, pytajmy kilku innych, aby nie okazało się za późno. W grę wchodzi bowiem nasze życie - przekonują amazonki.

Na razie nie podają nazwiska lekarza, wobec którego wysuwają zarzuty, ale - jak zapewniają - zrobią to, kiedy sprawa trafi do sądu. Kobiety gromadzą dowody przeciwko ginekologowi i szukają innych poszkodowanych. Na podstawie swoich przypadków przygotowują przeciwko niemu również wniosek o pozbawienie go prawa wykonywania zawodu do Izby Lekarskiej.

Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Komentarze 6

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

n
niezdziwiona
Lekarz, orzecznik ZUS, powiedział chorej na raka kobiecie, że jak na nowotwór to za długo żyje. Takich mamy specjalistów.
R
Robert
Dziwię się tej sytuacji. Mieszkam w Tarnowie. Rok temu żona sama zauważyła niewielką zmianę w piersi. Udała się do lekarki, która natychmiast zleciła wszelkie badania - najpierw było usg, potem mammografia. Na szczęście to nie było nic groźnego, ale w takich sprawach nie ma fałszywych alarmów! Kto, na boga, leczy w tej Dębicy?!
g
gość
Ja również poszłabym do innego lekarza, jakiś czas temu miałam taką sytuację że czułam jakiś nieprzyjemny zapach, poszłam do jednego lekarza, powiedział że najprawdopodobniej mam RAKA SZYJKI MACICY! Poszłam do drugiego.. powiedział że mam delikatny nalot na macicy niegroźny, ściągnie go antybiotykiem.. i że tamten lekarz powiedział mi bzdurę, zrobił mi komplet badań ok.. tylko że ten antybiotyk mi jeszcze bardziej zaszkodził... 3 lekarz dopiero zrobił mi komplet badań pobrał próbki itd.. zapłaciłam 400zł za wizytę i badania + 100 za lekarstwa.. rok leczenia tabletkami antybiotykami.. powikłania w formie drożdżaków zero libido.. depresja od lekarstw.. pół roku spokoju.. zobaczymy co dalej..
T
Ta "naiwna" Amazonka
Łatwo oceniać i komentować, a jeśli guz był w takim miejscu że nie można go było wyczuć to też jestem naiwna?. Następnym razem powstrzymaj swój komentarz dla siebie, tym bardziej że też jesteś kobietą
M
Marianna
A ja nie dziwię się, w końcu nie poszły do szewca, tylko jak im się wydawało do lekarza. Miałam podobną sytuację 16 lat temu, też lekarka - ginekolog stwierdziła, że moje wgłębienie w piersi to taka uroda. Takich słów użyła, więc z tą urodą czekaam jeszcze kilka miesięcy zanim poszłam do onkologa. Teraz zawsze radzę wszystkim żeby w przypadku wątpliwości poszli do drugiego i trzeciego lekarza.
A
Anita
Bardzo im sie dziwię, że wyczuwając guza od razu nie poszły na mamografię. To świadczy o ich naiwności.
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska