Gmina Łącko. Grad doszczętnie zniszczył uprawy, straty są w setkach tysięcy. W tym roku jabłka tylko na przemysł [ZDJĘCIA]

Joanna Mrozek
Joanna Mrozek
Tak wyglądały jabłka w jednym z sadów na terenie gminy Łącko po gradobiciach Jan Dziedzina
Nawałnice i burze z gradem nie oszczędzały w czerwcu i lipcu Sądecczyzny. Największe straty ponieśli rolnicy, którzy utrzymują się głównie z sadownictwa. Jabłek w tym roku nie będzie, to co zostało nadaje się tylko na przemysł. "Grad dziurawił owoce, to katastrofa"- mówi wójt gminy Łącko. Wszyscy starają się o rządowe wsparcie. Nie wszyscy rolnicy mogą jednak liczyć na odszkodowania, a straty są ogromne.

Na drzewach nie zostały nawet liście

Gmina Łącko zwana "stolicą kwitnących sadów" uważana jest za kolebkę małopolskiego sadownictwa. Co roku odbywają się tam Dni Kwitnącej Jabłoni oraz Owocobranie. W tym roku na sadowników spadło ogromne nieszczęście, grad wyrządził wiele nieodwracalnych szkód. Zniszczył owoce, a nawet całe drzewa, które już nie będą w stanie owocować. W tym roku zbiorów nie będzie, jest żal i rozpacz.

- Grad już nie ma czego niszczyć - mówi nam Jan Dziedzina, wójt gminy Łącko.

Niemal wszystkie gospodarstwa ubiegają się o rządową pomoc. Ponad trzysta wniosków o odszkodowanie trafiło do Urzędu Gminy Łącko oraz 36 protokołów dotyczących uszkodzeń trwałych.

- Jeśli odniesiemy liczbę protokołów do liczby gospodarstw to właściwie trudno znaleźć gospodarstwo sadownicze, które nie zostało gradem dotknięte. Mówię o gospodarstwach, dla których sadownictwo jest jedynym bądź głównym źródłem utrzymania. Tak naprawdę trudno znaleźć miejscowość, gdzie by ten grad nie wystąpił - mówi wójt.

Straty jakie ponieśli sadownicy liczone są w setkach tysięcy złotych. Sady zajmowały hektary ziemi. Średnio z jednego gospodarstwa wychodziło około czterdzieści ton jabłek. Cena jabłka deserowego w 2020 roku była wysoka, wahała się między 1,80 zł a 3 zł za kilogram, więc łatwo to policzyć. Teraz, to co zostało, sadownicy będą mogli sprzedać na przemysł. Biorąc pod uwagę cenę z poprzednich lat, to za kilogram takiego jabłka dostaliby kilkadziesiąt groszy. Rolnicy wydali mnóstwo pieniędzy na środki chemiczne czy paliwo (w przypadku kilkuhektarowego gospodarstwa to wydatek około stu tysięcy złotych na rok).

- W niektórych sadach na drzewach nie zostały nawet liście, trudno więc mówić nawet, żeby ten produkt delikatesowy na półkach się pojawił. Odkąd pamiętam, nigdy w takiej skali jak teraz, grad nie zniszczył plonów - mówi wójt.

Brak możliwości ubezpieczenia sadów

Kolejnym i ważnym aspektem jest problem ubezpieczeń, ten temat budzi szczególne duże rozgoryczenie wśród sadowników. Nie chodzi tutaj tylko o ubezpieczenia, które dopłatami wspiera rząd, ale także te działające na zasadach komercyjnych. Firmy niechętnie ubezpieczają sadowników

- Trudno zrozumieć, że nie wszyscy mogli się ubezpieczyć, nawet ci którzy byli gotowy zapłacić po kilka tysięcy od hektara upraw. To są spore pieniądze i nawet to było niemożliwe - zaznacza Jan Dziedzina i ma nadzieję, że spotkania, które w tej sprawie ostatnio odbywały się, przy wsparciu wojewody przyniosą pozytywne efekty.

- Mam nadzieję, że w przypadku ubezpieczeń dojdziemy do jakiegoś rozwiązania, bo sadownicy mówią sami: może dojrzeliśmy do tego, aby to były ubezpieczenia obowiązkowe - mówi wójt.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie