https://gazetakrakowska.pl
reklama
MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Gorliczanka, która żadnej pracy się nie boi. Była malarzem, kapitanem statku, pilotem wycieczek

Barbara Ćmiech
Zarobić można na różne  sposoby, na przykład transportując żaglówkę z Tajlandii na Borneo
Zarobić można na różne sposoby, na przykład transportując żaglówkę z Tajlandii na Borneo Archiwum prywatne
Anecie Rak, gorliczance, podróżniczce, nawet naderwane ścięgno Achillesa nie zdołało pokrzyżować planów kolejnych podróży w nieznane.

- Podczas tegorocznych wakacji zostałam "uziemiona" w Polsce. Tak dobrze bawiłam się na weselu siostry, że nadwyrężyłam nogę i nacztery miesiące musiałam zwolnić tempo, cierpliwie czekając, aż się zrośnie. No cóż, tak to jest, jak się zakłada szpilki raz na kilka lat - mówi.

Ze śmiechem przyznaje, że dla niej "zwolnić tempo" to jak "wyruszyć na Księżyc". Wszystkie jej pomysły: Australia, Karaiby, Rosja... musiały zaczekać. Nie dała się jednak zdołować. Wykorzystała czas na zrobienie kilku kursów, trochę czasu spędziła z rodziną, zorganizowała wystawę fotografii, nadrabiała zaległości towarzyskie.

- Czas na przymusowym urlopie szybko minął, a życie podsunęło nowe pomysły. Poleciałam do Wietnamu jako przewodnik grupy i… nie wsiadłam do samolotu powrotnego. Zostałam w Kambodży - wspomina.

Dłuży pobyt w Kambodży nie był wcześniej planowany, więc i pomysłów, co robić, nie miała. Wszystko działo się na gorąco.
- Wymyśliłam, że pojadę na królewskie regaty do Tajlandii. Tam dostałam pracę na żaglówce. Zadaniem zespołu, w którym pracowałam, było dostarczyć ją na Borneo. W styczniu zaś płyniemy razem do Hongkongu - zapowiada. - Trasa będzie ciężka, ale damy radę! Nie planuję co będzie potem. Czekam na pomyślny wiatr, a gdy powieje, to mówię "tak" i daję się ponieść - mówi podróżniczka.

Przyznaje, że bardzo się cieszy, że udało się jej wrócić do domu na święta. Obiecała to rodzinie, bo już od trzech lat jej na tej uroczystości brakowało.

- A jak ja coś obiecuję, to zawsze dotrzymuję słowa, chociażbym miała lecieć z drugiego końca świata - dodaje.
Mówi, że na początku jej rodzicom ciężko było zaakceptować decyzję o porzuceniu tak zwanej dobrej pracy i zakończeniu wieloletniego związku. Sprzedała niemal wszystko, co miała i spakowała życie w jeden plecak.

- Początkowo planowałam roczną podróż dookoła świata Szybko jednak zrozumiałam, że nie interesuje mnie zwiedzanie i zaliczanie miejsc. Odkryłam smak podróży, takiej bez wyznaczonego czasu dotarcia, bez konkretnego portu. Podróży bez planu, która wykracza poza schemat docierania z miejsca A do miejsca B. Nie ma dla mnie znaczenia, ile kilometrów przebyłam, ale co w tym czasie przeżyłam - podkreśla.

Podróżuje sama, czasami mierzy się ze sztormami, czasami z rekinami, czasami z głodem. Żyje bez telefonu, a dostęp do internetu ma sporadyczny.

- Wiem, że moja mama ciągle się o mnie martwi, ale zaakceptowała mój wybór. Wie, że idę swoją ścieżką, która nie jest łatwa, ale daje mi satysfakcję, że żyję tak jak chcę, bez adresu, bez telefonu, bez bycia numerkiem w statystykach urzędowych. Widzi, że jestem szczęśliwa - mówi.

Od samego początku swoich podróży pracowała. Często na wolontariatach za tak zwany wikt i opierunek. Uczyła francuskiego w kambodżańskiej szkole, angielskiego birmańskich mnichów, pomagałam partii Aung San Suu Kyi podczas wyborów w Birmie. Budowała szkoły, pracowała w stoczniach i na farmach słoni.

- Sama finansuję cały swój wyjazd, choć na przyszły rok planuję kilka projektów, do których poszukuję sponsorów. Nie zmieni się jednak mój dzienny budżet, czyli pięć dolarów. Co prawda czasami na widok ryżu przechodzą mnie już ciarki, ale wtedy wspominam święta w Gorlicach i wiem, że kiedyś sobie to odbiję - dodaje z uśmiechem.

Mówi, że w 2013 roku przeżyła wiele wspaniałych przygód. Rozpoczęła go w Tajlandii, a zakończyła w Polsce. W międzyczasie 25 razy przekraczała granice państw i odwiedziła 13 różnych krajów na trzech różnych kontynentach. Przepłynęła 11 tysięcy mil morskich, a przeleciała jeszcze więcej. Uczestniczyła w pięciu regatach. Pracowała jako żeglarz, malarz ścienny, pilot wycieczek, kapitan statku i w cyrku. Zorganizowała wystawę fotografii.

- Oprócz tego zaliczyłam jedno megawesele i zostałam matką chrzestną. Przeżyłam dwa złamane maszty, powódź, tajfun i cztery sztormy. Ratowałam dwa statki i o mało co nie wskoczyłam w paszczę rekina. Pływałam z żółwiami, diabłami morskimi, rekinami i delfinami. Jadłam pierwszego w życiu lobstera (homar - przyp. red.) i nietoperza. Namalowałam obraz. Poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi i odkryłam ponownie, jak cudownie jest mieć kochającą rodzinę - wylicza.
Zdobyła również dwa nowe certyfikaty.

- A najlepsze jest to, że wiem, że rok 2014 będzie jeszcze bardziej zakręcony! - mówi.
Otwarcie podkreśla, że wszystko, o czym marzyła, spełniło się.

Na swoim blogu napisała niedawno post, że życie to podróż zbudowana z marzeń i tylko od nas zależy, jak będziemy podróżować. Podkreśla, że to właśnie marzenia stawiają na naszej trasie drogowskazy, a od nas zależy, czy z nich skorzystamy albo czy pozwolimy, aby ta podróż przebiegła bez naszego udziału, czy też sami ją stworzymy tak, jak sobie tego życzymy. I nie ma tutaj wymówek, wszystko jest możliwe, o ile tylko znajdzie się wystarczająco siły i odwagi, aby zaryzykować, aby zmierzyć się z własnymi słabościami, aby nie obawiać się jutra i aby przestać roztrząsać smutki dnia wczorajszego. Bo życie, nasza własna podróż, dzieje się tu i teraz. I już dzisiaj możemy skręcić z utartego szlaku i podążyć w kierunku naszych marzeń.

- Osobiście mam jedno takie większe marzenie, udać się szlakiem Che Gueveary i zrobić to tak jak on, na motorze - zdradza i dodaje: u progu 2014 roku życzę wszystkim Czytelnikom "Gazety Gorlickiej"... udanej podróży! I tego, aby każdy z Was znalazł wiarę w siebie i nie bał się realizować swoich marzeń.

Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Komentarze 5

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

S
Suchy
Masz bardzo ograniczone myślenie, ta dziewczyna zna kilka języków, ma wiele talentów, kiedy zdecyduje się zakończyć podróż bez problemu znajdzie sobie interesujące zajęcie dające więcej niż marna renta z ZUS.
Pozdrowienia dla Anety, tak trzymać !!!
p
podroznik
dobre dla ludzi spod gorlickich wiosek. jestem w trasie od 1988 roku i takich glupot dawno nie czytalem. dawniej dolar mial wartosc. dzisia za 5 dolcow to mozna sobie kupic cole z frytkami
j
ja
i bardzo dobrze - również jestem z Gorlic i robię to samo - a na starość zdążę sobie odłożyć mając gdzieś polskie zusy i emerytury, zresztą i tak kradną 80% więc mam to gdzieś. nie wierzę że ludzie mogą mieć takie myślenie jak "mędrek" - pewnie jeszcze chodzi do kościoła - :))) - to by wszystko tłumaczyło.
c
czupakabra
HAHAHAHAHHA - a ty liczysz na rentę z ZUSU?? - w takim razie zostałeś na starość również BEZ ROZUMU :) - ja robię to samo - podóżuję, maluję i mam gdzieś małe obślinione i obesrane bachory. wolę zostać sam. a młodym można być do 80tki - kwestia podejścia do życia. a tobie współczuję podejścia do życia - najlepiej gdybyś już teraz poszukał budki samobójczej ;))))
m
mędrek
fajna sprawa jak się jest młodym, młodość szybko minie i... zostaniesz na lodzie, bez dzieci, bez kasy, bez renty tylko ze wspomnieniami, a one cię nie wyzywią
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska