Guzikowie. Wielka miłość, ślub i bieg przez życie z karabinem na plecach

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Podczas ślubnej sesji Guzikowie byli na Kasprowym Wierchu. Tutaj - w biatlonowym ośrodku w Kościelisku, gdzie Krystyna przez kilka lat trenowała, a w przyszłości chciałaby pracować
Podczas ślubnej sesji Guzikowie byli na Kasprowym Wierchu. Tutaj - w biatlonowym ośrodku w Kościelisku, gdzie Krystyna przez kilka lat trenowała, a w przyszłości chciałaby pracować multimediarec.pl/Łukasz Fiedor
Zanim zaczną budowę domu, wystąpią w mistrzostwach świata. Biatloniści Krystyna i Grzegorz Guzikowie opowiadają o związku, który swój początek ma w kolejce zjeżdżającej z lodowca.

Ustalenie rozmiaru pierścionka - to dopiero były kombinacje! - uśmiecha się Grzegorz. - Siostra poradziła mi, żebym dyskretnie zajrzał do biżuterii Krysi, znalazł jakiś pierścionek i go zmierzył. Zajrzałem, przeszukałem, ale tam pierścionków nie było...

- Bo ja nigdy ich nie nosiłam, żadnego nie miałam. Kolczyki, łańcuszek, bransoletki - to tak. Ale zawsze uważałam, że pierścionek to ma być zaręczynowy.

- Trzeba więc było sobie inaczej radzić. Głaszcząc dłonie Krysi, porównywałem jej palce z moimi. No i doszedłem do tego, że pierścionek dla niej będzie idealnie pasował na mój najmniejszy palec lewej ręki. Nie pomyliłem się.

Akcja przekazania nastąpiła w przeddzień wyjazdu do Warszawy na ślubowanie przed igrzyskami w Soczi. Grzegorz ubrał się elegancko jak rzadko kiedy i ruszył do Czerwiennego, wioski na Podhalu. Ale plan był wciąż dość skomplikowany.

- Zaproponowałem, żebyśmy pojechali coś zjeść do Zakopanego. Tak zrobiliśmy. Kiedy wysiedliśmy już z auta, powiedziałem Krysi, że muszę jeszcze na chwilę do niego wrócić. No i wtedy zabrałem wszystko, co potrzeba. Różę tak za siebie schowałem, że Krysia nawet jej nie zauważyła - śmieje się Grzegorz. - Oświadczyłem się na samym środku Krupówek, na mostku, z którym mamy miłe skojarzenia.

- Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się, że w tym czasie, kiedy za chwilę wyjazd na igrzyska, Grzesiek z czymś takim wyskoczy - nie ukrywa Krystyna.

Różnica? Nigdy jej nie odczułam

Półtora roku wcześniej Grzegorz Guzik załapał się na wyjazd treningowy do austriackiego Ramsau. To były jego początki w biatlonowej kadrze seniorów. Krystyna - wtedy jeszcze Pałka - miała za sobą już osiem lat startów w Pucharze Świata, udział w dwóch igrzyskach olimpijskich (w Turynie w 2006 r. zajęła piąte miejsce w biegu długim).

- Ja znałem Krysię, ona mnie mniej. Nasza pierwsza rozmowa - na zasadzie że obie osoby wiedziały, kto do kogo mówi - odbyła się po treningu na lodowcu, kiedy zjeżdżaliśmy kolejką. Byłem tam z kolegami z kadry, Krysia zagaiła na temat naszego sprzętu.

- Chodziło o narty i pokrowce - opowiada biatlonistka. - Mówię - kurczę, w domu mam rzeczy, których nie używam, a wam by się przydały, mogę wam je dać. I chłopaki wyrazili zainteresowanie. Wróciliśmy z Austrii, potem miałam badania w Katowicach. Chciałam podać te rzeczy przez Magdę Gwizdoń, która jest z Grześkiem w jednym klubie, ale mi uciekła. Zadzwoniłam więc do Grzegorza, spytałam, czy mam zostawić sprzęt w Polskim Związku Biathlonu, czy sobie odbiorą.

- Ja dążyłem raczej do spotkania.

Dopiął swego. Przekazanie sprzętu nastąpiło przy zakopiance, gdy Krystyna wracała z Katowic do domu. Zaproponował kawę, usiedli.

- Na początku nie traktowałam tej znajomości w kategoriach relacji damsko-męskich. Do mnie długo nie mogło dotrzeć, że miałabym się spotykać z młodszym o tyle lat chłopakiem. Ale Grzegorz mnie przekonywał...
- ... nie przekonywał.

- Powiem inaczej: tej różnicy wieku nigdy nie odczułam. Grzegorz nigdy nie dał mi odczuć, że istnieje. Urzekło mnie to, jak naturalnie nam się rozmawia. Nie odnoszę wrażenia, że gadam z młodszą osobą.

Różnica to osiem lat. Krystyna ma 31, Grzegorz 23. Ale to dojrzały, do bólu poukładany 23-latek.

Bachledówka czy Gubałówka?

- Ten rok jest pierwszym, w którym mogę skupić się na sporcie, bo biatlonowy związek zadbał o nasze przygotowania. Wcześniej, jeśli chciałem pojechać na zagraniczne zgrupowanie, musiałem sobie na to zarobić. Rano więc szedłem na trening, potem do warsztatu, później znów na trening. Człowiek był zmęczony, ale wiedziałem, że jeśli nie popracuję, to na przykład nie pojadę przed sezonem w miejsce, w którym będę mógł pobiegać po śniegu.

Grzegorz nadal dorabia. Razem ze starszym bratem, Krzysztofem - też biatlonistą - wykonują budki dla ptaków, karmniki i inne przedmioty z drewna. Obok rodzinnego domu w Juszczynie koło Makowa Podhalańskiego stoi - nie, budą tego nie wypada nazwać - wykonany przez Grześka domek dla psa. - Ocieplony, z oknem, światełkiem - uśmiecha się Krystyna. - Grzegorz ma dryg do majsterkowania, prac w domu. Układał płytki, ściany kamieniami obkładał. Ładnie, równiutko. Wystarczy, że ktoś mu pokaże - i szybko łapie.

- W nowym domu mam zaplanowane miejsce na warsztacik - zdradza.

Ten dom ma powstać na Bachledówce. Jest działka, którą Krystyna dostała od ojca, jest już projekt. I jest jeszcze stary dom, który zostanie wyburzony, by zrobić miejsce nowemu. - Mamy też działkę na Gubałówce, ale tam warunki w zimie są ciężkie, kłopoty z dojazdem, z wodą - opowiada Krystyna. - Czerwienne jest ładną miejscowością, z nowego domu będziemy mieli piękny widok na Tatry. Niedawno na Bachledówce powstał hotel, mamy na miejscu spa. Jest też wyciąg narciarski, no i szkoła. Dlatego zdecydowaliśmy, że tu zostaniemy.

Na razie Guzikowie żyją na dwa domy, w których dorastali - w Czerwiennem i w Juszczynie. - Po ślubie nie zdarzyło się, żebyśmy chociaż przez tydzień byli razem w swoich stronach - mówi Grzegorz. - Wpadamy rzadko i na chwilę.
Krystyna: - Od grudnia, na szczęście, prawie cały czas jesteśmy już razem, jeździmy na te same zawody. Ale wcześniej ja miałam swoje zgrupowania, Grzegorz swoje. Byłam zła, że trenujemy tę samą dyscyplinę, a nie możemy się widzieć. Jakoś trzeba sobie było radzić. Kiedy Grzesiu był na zgrupowaniu w Dusznikach, a ja akurat nie miałam obozu, jechałam i tam trenowałam.

W Czarnym Dunajcu grała Wataha
Krystyna jest autorką największego w historii sukcesu polskiego kobiecego biatlonu. W 2013 roku w Nowym Mieście na Morawach została wicemistrzynią świata w biegu na dochodzenie. Wówczas byli już z Grzegorzem parą.

- Wiele osób mnie pyta, czy związek zmienił mnie sportowo. A ja zaczynam od tego, że w ogóle moje nastawienie do życia się zmieniło. Kiedyś byłam wybuchowa, bardzo szybko można mnie było zdenerwować. Teraz jestem znacznie spokojniejsza - przekonuje zawodniczka. Dodaje: - Trener mówi, że w tym sezonie jakbym zatraciła ten swój "agresor", że z powodu uspokojenia życia nie pokazuję pazura podczas zawodów, gorzej biegam. Ale, moim zdaniem, to nie w tym rzecz. Słabsze wyniki biorą się stąd, że w ubiegłym roku praktycznie nie miałam żadnej przerwy, nie mogłam odpocząć. Treningi, starty w biatlonie letnim, no i przygotowania do wesela też nie sprzyjały temu, żeby złapać oddech.

Panią Guzikową stała się 5 lipca 2014 r. Ślub odbył się w kościele Paulinów na Bachledówce. Świadkowie dotarli z zagranicy. Siostra Krystyny - Alina - mieszka w Edynburgu, a szwagier Grzegorza, notabene Bułgar, razem z jego siostrą Gabrielą - w irlandzkim Dundalk.

W zajeździe w Czarnym Dunajcu zabawa była dwudniowa. - Trochę odeszliśmy od standardów, bo u nas raczej się robi typowo góralskie wesela. Ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli ubierać Grzegorza w portki sukniane - śmieje się Krystyna. - Nie chcieliśmy też wesela w remizie, do czego zachęcał nas mój tata. Jak zobaczyłam, że goście musieliby siedzieć na trzech piętrach, a kelnerki biegać po schodach, powiedziałam - nie.

Suknię dla panny młodej uszyła ekspresowo krawcowa z Nowego Targu. - Dwie sukienki, na oba dni. Byłam zadowolona, bo chodziło mi po prostu o to, żeby dobrze się w tym czuć. Nie mam manii, żeby chodzić po salonach, wybierać nie wiadomo jak drogie kreacje - przyznaje sportsmenka z Podhala.

Termin ślubu został natomiast dopasowany do grafiku Watahy, kapeli z pobliskiego Podwilka. - My generalnie lubimy imprezy z orkiestrą, a przy tej bawiliśmy się świetnie w zajeździe w Chyżnem. Dlatego tak nam zależało na tych chłopakach - wyjaśnia Grzegorz.

Podróż poślubna na Babią Górę
Po weselnych przyjemnościach od razu trzeba było jednak wskoczyć w wir treningów. Podróż poślubna pozostaje tematem niezrealizowanym. - Wakacje zrobimy sobie po wybudowaniu domu - zakłada Grzegorz.
Krystyna: - Ale plaża to nie nasze klimaty. Bardziej ciągnie nas, żeby pojeździć na snowboardzie - ja dopiero zaczynam, ale bardzo mi się podoba - czy na gokartach...

Grzegorz: - Pobyć z rodziną, mało czasu wspólnie spędzamy.

Krystyna: - Na razie nasze urlopy sprowadzają się do tego, że lecimy albo do Szkocji, albo do Irlandii. Ja bardzo lubię podróżować, jednak przy naszej ilości wolnego czasu wolę go spędzić z Alą czy Gabą, z ich dziećmi... A podróż poślubną, przepraszam, mieliśmy. Mąż zabrał mnie na Babią Górę (śmiech), pierwszy raz w życiu na niej byłam. Poszliśmy razem z siostrą Grzegorza i jej dzieciaczkami.

- Żeby smażyć się na plaży, to trzeba mieć wszystkie sprawy poukładane, niczym się nie martwić - przekonuje on. - Przerabialiśmy to, jak pojechaliśmy do Jastrzębiej Góry na weekend. Zaprosił nas sąsiad, który ma tam pensjonat. Nie zajechaliśmy jeszcze nad morze, a już planowaliśmy to, co musimy zrobić po powrocie.

Dzięki żonie głowa stygnie

Krystyna w czasie wolnym od zgrupowań musi wywiązywać się z obowiązków wobec wojska. Melduje się wtedy w jednostce w Kościelisku. Kontrakt w armii (odnawiany co około półtora roku) to oczywiście dodatkowy dochód. W przypadku biatlonistów nieodnoszących sukcesów jest wręcz bodźcem trzymającym przy sporcie. - Wojsko w pewnym sensie ratuje naszą dyscyplinę. Gdy miałam poważną kontuzję, nie zrezygnowało ze mnie, to było budujące - mówi kapral Krystyna Guzik.

Grzegorz do munduru się jednak nie przymierza. Dlaczego? - Pewnie, że to kuszące, bo uzyskując etap mógłbym zarabiać normalne pieniądze. Musiałbym jednak przejść przez szkolenie Narodowych Sił Rezerwowych, które trwa trzy miesiące.
Gdybym się na to zdecydował, zawaliłbym dwa lata przygotowań. Na szkoleniu pewnie mógłbym sobie pozwolić na to, żeby raz dziennie potruchtać, ale w sporcie na tym poziomie nie o to chodzi. Chodzi o normalny trening, z którego teraz nie zrezygnuję. I za dwa-trzy lata albo zacznę coś osiągać w sporcie, albo trzeba będzie sobie powiedzieć: trudno, nie wyszło mi.

W styczniu - tego samego dnia, co żona - zdobył złoty medal mistrzostw Polski. Nasz męski biatlon jest jednak dość brutalnie weryfikowany w światowych zawodach. - Wiem, jak opinia publiczna odbiera nasze występy. W Polsce nikt nie zauważy przeskoku z miejsca 100. na 60. w Pucharze Świata, mimo że w biegu to postęp o 2-3 minuty. Ja naprawdę czuję, że się poprawiam. Dzięki radom Krysi przestałem się stresować, podchodzę do zawodów z chłodniejszą głową - wyznaje Grzegorz Guzik.

Pierwsze sportowe marzenie już spełnił, wystąpił na igrzyskach w Soczi. Czy na kolejne, za trzy lata w Pyeongchang, znów polecą razem? - Chcielibyśmy - mówi Krystyna. - Ja planowałam, że już po Soczi skończę karierę, ale po tych nieudanych dla mnie igrzyskach powiedziałam sobie: nie, nie mogę. Wiem, że jeszcze stać mnie na dobre wyniki. Na razie ten sezon tego nie potwierdza, wierzę jednak cały czas, że jeśli teraz trochę odpocznę, to w marcu na mistrzostwach świata w Finlandii mogę "odpalić".

Miał być motocykl, jest aparat

Plany na życie po skończeniu kariery? Sport. - Posiadamy wiedzę, którą chcielibyśmy przekazywać młodym zawodnikom. Mnie odpowiadałaby na przykład praca w biatlonowym ośrodku w Kościelisku. Zależy mi na tym, by go rozwinąć - przyznaje zawodniczka, która jest doktorantką na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Jej mąż w tym roku broni pracę magisterską w krakowskiej AWF.

Oboje lubią jazdę samochodem, prędkość. Dla Krystyny wręcz sposobem na rozładowanie emocji bywały gokarty, a do dziś pluje sobie w brodę, że nie pojeździła prawdziwym bolidem na torze w Austrii. - Dostałam taki prezent od Red Bulla, jednak nie byłam w stanie go zrealizować, bo przygotowywałam się do igrzysk w Soczi. Ale może ten prezent nie przepadł? - mruga okiem.

Pociąg do prędkości przejawił się w niedawnym pomyśle kupna motocykla. - Mam to w genach, tata miał motory od młodości. Mnie kuzyn nauczył jeździć na motorynce, później jeździłam na poważniejszym sprzęcie. I myślałam o tym, by sprawić sobie "ścigacz". Tata sugerował mi coś bliższego chopperowi, żebym nie przesadzała z prędkością - śmieje się Krystyna. - Ale przyszedł ślub i jakoś się wyleczyłam z tego pomysłu.

Kupili tylko, i to łapiąc okazję, dobry aparat fotograficzny. Na tym dość szaleństw, dom sam nie wyrośnie.

Najpierw niech stanie dom

Prace budowlane mają ruszyć wiosną. Nowy dom jest kluczowym elementem w życiowych planach Guzików.
Krystyna: - To na razie priorytet. Zanim zdecydujemy się na dziecko, musimy dom wybudować.
Grzegorz: - Niech przynajmniej będzie w surowym stanie.

Krystyna: - Wiadomo, że duże znaczenie ma to, ile jeszcze będę trenować, czy dotrwam do igrzysk... Uważam, że dom musi być, dziecko musi mieć swoje miejsce. To plany. A będzie, co Bozia da.

Biegacz narciarski z karabinem na plecach - to biatlonista. Nietrudno odgadnąć, że sport uprawiany przez Krystynę i Grzegorza Guzików ma wojskowy rodowód. W programie igrzysk olimpijskich pojawił się w roku 1960. Wówczas rozdano biatlonistom jeden komplet medali, na ostatnich igrzyskach w Soczi - 11. Przez całe te lata na olimpijskim podium stanął tylko jeden Polak - Tomasz Sikora, srebrny medalista z Turynu (2006).

Dyscyplina cieszy się ogromną popularnością w Niemczech, zawody Pucharu Świata od lat sponsorują firmy z tego kraju (obecnie BMW). Premia dla zwycięzcy biegu w PŚ (a jest ich ponad 20) wynosi 12 tys. euro.

Podczas igrzysk w Soczi
Krystyna (wtedy jeszcze Pałka) dała się zapamiętać z "afery karabinowej". Na Facebooku zasugerowała, że przed biegiem sztafet ktoś przekręcił przyrządy celownicze w jej broni - co miało być powodem fatalnego strzelania. Polski Związek Biathlonu chciał wyjaśnić sprawę, w piśmie do światowej federacji poprosił o pomoc w dotarciu do materiałów wideo z areny igrzysk przed zawodami. - Nic się nie wyjaśniło - mówi dziś zawodniczka.

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić!
Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3