18 marca 1942 rok. Pod kamienicę przy ul. Romanowskiego 1 podjeżdża gestapo. Niemcy wchodzą do mieszkania na pierwszym piętrze. Każą ubierać się panu Józefowi. Jego żonę Janinę uspokajają, mówiąc, że „ojciec małych dzieci niebawem wróci”.
- Miałem dwa latka. Niewiele pamiętam. Tylko tatę, który postawił mnie, siostrę i brata na stole i wszystkich mocno uściskał. On miał świadomość, że nas już nigdy nie zobaczy, ja i rodzeństwo nie - wspomina dziś 77-letni sądeczanin Czesław Pierzchała.
To, co wydarzyło się przed zatrzymaniem jego ojca przez gestapo, i potem zna z relacji matki i świadków, którzy przeżyli Auschwitz.
- Mój tata stracił życie, bo chciał ratować życie Żydów - mówił Czesław Pierzchała, relacjonując zdarzenia z drugiej wojny światowej Jonny’emu Danielsowi, potomkowi polsko-żydowskiej rodziny zamordowanej podczas Holokaustu, szefowi żydowskiej fundacji From the Depths, który gościł w środę w Nowym Sączu.
Józef Julian Pierzchała był rzeźnikiem. Pracował też jako kierowca i dorabiał w piekarni, która mieściła się w kamienicy przy ulicy Romanowskiego. To stamtąd codziennie zabierał chleb i szedł na ul. Pijarską, by przerzucić go za mury getta.
- Ktoś musiał go zauważyć i wskazać gdzie mieszka - opowiada Czesław Piechrzała.
Jego matka znała niemiecki. Chciała dowiedzieć się, dlaczego jej mąż nie wrócił do domu.
- Ale gestapowcy zamiast jej odpowiedzieć, zrzucili ją ze schodów - wspomina Pierzchała.
Jego ojciec trafił do obozu w Auschwitz. Został zamordowany 23 czerwca 1943 roku.
- Świadkowie mówili, że do końca czuł się odpowiedzialny za innych. Gdy widział, że jakiś więzień słabnie, potrafił naciąć swoje ramię, by mógł posilić się jego krwią - opowiada Czesław Pierzchała, dobrze znany sądeczanom jako „Pele”. Kiedyś był najlepszym zawodnikiem Sandecji, dziś jednym z najwierniejszych jej kibiców. Zaczął grać w wieku 10 lat.
- Sandecja mnie ukształtowała, nauczyła dyscypliny, której zwykle dziecko uczy się od ojca - mówi Pierzchała.
Nie kryje, że oczekuje, by w końcu zauważono poświęcenie jego taty i innych Polaków, którzy narażali swe życie, by pomagać Żydom.
- Zanim pierwszy raz przyjechałem do Polski, zastanawiałem się, dlaczego nie było tu więcej takich osób jak Schindler i Sendlerowa. Okazuje się, że jest ich bardzo wielu - mówi Jonny Daniels, którego fundacja zajmuje się docenianiem Polaków, ratujących Żydów.
- Mam nadzieję, że we wrześniu przyszłego roku będziemy mieli okazję wyróżnić nagrodą imienia Żabińskich sądeczan, którzy, jak słyszę, zasługują na szczególne podziękowania - stwierdza Jonny Daniels.
Podczas swojej wizyty w Nowym Sączu miał okazję spotkać się również z Janem Dobrzańskim, który zaprowadził go na wieżę ratuszową. Pokazał zegar, w którym jego ojciec Henryk Dobrzański i jego pracownik ukrywali podczas drugiej wojny światowej Żydówkę Bertę Korennman.
- W niej zakochany był Stefan Mazur, który pracował w zakładzie zegarmistrzowskim mojego ojca - opowiadał gościowi z Izraela Jan Dobrzański. Zadaniem Stefana Mazura było między innymi nakręcanie ratuszowego zegara. Dzięki temu mógł codziennie odwiedzać swą ukochaną.
- To prawdziwa miłosna historia. Oboje przeżyli wojnę i pobrali się - opowiada żona zegarmistrza Danuta. Dodaje, że do dziś rodzina Dobrzańskich otrzymuje kartki na święta od dzieci Berty i Stanisława Mazurów.
- Czuję się niezwykle w tym mieście - nie krył słuchając historii sądeczan Jonny Daniels. To nie była jego pierwsza wizyta. Gościł w mieście już dwa lata temu. A po raz pierwszy usłyszał o nim, mając 15 lat.
- Zacząłem wówczas swoją pierwszą pracę w szpitalu w Netanii, który założył wielki rabin z Nowego Sącza Halberstam - mówi szef Fundacji From the Depths.
Opowiada, że to wyjątkowy szpital na całym świecie.
- Tam nigdy nie odłącza się człowieka od aparatury, która podtrzymuje życie. Dzięki temu ludzie nieraz po 30 latach budzą się ze śpiączki. Przewodnią wartością tego miejsca jest bowiem życie. I dostrzegam, że tak samo jest w Nowym Sączu. Nie zapominacie historii Żydów. Wciąż podtrzymujecie pamięć o nich - podkreśla Jonny Daniels.
Autor:Katarzyna Gajdosz-Krzak
Follow https://twitter.com/gaz_krakowska