Gdy na kilka dni przed realizacją pierwszego odcinka kulinarnego show w TVN upadła ze schodów i złamała nogę, nie poddała się. Występ w MasterChefie był jej marzeniem i szansą na to, by zmienić coś w swoim życiu. Mimo poważnej kontuzji wzięła udział w nagraniu. Przygotowana przez nią zupa tajska zauroczyła jurorów do tego stopnia, że Karolina Kowalewska z Dębicy po raz pierwszy w historii MasterChefa , awansowała do finałowej czternastki bez konieczności udziału w dalszych eliminacjach.

Zobacz galerię
Największą miłością Karoliny, poza jej chłopakiem, są: taniec, szpilki i... gotowanie. Tego ostatniego nauczyła się sama, w czasie siedmioletniego pobytu za granicą. Zaraz po maturze wyjechała do pracy w Szkocji, gdzie m. in. lutowała układy scalone w urządzeniach elektronicznych.

- W wolnych chwilach pichciłam co nieco, częstując przygotowywanymi przez siebie potrawami moich znajomych. Eksperymentowałam ze składnikami, wymyślałam nowe przepisy. Oni cieszyli się z tego, że mogli zjeść coś nowego, a ja miałam satysfakcję z tego, że im smakowało - opowiada dębiczanka.

Do Polski wróciła dwa lata temu, bo tęskniła za krajem, rodziną i zwyczajnie miała już dość emigracji. Początkowo pracowała w hotelu, jako kelnerka i recepcjonistka, następnie w firmie logistycznej. To ostatnie zajęcie straciła jednak na wiosnę, ale niedługo potem trafiła na ogłoszenie o castingu do MasterChefa.

Uznała, że to idealny moment, aby spróbować swoich sił i zgłosiła się do programu.

- Kiedy już pojawiłam się na nagraniu, nerwy zaczęły dawać znać o sobie. Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, że każdy mój ruch w kuchni śledzą kamery i że nie mogę pozwolić sobie na blamaż, bo zawiodłabym swoich bliskich, a zwłaszcza siebie - wspomina.

Największy stres miała wówczas, kiedy przygotowaną przez nią zupę tajską kosztowali jurorzy: Magda Gessler, Anna Starmach i Michel Moran. - Postawiłam akurat na tę zupę, gdyż była ona w miarę prosta do przygotowania, a czasu było niewiele, bo 45 minut - wyjaśnia.

Jaka była reakcja oceniających? - Lubisz ostro - oceniła Magda Gessler kosztując danie. - To jest zupa, która położy każdego, afrodyzyjna. Po niej idzie się do łóżka - żartowała.

Mimo że program nagrywany był już jakiś czas temu, Karolina nikomu nie zdradziła tego, jak sobie w nim poradziła. W minioną niedzielę, kiedy odcinek z jej udziałem był emitowany w TVN, przed telewizorem zgromadziła się cała jej rodzina. Gdy Magda Gessler wręczyła jej fartuch w całym mieszkaniu zapanowała prawdziwa euforia. - Gratulacji odebrałam przez telefon tyle, że aż komórka mi się rozładowała. Niektórzy mówili mi wręcz, że jestem prawdziwą chlubą Dębicy - śmieje się Karolina.

26-latka zapowiada, że jeszcze nieraz zaskoczy jurorów i widzów swoimi pomysłami. Nie kryje tego, że liczy na to, iż udział w programie pomoże jej znaleźć pracę w restauracji (m.in. w tym celu przeprowadza się właśnie do Krakowa), a kiedyś być może założyć własny lokal, w którym serwować będzie oczywiście dania z własnego menu.

Sama od półtora roku nie je mięsa, ale nie przeszkadza jej to w przygotowywaniu potraw mięsnych, które smakują innym

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

Źródło: TVN/x-news