Kraków. Gorący spór szpitala i dewelopera o dźwig uniemożliwiający loty helikopterom LPR. W tle decyzje urzędników sprzed lat

Piotr Ogórek
Piotr Ogórek

Wideo

Zobacz galerię (5 zdjęć)
Trwa spór pomiędzy szpitalem Narutowicza a deweloperem, który postawił blisko 30-metrowy dźwig do budowy apartamentowca, który uniemożliwił lądowanie helikopterom LPR na lądowisku szpitalnym. I choć deweloper zapowiedział demontaż dźwigu w najbliższą sobotę, to emocje nie opadają. Szpital zarzuca deweloperowi podawanie „niewiarygodnych” informacji. Inwestor odpowiada, że chce dojść do porozumienia, ale szpital nie nawiązuje dialogu. W tle są decyzje urzędu miasta Krakowa sprzed kilkunastu lat.

Przypomnijmy, że blisko 30-metrowy żuraw budowlany stanął pod koniec marca na działce w rejonie ulicy Prądnickiej, naprzeciwko szpitala Narutowicza i lądowiska placówki medycznej, po drugiej stronie torów kolejowych. Deweloper Angel Management (wchodzi w skład grupy Angel Poland, w Krakowie realizuje m.in. inwestycję Angel Stradom wzbudzającą spore kontrowersje, a wcześniej zrealizował Angel Wawel przy ul. Sukienniczej) buduje tam kolejny apartamentowiec.

Problem w tym, że wysoki dźwig uniemożliwił wykonywanie operacji lotniczych przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. To bezpośrednie zagrożenie życia ludzkiego, bo helikopterami medycznymi transportowani są pacjenci w ciężkim stanie, dla których ważna jest każda sekunda. Rocznie takich lotów do szpitala Narutowicza jest ok. 60. W tym było już ich kilka.

Dźwig do demontażu, ale emocje nie opadają

31 marca wojewoda małopolski Łukasz Kmita otrzymał pismo kierownictwa szpitala, informujące o tym, że wbrew stanowisku LPR, dźwig został posadowiony, co spowodowało zawieszenie wykonywania operacji lotniczych. Wojewoda małopolski natychmiast zwołał doraźne posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Zgodnie z dyspozycją wojewody, odbyła się kontrola Inspekcji Nadzoru Budowlanego na terenie inwestycji. W konsekwencji PINB wydał postanowienie wstrzymujące prowadzenie robót budowlanych i nakazujące demontaż dźwigu.

Deweloper postanowił więc zdemontować dźwig, ale wciąż ma swoje uwagi w całej sytuacji. Uważa, że żuraw zamontowany na terenie budowy przy ul. Prądnickiej został ustawiony zgodnie z przepisami i nigdy nie stanowił zagrożenia dla śmigłowców LPR. Rozbiórkę dźwigu zaplanował na sobotę 10 kwietnia. Jak zaznacza inwestor, to czasowa rozbiórka.

Wydawałoby się więc, że sprawa przynajmniej na chwilę została załatwiona, ale nic bardziej mylnego. Inwestor dolał bowiem oliwy do ognia swoim oświadczeniem z 7 kwietnia. Tłumaczył się tam, "że do momentu postawienia dźwigu na placu budowy nie poinformowano nas o możliwym zapotrzebowaniu na transport drogą lotniczą osób zakażonych Covid-19". W dobie pandemii koronawirusa, gdzie każdy większy szpital leczy pacjentów covidowych, takie tłumaczenie jest co najmniej kuriozalne.

Do tego deweloper ubolewał, że dyrekcja szpitala Narutowicza nie chciała rozmawiać na temat rozwiązania problemu oraz podtrzymywał chęć sfinansowania przebudowy lądowiska. Jednocześnie zapowiedział odwołanie od decyzji PINB oraz pozwy sądowe o odszkodowania w związku z decyzjami PINB i uregulowanie kwestii nalotu w sposób uwzględniający interesy inwestora.

Szpital kontra deweloper

Na dotychczasowe oświadczenia dewelopera zareagowały władze szpitala Narutowicza, które zwołały konferencję prasową 8 kwietnia. Na niej pojawił się także adwokat dewelopera, Ryszard Kryj-Radziszewski. Doszło do spięcia i wzajemnego oskarżania się.

Dyrektor szpitala Renata Godyń-Swędzioł przypomniała, że szpital pozwolenie na budowę lądowiska dostał w 2007 roku (deweloper swoje pozwolenie dostał w 2008 roku, o tym dalej), a zalegalizowane zostało ono w 2012 roku. - Lądowisko pełni bardzo ważną rolę w ratowaniu zdrowia i życia ludzi, co jest głównym celem publicznym. Do 2019 r. nie otrzymaliśmy żadnej informacji o budowanej, bądź planowanej inwestycji na działkach koło szpitala – mówiła dyrektorka.

- Nie jest prawdą, ze najpierw wstrzymano loty, a dopiero potem postawiono dźwig. Najpierw był dźwig, potem zaprzestanie lotów – mówiła dyrektora Narutowicza.

Tłumaczyła, że pismo w tej sprawie wpłynęło od LPR do szpitala 30 marca i w nim LPR tłumaczył, że z powodu ustawienia żurawia, nie mogą odbywać się loty.

Z tym zdaniem mocno nie zgadzał się Ryszard Kryj-Radziszewski. - Już w lutym informowaliśmy i szpital i LPR o naszych planach, a LPR odparł, że na czas posadowienia dźwigu wstrzymuje loty – mówił mecenas. Sugeruje więc, że LPR wstrzymał loty przed postanowieniem dźwigu, ale oczywiste jest, że LPR podjął taką decyzję w związku z zamiarem jego postawienia i dlatego w pismach do szpitala informował, że wstrzymuje loty w związku z postawieniem dźwigu.

Dyrektorka Godyń-Swędzioł tłumaczyła także, że szpital nie mógł się zgodzić na sfinansowanie budowy nowego lądowiska, bo jest podmiotem publicznym, a deweloper "nie jest organizacją charytatywną". - W takiej sytuacji musiałabym wycofać wszystkie odwołania i roszczenia (względem dewelopera i jego działań – red.) – mówiła dyrektorka.

Władze szpitala poruszyły też kwestię, czy pozwolenie budowlane dewelopera z 2008 roku jest wciąż ważne. Zgodnie z prawem, jeśli w ciągu trzech lat od wydania pozwolenia nie są prowadzone żadne prace budowlane, to pozwolenie przepada. Pełnomocnik inwestora twierdzi, że prace były prowadzone i odpowiednie adnotacje w dzienniku budowy są zawarte. Pytany o szczegóły mówił tylko o "pracach przygotowawczych".

Grzech pierworodny po stronie urzędu miasta

Skąd problem we wzajemnym porozumieniu się? Być może grzechem pierworodnym są decyzje urzędników krakowskiego wydziału architektury sprzed kilkunastu lat. Taką sugestię złożył przedstawiciel inwestora. Dyrekcja szpitala do tego się nie odniosła.

- Z perspektywy czasu oceniam, że gdzieś w 2007 roku wystąpiły dwa podmioty. Z jednej strony szpital na lądowisko, z drugiej strony ówczesny właściciel terenów sąsiadujących ze szpitalem. Wydział architektury urzędu miasta wydał dwa pozwolenia na budowę w zbliżony czasie, ale żaden organ administracyjny nie uznał za stronę dla dewelopera szpitala, a dla szpitala nie uznał za stronę dewelopera. Myślę, że zawiedli urzędnicy i jeszcze jeden organ związany z wyznaczaniem trasy dolotów – mówił mecenas Kryj-Radziszewski.

Problem jest więc taki, że najpierw wydano pozwolenie na lądowisko, a rok później na 35-metrowy blok. Lądowisko, wraz z wyznaczoną trasą dolotów, zostało zalegalizowane w 2012 roku. Pozwolenie budowlane z 2008 roku realizowane ma być dopiero teraz, gdy helikoptery LPR już latają. W 2008 trasy dolotów nie były jeszcze znane. Niemniej urzędnicy mogli przewidzieć, że budowa 35-metrowego budynku tuż koło szpitala, to nie jest najlepszy pomysł.

Poprosiliśmy miasto o komentarz. Sprawa jest skomplikowana i zagmatwana, więc urzędnicy odpowiedzieli na razie krótko. Przypomnieli, że pozwolenie budowlane dla dewelopera wydano w 2008 roku (wtedy był to inny inwestor, Angel nabył działki i pozwolenia w 2018 roku), a 2019 r. deweloper (już Angel) otrzymał pozwolenie zamienne. Jednak w 2020 roku wznowiono postępowanie ws. decyzji zamiennej, bo okazało się, że nie powiadomiono szpitala jako strony, ale mimo to prezydent odmówił ponownego zajęcia się sprawą, bo uznał, że „mogłaby zapaść wyłącznie decyzja odpowiadająca w swej istocie decyzji dotychczasowej”. Taką decyzję uchylił wojewoda, a jego decyzję uchylił z kolei sąd administracyjny. Sprawa ponownie jest u wojewody. Rzecznik magistratu Dariusz Nowak tłumaczy ogólnikowo, że decyzje prawne mogą doprowadzić do wyeliminowania którejś decyzji z obrotu prawnego. Ale na to jeszcze zapewne długo poczekamy.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Deweloper ustąpił 7.04.2021 a pismak się poci i podkręca.

Ehh ta GK zchodzi na psy.

G
Gość

Nie no, jak masz takie "argumenty" to nawet nie mamy co dyskutować.

G
Gość
8 kwietnia, 19:16, Gość:

No oczywiście deweloper był najpierw a potem nagle z za krzaka wyfrunął helikopter na podstępnie przygotowane lądowisko. Dlatego deweloper będzie się sądził. A Sąd to powinien stwierdzić stan faktyczny i obciążyć dewelopera kosztami postępowania a samo powództwo oddalić.

Ale ze zrozumieniem to ty czytaj. Fakt, że pani dyrektor szpitala powołuje się na to, że pozwolenie na budowę lądowiska było wcześniej nie znaczy że ścieżkę wytyczono wcześniej. A właśnie wytyczenie ścieżki, co przyznają urzędnicy i LPR, było wykonane błędnie. I w artykule jest to dokładnie opisane. Jest również opisane, że przy wydawaniu pozwolenia zamiennego, urzędnicy nie powiadomili jednej ze stron - szpitala. Mamy więc partactwo urzędnicze najwyższej próby

G
Gość

Hahaha znów chu... owa decyzja tych miernot urzędniczych w tle. Co się dzieje w tym mieście.

G
Gość

No oczywiście deweloper był najpierw a potem nagle z za krzaka wyfrunął helikopter na podstępnie przygotowane lądowisko. Dlatego deweloper będzie się sądził. A Sąd to powinien stwierdzić stan faktyczny i obciążyć dewelopera kosztami postępowania a samo powództwo oddalić.

Dodaj ogłoszenie