Kraków. W leczeniu chorych dzieci w Prokocimiu lekarzom pomagają modele 3D

Patrycja Dziadosz
Patrycja Dziadosz
Przed skomplikowaną operacją spotykają się w dyżurce i dokładnie oglądają trójwymiarowy model przedstawiający schorzenie pacjenta, którego zaraz będą operować. Dyskutują, dotykają i opracowują plan zabiegu, by jego ryzyko zmniejszyć do minimum. W grę wchodzi przecież życie małych pacjentów. Potem zakładają swój "standardowy" zestaw: maski, fartuchy, rękawiczki i na sali operacyjnej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie jak zwykle, dają z siebie wszystko.

WIDEO: Krótki wywiad

Wielu z nas wydawać by się mogło, że drukarki 3D to jedne z kolejnych wymysłów nowoczesnego świata. Gdy powstawały w latach 80. ubiegłego wieku złośliwi żartowali, że podobnie jak inne "cuda techniki" wyginą śmiercią naturalną. Dziś widzimy jak bardzo ich teorie były mylne. Te z wyglądu niepozorne urządzenia (niejednokrotnie w cenie nowego, średniej klasy samochodu), z roku na rok podbijają kolejne segmenty rynku i zyskują coraz większą rzeszę fanów.

Dwoma z nich może poszczycić się Kraków. Lekarz anestezjolog Krzysztof Grandys z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego oraz Paweł Ozga z Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki, tworzą dla małych podopiecznych placówki specjalne modele 3D. Na myśl nasuwa się pytanie: co one właściwie dają? Odpowiedź jest niezwykle prosta. Bardzo wiele. Pozwalają lekarzom niemal precyzyjnie zaplanować operację tak by jej czas oraz ryzyko powikłań zmniejszyć do absolutnego minimum.

Artystyczno-techniczne dusze

Zamiłowanie do techniki u dr Gandysa zrodziło się wcześniej niż do medyny. Najpierw skończył studia na Politechnice Śląskiej.

- Odskocznią po pracy są dla mnie nowinki technologicznej, które staram się wykorzystywać na potrzeby medycyny. Kilka lat temu zacząłem drukować protezy rąk dla dzieci. W międzyczasie zostałem twórcą fundacji e-Nable Polska, która jest oddziałem światowej sieci wolontariuszy, używających druku 3D, właśnie do wykonywania rąk dla potrzebujących – opowiada dr Grandys.

W pomaganie postanowił się włączyć również Paweł Ozga z ASP, który od lat zajmuje się przekształcaniem płaskich obrazów takich jak tomografia komputerowa czy rezonans na modele trójwymiarowe.

- Chciałem zostać wolontariuszem fundacji, Krzysiek jednak stwierdził, że sprzęt i oprogramowanie na którym pracuję dają znacznie większe możliwości, które moglibyśmy wykorzystać właśnie do modelowania medycznego – wspomina Paweł.

Z wykonaniem pierwszego modelu nie czekali długo. Pacjentem, który wymagał pilnej pomocy był dwuletni Jerzyk u którego lekarze zdiagnozowali glejaka.

- Łzy same cisnęły mi się do oczu kiedy patrzyłem na tę tomografię. Sam jestem ojcem. Siedziałem po nocach i rysowałem - wzrusza się Paweł.

Przygotowane przez Pawła Ozgę modele w zależności od stopnia zaawansowania drukowane są na drukarce dr Grandysa, którą kupił za swoją jubileuszową nagrodę lub w zaprzyjaźnionych firmach, takich jak krakowski Sinterit czy 3D Lab z Warszawy, które również postanowiły się zaangażować w pomaganie małym pacjentom i bezpłatnie drukują projekty.

Sztuka, która pomaga leczyć

Stopy, kolana, kości, czaszki, serca, naczynia krwionośne - to tylko niektóre z modeli, które stoją poustawiane na szafce w szpitalu dziecięcym w krakowskim Prokocimiu. To jednak nie kompletny zbiór. Niektóre z modeli, nie wymagały bowiem druku i przygotowano je jedynie w formie komputerowej wizualizacji. Na przykład tak jak ten obrazujący guza mózgu 14-letniego Kuby.

- Ten model wykonywaliśmy „na cito” . Nie było więc nawet czasu na jego wydrukowanie - opowiada dr Grandys.
Stan chłopca drastycznie zaczął się pogarszać w poniedziałek. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. Zapadła więc decyzja o pilnej operacji, którą zaplanowano na piątek. Czasu na wykonanie niezwykle skomplikowanego modelu było zatem niewiele.

- Odtworzenie tego guza wraz z jego umiejscowieniem na podstawie tomografii komputerowej oraz rezonansu magnetycznego, czyli tak na prawdę dwóch rożnych badań bez żadnego punktu wspólnego, w tak krótkim czasie było to potwornie trudne. Na szczęście udało się - mówi z uśmiechem Paweł Ozga.

Dzięki temu operacja, zajęła neurochirurgom o wiele mniej czasu, niż gdyby dopiero po "otworzeniu" pacjenta opracowywali plan działania. Nie było żadnych krwawień, ani komplikacji.

- W trójwymiarze widać wszystko. Którędy biegnie jakie naczynie czy włókno nerwowe, obok schorzenia, którym interesują się lekarze. Widząc fizycznie taki model chirurdzy mogą oszacować, z której strony najlepiej wykonać jakiś ruch – komentuje dr Grandys.

Wykonać lub z niego zrezygnować. Bo najdroższy model za około 20 tys. zł, który stworzono na potrzeby krakowskiego Prokocimia, pomógł podjąć lekarzom decyzję o rezygnacji z operacji.

- To właśnie ta czaszka, przygotowana dla kilkumiesięcznego chłopca – mówi Paweł Ozga wskazując na około 30 cm model, który wydrukowano w 3D Lab. - Nie wiem jak im się to udało bo nie dysponują oni sprzętem, który drukuje w tej technologii w jakim ten model przygotowano. Gdy spytałem Jakuba Rozpendowskiego, (red. współwłaściciel 3D Lab) jak możemy się odwdzięczyć, usłyszałem od niego: nie myślmy o tym, najważniejsze jest by udało się temu maluchowi pomóc. Udało się, a ja do dziś nie wiem kto poniósł koszty wydruku, ani gdzie został on wykonany. To naprawdę niesamowite! - dodaje pan Paweł.

Ta sytuacja potwierdziła, nie tylko, że na świecie istnieją ludzie o wielki sercu, ale również, że wydruki odrywają niezwykle istotna rolę obok samych technik obrazowania medycznego. Potrafią pomóc podjąć lekarzom najważniejszą decyzję: operujemy czy nie.

Modele pełnią również funkcję edukacyjną. Lekarze niedokrojenie posługując się nimi przed zabiegami tłumaczą rodzicom oraz pacjentom przebieg operacji. To bardzo ich uspokaja w tym niezwykle nerwowym czasie.

Szansa dla medycyny

Wykorzystywanie technologii wizualizacji, wirtualnej rzeczywistości oraz druku 3D w polskiej medycynie daje szereg możliwości.
- Oprócz modeli medycznych, które my robimy można drukować jeszcze protezy, implanty a nawet zrekonstruować pacjentom twarz – wylicza dr Grandys.

Największa rewolucja szykuje się jednak w dziedzinie transplantologii. Być może już za kilka - kilkanaście lat biodrukarki będą na masową skalę drukować dowolne organy. To z pewnością pozwoliłoby skrócić czas oczekiwania pacjentów na przeszczepy.

- W Polsce jednak wciąż brakuje regulacji prawnych pozwalających na szerokie wykorzystanie trójwymiarowego modelowania w medycynie. Mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni – podsumowuje dr Grandys.

Czytaj także

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hh

Brawa!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3