We wrześniu 2016 roku Franciszka i Bolesław Florkowie zaczęli mieć objawy zatrucia pokarmowego. - Zaczęliśmy chorować - wspomina kobieta.
Zauważyli, że coś niepokojącego dzieje się z wodą w ich studni. Zdecydowali się ją zbadać. Próbki zawieźli do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Bochni. Po kilku dniach odebrali telefon: „woda absolutnie nie nadaje się do picia”.
Normy mocno przekroczone
Badanie z 15 września 2016 roku wykazało, że przekroczone zostały trzy z pięciu parametrów: bakterie z grupy coli, Escherichia coli oraz enterokoki kałowe. W pierwszym i trzecim przypadku wartości przekraczały sto jednostek, w drugim wynosiły 24 jednostki. We wszystkich trzech przypadkach norma wynosi zero.
Początkowo Florkowie próbowali przeprowadzić dezynfekcję studni. Jedna z zastosowanych metod okazała się nieskuteczna. Usłyszeli jednak, że przy tak dużym stężeniu zanieczyszczeń, będzie ona nieskuteczna. Badanie z 16 listopada wykazało już ponad 270 jednostek bakterii z grupy coli. W przypadku Escherichia coli liczba spadła do siedmiu, enterokoków kałowych tym razem nie stwierdzono. Woda była jednak zbyt mętna (18,7 jednostek przy normie równej 1).
Budowa nowej studni
W grudniu 2016 roku małżeństwo oraz ich sąsiad podpisali oświadczenie dotyczące poniesienia kosztów budowy nowej studni. Sąsiad chciał jednak wybudować ją po swojej stronie działki. - Wykopalibyśmy wspólnie studnię i rozliczyli się po połowie. Studnia byłaby moją własnością, ja dawałbym sąsiadom wodę. Ale sąsiadka nie chciała żebym kopał studnię, tylko chciała pieniądze - mówi nam sąsiad Florków.
Florkowie na propozycję sąsiada nie przystali. - Dlaczego mieliśmy budować studnię razem z nim, skoro on tylko dzierżawi tę działkę? Chcieliśmy mieć własną studnię, tak jak do tej pory - tłumaczą.
Małżeństwo wynajęło firmę, która wykopała im nową studnię 200 metrów od ich domu. Inwestycja pochłonęła ok. 12 tys. zł. - Woda jest czysta niczym kryniczanka - cieszy się pani Franciszka.
Walka o zwrot kosztów
Florkowie wzięli kredyt, a następnie wystąpili do ubezpieczyciela swojego sąsiada o wypłatę odszkodowania. Ten stwierdził, że do skażenia wody doszło w wyniku „zanieczyszczenia środowiska spowodowanego spływem i nasiąkaniem gleby nieczystościami pochodzącymi z gospodarstwa osoby ubezpieczonej, co w konsekwencji doprowadziło do skażenia wody pitnej w studni”.
Ubezpieczyciel odmówił jednak wypłaty odszkodowania, powołując się na fakt, że tego typu szkoda nie podlega świadczeniu.
Po niekorzystnym dla siebie rozstrzygnięciu, Florkowie wystąpili przeciwko sąsiadowi do sądu o zapłatę blisko 11 tys. zł. Sąd w Bochni nie podzielił jednak stanowiska małżeństwa. Podobne rozstrzygnięcie zapadło też przed sądem drugiej instancji w Tarnowie. - Kara boska, że sąsiad zniszczył mi studnię i jeszcze ja mam pokrywać budowę nowej - rozkłada ręce pani Franciszka.
W końcu małżeństwo Florków zdecydowało się prosić o interwencję naszą redakcję. Sąsiad Florków uważa, że skoro odrzucili jego propozycję budowy wspólnej studni, nie jest on zobowiązany do zwracania im tak dużej sumy. - Sąsiadka kupiła najdroższe rzeczy, zmówiła firmę, co wygenerowało ogromne koszty. Zwykle studnia głęboka na 5-7 m kosztuje ok. 5,5 tys. zł, a ona nazbierała rachunków na dwa razy tyle. Sposobem gospodarczym byłyby za tę kwotę dwie studnie - uważa sąsiad państwa Florków.
W okolicy niestety nie ma i prędko nie będzie wodociągu. Tomasz Gromala, wójt gminy Lipnica Murowana przyznaje, że na razie trwają przygotowania do budowy ujęcia wody w Rajbrocie, które docelowo ma zasilać również Lipnicę Górną.
WIDEO: Barometr Bartusia
