Ludwika Włodek: Azja Środkowa to po prostu inny świat...

    Ludwika Włodek: Azja Środkowa to po prostu inny świat [WYWIAD]

    Monika Jagiełło

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Ludwika Włodek: Azja Środkowa to po prostu inny świat [WYWIAD]
    1/3
    przejdź do galerii

    ©Krzysztof Dubiel

    Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan to miejsca, o których im więcej się dowiadujesz, tym mniej je rozumiesz - mówi Ludwika Włodek, podróżniczka, autorka książki "Wystarczy przejść przez rzekę". Rozmawia Monika Jagiełło.
    Czy Azja jest tak kolorowa jak okładka Twojej książki?
    Fuksja to kolor bardzo lubiany w Azji Środkowej. Szczególnie Uzbeczki i Tadżyczki ubierają się kolorowo. W książce jest też zdjęcie kobiety, która na bazarze w Oszu sprzedaje tkaniny. Wszystko z Chin. Feeria wzorów. Dziś najpopularniejsze są chyba panterki albo zebry, przeplatane kwiatami, najlepiej purpurowymi różami. Kiedyś kobiety nosiły tylko tkaniny w tradycyjne, geometryczne wzory, jak ten z okładki, zwane atłasami.
    Ale dziś Chińczycy nawet je podrabiają. Nie są tak piękne, ale za to tańsze. Kolorowe są też wnętrza. Kiedyś zdobiły je ręcznie haftowane makaty, zwane suzani. W psychodeliczne esy floresy w nasyconych barwach. Niestety, w domach w Azji Środkowej teraz dominują tandetne, maszynowe dywany. Suzani trzyma się schowane, jako pamiątkę rodzinną. Za to pejzaż Azji Środkowej jest monochromatyczny, same beże i szarości.

    Kobiety w książce mają żelazne charaktery. Czy zmusza je do tego masowa migracja mężczyzn do Rosji?
    Kobiety w Azji Środkowej są różne. Tamtejsza kultura, przez to, że bardziej patriarchalna, bywa opresyjna w stosunku do kobiet, szczególnie młodych. Łatwiej zdobyć samodzielność tej starszej, zamężnej. Kilka moich koleżanek prowadzi w Tadżykistanie i Kirgistanie projekty finansowane przez polskie MSZ, nakierowane na pomoc kobietom. Opowiadały mi, że niektóre są zadziwiająco obrotne, ale zdarzają się i takie nieprzystosowane do życia. Nie wiedzą nic. Nie tylko jak napisać biznesplan, ale nawet, jak szyć, jak upiec chleb, jak myć zęby dziecku, bo nikt ich nigdy tego nie nauczył.

    Jak wpadłaś na to, by opisywać miejsce, które w świadomości wielu funkcjonuje jako "kraina braku danych"?
    Zaczęłam się zajmować Azją Środkową właśnie dlatego, że tak mało o niej wiemy. Mam naturę prymuski. Przed moją pierwszą turystyczną podróżą w ten region w 1999 r. chciałam się przygotować, podowiadywać się kilku rzeczy i zobaczyłam, jaka to jest biała plama w polskiej wiedzy o świecie. Już na miejscu zobaczyłam znajome, postsowieckie akcenty, ale to tylko pozorne podobieństwo. Im więcej się dowiadujesz o tym regionie, tym mniej rozumiesz. Na końcu zostajesz z samymi pytaniami.

    Zdarzają się kobiety, które nie wiedzą nic. Jak szyć, upiec chleb, jak umyć zęby dziecku

    Reportażyści albo piszą o ludziach bardzo sucho, albo zbyt rozczulają się nad nimi. A ty zastanawiasz się, jak sprawiedliwie przedstawić postacie i miejsca, które odwiedziłaś?
    Często łapię się na tym, że nie traktuję tych ludzi jak równych sobie. Później, gdy lepiej poznajesz ich realia, łatwiej zrozumieć, co nimi powoduje, dlaczego zachowują się tak, że cię to irytuje bądź śmieszy. Z drugiej strony, to naprawdę inny świat. W takich warunkach podkreślanie cech odmiennych, egzotycznych, jest wielką pokusą. Ciągle zastanawiam się, jak opowiadać, by czytelnicy zrozumieli, a zarazem ocalić godność moich bohaterów. To jest bardzo trudne. Nie chcę zgrywać tej, która potrafi dostrzec w każdym człowieka. Ale staram się.

    Jednak masz za sobą lekcję, jak pisać sprawiedliwie i jednocześnie uzyskać aprobatę opisywanych bohaterów. Zdobyłaś ją przy okazji "Pra", książki o rodzinach Iwaszkiewiczów i Lilpopów, twoich krewnych.
    Pisząc "Pra", postanowiłam pisać prawdziwie, bez lukru. Ale nie chciałam, żeby to, co napiszę, zabolało opisane w książce osoby. I chyba mi się udało. W pewnym sensie pisanie o Azji Środkowej było łatwiejsze. Część moich bohaterów nawet nie wie, że trafiła do książki. Nigdy jej nie przeczytają. Mimo to starałam się wiernie oddać prawdę o ich świecie.

    Zbierając informacje, wolisz rozmawiać z żywymi ludźmi czy czytać dokumenty?
    Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, ale same rozmowy nie wystarczą. Azją Środkową zajmuję się od 15 lat. Przestudiowałam wiele tekstów o historii, kulturze, polityce. Napisanych tak przez zachodnich, jak i rosyjskich czy miejscowych naukowców. Niektórzy z nich piszą mocno zideologizowane kawałki ku chwale reżimów. Ale są też świetni specjaliści. Przykładem jest socjolożka Saodat Olimowa. Wspominam ją w książce. Będę jej dłużniczką do końca życia.

    Kim jest Olimowa?
    Poznałam ją w Warszawie. Widziałyśmy się kilka minut, ale obiecała mi pomóc. Kiedy dotarłam do Duszanbe, dała mi kontakty do całej elity politycznej Tadżykistanu. Wystarczyło dzwonić i umawiać się na spotkania. Reszta potoczyła się na zasadzie kuli śniegowej. Miało to swoje wady. Postrzegano mnie jako "człowieka Olimowej". Pomogła mi jednak kolosalnie w rozeznaniu się, co jest czym. Mówiła: "Zrozum, to nie jest tak do końca, jak wszyscy ci mówią". Byłam wtedy początkującą socjolożką, nie rozumiałam, jak ważne są w rozmowach rzeczy, których się nie mówi.

    Dobrze mieć takiego przewodnika.
    No pewnie. Nawet w Polsce, w świecie dużo bliższym kulturowo, ludzie też nie wszystko ci mówią od razu. Nie zawsze dlatego, że chcą coś ukryć. Czasem po prostu boją się, że sprawy są zbyt skomplikowane i obcy ich pewnie nie zrozumieją.

    Skoro mowa o komplikacjach, piszesz też o niewygodach podróży, o wiecznym targowaniu się z kierowcami, kłopotach z noclegiem. Nie dopada Cię zmęczenie?
    Oczywiście. Czasem mam dość.
    W książce opisujesz podróż z mamą i synem do Oszu. Przyznałaś, że wtedy nie wystarczyło ci sił na dociekanie, pytanie ludzi o niedawny konflikt uzbecko-kirgiski w tym mieście. Miałaś wyrzuty sumienia, że nie dopełniłaś tego dziennikarskiego obowiązku?
    Tak. Nawet mieliśmy dyskusję w wydawnictwie, czy nie wyciąć tego wątku. Zadecydowałam, żeby to jednak zostawić. Chciałam pokazać, że praca dziennikarza to nie zawsze składanie dokładnie dopasowanych puzzli. Czasem lepiej się przyznać, że się nie wie, co się naprawdę wydarzyło, niż zmyślać.

    Jak wygląda życie kulturalne w Azji Środkowej? Wspominałaś, że żadna sztuka poza prorządową nie ma tam prawa bytu.
    Przygnębiające są tamtejsze księgarnie. Znajdziesz zestaw przemówień prezydenta, podręczniki szkolne, trochę klasyki, czyli ojców literatury. Gdy pytasz o współczesną twórczość, pokazują ci trzy tomiki poezji. Inaczej jest w innych częściach byłego ZSRR, nawet tych mało demokratycznych. W Rosji księgarnie pękają w szwach. Na Białorusi, gdzie przecież też reżim daje się we znaki, nie wiesz, za co się złapać, tak wiele jest ciekawych książek na półkach. Czasem sama się zastanawiam: "Boże, po co ja się tą Azja Środkową zajmuję?". Jednak tamtejsze życie artystyczne istnieje, tylko gdzie indziej. Wielu świetnych reżyserów, poetów, pisarzy, albo wyjechało, albo zostało sługusami reżimu, jak choćby wybitny kazachski poeta Ołżas Sulejmenow.

    W 2009 r., podróżując po byłym ZSRR, prowadziłaś bloga "Sputniczka". Pisałaś, że ludzie mieszkający w tych wszystkich autorytarnych państwach są trochę sami sobie winni, bo opanowali do perfekcji sztukę samooszukiwania się.
    Dziś myślę, że nie tyle sami się oszukują, tłumacząc sobie, że tak naprawdę świat, w którym żyją, jest najlepszym z możliwych, co po prostu nie mają jak go zmienić. I wiedząc to, starają się ułożyć życie tak, żeby najmniej bolało. Jeśli mówią ci, że popierają prezydenta Karimowa czy kochają prezydenta Rachmona, to nie dlatego, że tak myślą, tylko że tak jest im wygodniej.

    Pisanie traktujesz jako tradycję rodzinną?
    Nie przesadzajmy. Nie wierzę w pisarskie geny. Są ludzie, którzy mają potrzebę pisania i tyle.

    Kiedy ją odkryłaś?
    Była we mnie od zawsze. Nie byłam genialnym dzieckiem, ale lubiłam tworzyć historie. W 3-4 klasie podstawówki nagrywałam na kasety opowieści o wyimaginowanym panu Wacławie. Ale moja siostra jest lingwistką, jedna kuzynka malarką, inna baletnicą, kuzyn jest archeologiem. A wszyscy jesteśmy prawnukami Jarosława Iwaszkiewicza.

    Masz już nowe plany pisarskie?
    Tak. Zaczynam pracować nad nową książką i jestem tym podekscytowana. Lubię ten moment. Piszę o Spiszu. Siostra babci kupiła kiedyś chałupę na Spiszu, jeżdżę tam od dziecka. Dla Polaków to region marginalny, ale widzę pewne podobieństwa z Azją Środkową.

    Kontakt:
    m.jagiello@gk.pl


    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo