Ludzie żyją na tykającej bombie. Pamiątka po wybuchu sprzed lat

Paweł Szeliga
Pociski znalezione w Rdziostowie były śmiertelnie niebezpieczne. Zdetonowano je nad Dunajcem.
Pociski znalezione w Rdziostowie były śmiertelnie niebezpieczne. Zdetonowano je nad Dunajcem. fot. Paweł Szeliga
Żyjemy na tykającej bombie - mówią mieszkańcy przysiółka Łęg w Rdziostowie. - Ta ziemia jest nadziana pociskami jak dobra kasza skwarkami. Przypomnieli sobie o tym, gdy przed tygodniem na wąskim terenie o długości 100 metrów odkryto 67 pocisków artyleryjskich kalibru 105 mm. Siła rażenia każdego wynosi nawet 300 metrów.

- Gdy w latach 60. ubiegłego wieku budowałem dom, na działce oczywiście był pocisk - mówi sołtys Rdziostowa Grzegorz Mróz. - Podobnych przypadków było we wsi mnóstwo. A teraz wykopano taki arsenał.

Pamiątka po wybuchu
Najstarsi mieszkańcy wsi twierdzą, że pociski są pozostałością po wysadzeniu przez partyzantów niemieckiego pociągu wyładowanego amunicją. Pojawiają się też głosy, że skład wyleciał w powietrze po ostrzale z radzieckich czołgów od strony Wielogłów. Józef Gościej, znawca lokalnej historii przyznaje, że grad pocisków z rozbitego pociągu posypał się m.in. na wzgórze Grodzisko. Leżą w ziemi pewnie do dziś.

- Według miejscowych podań to przeklęte miejsce - mówi Józef Gościej. - Przed wiekami miał tam stać zamek. Wypuszczono z niego strzałę, gdy księżna Kinga płynęła Dunajcem. Rzuciła na zamek klątwę i wkrótce się rozpadł.

Józef Gościej podkreśla, że nikt nie traktuje tych rewelacji poważnie. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno Rdziostów, jak i sąsiednie Marcinkowice mają problem z niebezpiecznymi pamiątkami po ostatniej wojnie. Raz wymyje je z ziemi wzburzony nurt Dunajca, innym razem wykopie właściciel działki czy koparka, robiąca rowy pod gminną inwestycję.

Niebezpieczne wykopy
- Nie bez przyczyny firma budująca wodociąg zatrudniła sapera - podkreśla wójt gminy Chełmiec Bernard Stawiarski. - To on ostrożnie pozbierał pociski rozsiane na znacznym obszarze i umieścił je w wykopanym dole. Potem zdetonowali je saperzy z jednostki wojskowej w Krakowie.

Wójt Stawiarski nie kryje, że ostatnie znalezisko poważnie go zaniepokoiło. Dowodzi bowiem, że na terenie przysiółka Łęg w Rdziostowie nadal znajdują się znaczne ilości śmiertelnie niebezpiecznego żelastwa. Dlatego wójt lada dzień wystąpi do wojewody małopolskiego z wnioskiem o pomoc w usunięciu pozostałości po minionej wojnie.

- Pewnie spokojnie sobie leżą w ziemi, ale nie może być tak, że wystarczy zrobić kilka wykopów, żeby się natknąć na coś takiego - dodaje Bernard Stawiarski. - Świadomość, że pod niewielką warstwą ziemi tkwią pociski musi budzić zrozumiały niepokój mieszkańców okolicznych domów.

A ci już przed tygodniem oskarżali wójta o brak zainteresowania problemem. Byli oburzeni, że krakowscy saperzy nie wywieźli wykopanych z ziemi pocisków na poligon, tylko zdetonowali je nad Dunajcem.

- Regulamin dopuszcza takie działanie - podkreślał w rozmowie z "Krakowską" dowódca patrolu rozminowania mł. chor. Arkadiusz Łabędź. Pociski zdetonowano z dala od zabudowań. Umieszczono je głęboko w ziemi, by zmniejszyć siłę rażenia.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
turysta

Mnie uczyli, że ani rosyjskie, ani ukraińskie, tylko radzieckie... Na chwałę pewnego Gruzina...

j
jan

to nie były Rosyjskie czołgi tylko Ukraińskie.Ukraińcy wyzwolili Małopolskę.

Dodaj ogłoszenie