W czasie tych rozmów Platforma zrezygnowała ze swoich wcześniejszych żądań. Pierwotnie domagała się bowiem dla swoich ludzi stanowisk dwóch wiceprezydentów oraz skarbnika i sekretarza miasta. To miała być cena za to, że przestanie być opozycją w Radzie Miasta i zacznie popierać reformy wprowadzane przez prezydenta.
Jacek Majchrowski nie chciał się na to zgodzić, tłumacząc, że chce być lojalny wobec swoich współpracowników. Pat przeciągał się, w końcu PO zrezygnowała z roszczeń personalnych. Teraz rozważane są dwie opcje: stanowisko straci jeden z wiceprezydentów albo też Platforma nie dostanie żadnego. Prezydent ma tylko realizować katalog inwestycji, które przygotowała PO. Katalog jest gotowy i został wpisany do porozumienia, które czeka na podpis prezydenta. Umowa dotyczy nie tylko najbliższych dwóch lat, ale także całej następnej kadencji. - Porozumienie obejmuje tak długi czas, ponieważ w ciągu dwóch lat niewiele uda się zrealizować - powiedział nam ważny polityk krakowskiej Platformy.
W dokumencie nie jest jednak wymienione nazwisko polityka PO, którego miałby poprzeć Jacek Majchrowski w następnych wyborach. Od dłuższego czasu wiadomo, że Platforma ma trzech kandydatów: Ireneusza Rasia, Bogusława Kośmidra i Jarosława Gowina. Choć najbardziej rozpoznawalny jest minister sprawiedliwości, to ma on najmniejszą szansę na poparcie swojej kandydatury przez partię.
Na dzisiaj zaplanowane jest kolejne spotkanie z prezydentem Majchrowskim. - Jeśli w ciągu dwóch tygodni nie dojdzie do porozumienia, to zrywamy umowy - zapowiada jeden z radnych. - Rozmowy trwają, najpierw ich wyniki chcemy przedstawić zarządowi krakowskiej PO - mówi poseł Ireneusz Raś.
Informacji na temat poparcia dla kandydata PO nie potwierdza magistrat. - W porozumieniu nie ma mowy o sprawach personalnych. Prezydent nie mógłby poprzeć kandydata PO, ponieważ nie wie, kto nim będzie - mówi Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta. - Jeśli nawet prezydent obieca, że nie wystartuje, to przecież zawsze może zmienić zdanie - mówi radny Józef Pilch z PiS.
Gdyby Jacek Majchrowski chciał po raz czwarty kandydować na prezydenta, Platforma nie miałaby szans na przejęcie władzy w Krakowie. Tak wynika z badań sondażowych, przeprowadzonych latem dla PO.
Platforma wchodzi w koalicję z prezydentem. Ten nie ustępuje w sprawach personalnych
Dziura budżetowa wynosząca 140 mln zł przyparła prezydenta do muru, ale żeby od razu rezygnować i popierać PO? Start w wyborach w 2010 roku tłumaczył przecież tym, że nie może oddać miasta w ręce Stanisława Kracika, popieranego przez PO. Ale jeśli już bezpartyjny prezydent, profesor prawa, miałby stracić władzę, czy nie wolałby jej zostawić człowiekowi sobie bliższemu? I tu pojawia się b. rektor AGH Antoni Tajduś, który już przyznał, że myśli nad startem w wyborach. Bezpartyjny profesor, który zarządzał jedną z najlepszych uczelni w Polsce, ma spore szanse. To jego może poprzeć Jacek Majchrowski i tym samym wystrychnąć PO "na dudka". A spisana umowa? Cóż za problem zerwać ją tłumacząc się dobrem miasta. Ale istnieje trzeci wariant. Prezydent po 10 latach rządów może być zmęczony. Rozkręcił inwestycje, ale i wpakował Kraków w długi. Może uznał, że jeśli jeszcze tylko wyciągnie z nich miasto, nawet z pomocą PO, jego misja zostanie zakończona. Tylko czy z takim wariantem pogodzą się grupy interesów, jakie w ciągu tych 10 lat ustawiły się za prezydentem