Małopolska: klęska zbiorów po powodzi. Ile zapłacimy za warzywa?

Barbara Ciryt
Halina Latała z Wawrzeńczyc podczas powodzi straciła uprawy, jakie miała w tunelach
Halina Latała z Wawrzeńczyc podczas powodzi straciła uprawy, jakie miała w tunelach Barbara Ciryt
Warzyw mamy mniej, są droższe i gorszej jakości. Rolnicy mówią, że powódź doprowadziła do klęski na polach. Warzywa żółkły i gniły na potęgę. W małopolskim zagłębiu warzywnym, czyli gminie Igołomia-Wawrzeńczyce, tysiąc hektarów pól jest zaoranych, choć o tej porze roku powinni pracować tam ludzie przy zbiorze kalafiorów, kapusty, papryki czy ogórków. W gminie Słomniki, w królestwie czosnku jest podobnie. Główki tego warzywa rozsypują się w ziemi. Niewiele udaje się uratować.

Kiedy w maju i czerwcu przyszła wielka woda, kalafiory były już duże. Producenci warzyw przygotowywali się do zbiorów. Nic z tego. - Pół roku roboty poszło na marne - rozkłada ręce Janina Wilkosz z Tropiszowa (gm. Igołomia Wawrzeńczyce). Pola stały w wodzie. Korzenie kapusty i kalafiorów gniły. Niektórzy wybierali jeszcze z pola lepsze sztuki, ale nie wszędzie się udało. - Sąsiad musiał zaorać całe uprawy - opowiada pani Janina. - A przecież na hektar kalafiora trzeba wyłożyć 6 tys. zł. Najpierw kupić sadzonki, potem nawozy, opryski, napracować się, a teraz nie ma co zbierać - martwi się kobieta.

Wójt gminy Igołomia-Wawrzeńczyce Józef Rysak codziennie słyszy, jak rolnicy żalą się, że upraw w tym roku jest o połowę mniej, ale też nie są pierwszej jakości. - Mamy w gminie uprawy zniszczone na przestrzeni tysiąca hektarów - wylicza Rysak. Po pierwszych zbiorach kalafiorów, w ubiegłym tygodniu, na placach kosztowały one 3,50 zł za sztukę i to za drugi gatunek, bo pierwszego nie było.

- Warzyw będzie o wiele mniej, ale producenci muszą zejść z ceny, bo boją się, że rynek zaleją importowane produkty - mówi wójt. Problemy są też ze zbiorem białej kapusty, ale i papryki, ogórków, selera, które podczas powodzi były w tunelach i cieplarniach. - Tam też wszystko pływało, nic nie sprzedałam - żali się Halina Latała z Wawrzeńczyc i pokazuje zniszczone uprawy w tunelach.

Problemy z utratą ponad połowy upraw mają także producenci czosnku w gminie Słomniki. - Czosnek nie rósł, bo stała woda - mówi Elżbieta Kopeć z Prandocina. - Niektóre gatunki trzymały się, dopóki nie przyszły upały, wtedy rozsypywały się już w ziemi. Nie sposób ich zebrać - dodaje pani Elżbieta. Odporniejsze gatunki czosnku przetrwały, ale główki są mniejsze, a i tak kosztują 1 zł. A rolnicy już szukają zdrowych sadzonek do wysadzenia na przyszły rok.

Na jaką pomoc mogą liczyć rolnicy

Rząd wypłaci tylko tym gospodarstwom, które mają ponad 30 proc. strat. Gospodarstwa do 5 ha - mogą się starać o 2 tys. zł z budżetu państwa. Gospodarstwa powyżej 5 ha - mogą ubiegać się o 4 tys. zł pomocy. Dla rolników są przewidziane także niskooprocentowane kredyty. Udzielają je banki, ale pośredniczy w tym Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie