Minęło 26 lat od niewyjaśnionej zbrodni w gorlickim. Miała 14 lat, gdy napadł ją szaleniec. Wykrwawiła się po 72 ciosach nożem

Lech Klimek
Lech Klimek
Lech Klimek
Udostępnij:
W samochodzie podejrzanego o morderstwo znaleziono łańcuszek. Ten dowód nie wystarczył. Choć od tej zbrodni minęło właśnie 26 lat, bliscy Agnieszki liczą, że zabójca odpokutuje. Właśnie pojawia się kolejna szansa na rozwikłanie tej strasznej zbrodni. Dzisiaj o godzinie 23.35 w telewizyjnym programie Magazyn Kryminalny 997 sprawą zajmie się gorliczanin Dariusz Bohatkiewicz. Sprawę będzie omawiać z policjantami z KPP w Gorlicach, naczelnikiem wydziału kryminalnego komisarzem Arturem Bajorkiem i towarzyszącym mu podinspektorem Romanem Gajdą. Obydwaj funkcjonariusze pracowali w policji w czasie, gdy dokonano zbrodni, choć śledztwem bezpośrednio się nie zajmowali. Magazyn telewizyjny, w którym zostanie omówiona ta sprawa, ma sporą widownię i wielokrotnie już emisja programu dotyczącego jakiejś zbrodni przyczyniła się do rozwiązania kryminalnej zagadki. Może tak będzie i w tym przypadku.

Był mroźny wieczór, pierwszego grudnia, gdy 14-letnia wówczas Agnieszka Kusiak wyszła z domu przy ul. Kościuszki w Gorlicach. Miała przejechać tylko kilka kilometrów do Ropy, gdzie mieszkała jej babcia. Ostatni raz widziano ją żywą na przystanku PKS kilkadziesiąt metrów od domu.

Następnego dnia rano znaleziono ukryte przy drodze nr 28 jej ciało. Już pierwsze oględziny policji wykazały, że dziewczynka została zamordowana. - Od tego dnia minęło właśnie 20 lat. Agnieszka mogłaby być dziś spełnioną kobietą, pewnie szczęśliwą żoną i mamą - mówiła sześć lat temu jej siostra Urszula. - Morderca nie dał jej szans na szczęśliwe życie - dodaje z goryczą w głosie.

Zabójca zadał dziewczynce 72 ciosów niezbyt długim ostrzem. Ciało porzucił w Szymbarku. Dochodzenie prowadziła prokuratura i policja z Nowego Sącza, wtedy jeszcze wojewódzka. Trwające blisko cztery lata śledztwo nie doprowadziło do wykrycia sprawcy. Podejrzanemu w sprawie - kierowcy czerwonego „malucha”, młodemu mieszkańcowi Gorlic, nie postawiono zarzutów z braku dowodów, choć w jego samochodzie odnaleziono zerwany łańcuszek Agi. - Rodzice się załamali. W końcu oboje odeszli na tamten świat, nie doczekawszy się prawdy - opowiada po latach siostra. - Ale ja wciąż wierzę, że zobaczę jeszcze twarz mordercy. Może ruszy go sumienie i się przyzna...

- Kiedy Agnieszka wychodziła z domu, starałam się ją zatrzymać, nie chciałam, żeby jechała - opowiada Urszula Kusiak, siostra brutalnie zamordowanej dziewczyny. - Ona wychyliła się przez barierkę schodów i krzyknęła: - Przecież wrócę, nie martw się. Wtedy widziałam ją ostatni raz...

Dwadzieścia lat temu, 2 grudnia w Szymbarku znaleziono ciało młodej dziewczyny, 14-letniej Agnieszki Kusiak z Gorlic. Zbrodnia do dziś pozostaje nierozwiązana. Urszulę i Agnieszkę dzieliły dwa lata. Jak teraz opowiada Ula, Aga wyglądała na starszą. - Zdarzało się, że brała moje ubrania, świetnie na nią pasowały - wspomina. - Nawet w tym strasznym dniu wyszła w mojej niebieskiej kurtce.

Agnieszka nigdy nie dotarła do babci

Dziewczynka wyszła z domu po południu, 1 grudnia 1995 roku. Miała pojechać do babci mieszkającej w Ropie. Ostatni raz żywą widziano ją na przystanku na Zawodziu. Przesłuchiwani świadkowie zeznawali w większości, że nie widzieli, by starała się zatrzymać jakąś okazję, przypadkowy transport do Ropy. Czekała na autobus. Nikt jednak nie widział, by do niego wsiadła.

Na drugi dzień po południu z pracy wrócił jej tata. Wiedział już, że w Szymbarku odnaleziono zwłoki młodej dziewczyny. Nie przypuszczał, że to może być jego ukochana córka. - Pamiętam, jak na wieść o tym, że Agnieszka jest u babci w Ropie, tato krzyknął: - To niemożliwe! - wspomina Urszula.

Przed powrotem do domu był u swojej mamy i Agnieszki tam nie było. Natychmiast zadzwonił na policję. Potem zjawili się mundurowi i straszna wieść niczym grom spadła na rodzinę. Rozpoczęło się policyjne i prokuratorskie dochodzenie. Szybko ustalono, że morderstwa dokonano w innym, nieustalonym miejscu, a ciało porzucono w przysiółku Zimna Woda. Zabójca starał się je ukryć, dziewczynka leżała w zaroślach.

Sekcja zwłok wykazała, że zadano jej 72 ciosy ostrym narzędziem. Jak wynika z akt, żaden z ciosów zadanych ostrzem o długości dziewięciu i szerokości jednego centymetra nie był śmiertelny! Agnieszka zmarła ok. 4 nad ranem z wykrwawienia.

W aucie podejrzanego znaleziono łańcuszek

Po dziesięciu dniach od zdarzenia zatrzymano 28-letniego Piotra N., który pod zarzutem zabójstwa na kilka miesięcy został osadzony w areszcie. W jego samochodzie, czerwonym fiacie 126p, znaleziono między innymi łańcuszek, który Agnieszka miała na sobie w dniu śmierci. - Ten łańcuszek należał z całą pewnością do mojej siostry - stwierdza Urszula Kusiak. - Był zerwany i w dniu, w którym pojechała do Ropy, naprawiałyśmy go brązową nitką.

W czasie, gdy Piotr N. siedział w areszcie, policja nadal prowadziła dochodzenie, badając inne tropy. - Ciągle miałam wrażenie, że to nas obwinia się o zrobienie krzywdy Agnieszce. Byliśmy śledzeni, przesłuchiwani, zdarzyło się nawet, że wzięto mnie ze szkoły na przesłuchanie bez wiedzy rodziców.

Nie pomogła wróżka

Równolegle do policyjnych działań swoje własne śledztwo prowadzili rodzice. Jeździli po okolicy. Pytali ludzi, szukali śladów. Trafili nawet do wróżki. Ta powiedziała im, że ze sprawą ma związek kobieta, blondynka. Potem zasugerowała, że w zbrodnię może być też zamieszanych dwóch mężczyzn. Jeden według jej wizji miał chodzić w mundurze.

Śledztwo prowadzone było do marca 1998 roku. Piotr N. został zwolniony z aresztu. Kilka dni po wyjściu na wolność odwiedził rodzinę Kusiaków i ojcu Agnieszki przysięgał, że on nie zabił. Mama Agnieszki po śmierci córki podupadła na zdrowiu. Zmarła pięć lat po swojej córce. Ojciec odszedł na tamten świat niedługo po niej. - Oni bardzo to przeżywali - komentuje Urszula. - Mama wręcz zatraciła się w poszukiwaniach, to nie mogło pozostać obojętne dla jej zdrowia - wzdycha kobieta.

Po umorzeniu śledztwa przez prokuratora Piotra Kapustkę sprawa trafiła do prokuratury w Krakowie. 27 marca tego samego roku ponownie wszczęto podstępowanie, by sprawdzić dodatkowe tropy i przesłuchać świadków wskazanych przez rodzinę zabitej. Nic to nie dało. Morderca nie został schwytany.

Postępowanie definitywnie zakończyło się w 1999 roku

- Całe śledztwo wydaje mi się dziwne - mówi Urszula Kusiak. - Przecież znaleźli w samochodzie ten łańcuszek, a skoro to nie był dowód, to kto go tam podrzucił? - pyta.

Niewyjaśnionymi sprawami zajmuje się specjalny wydział Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, powszechnie mówi się o nim Archiwum X. - By podjąć śledztwo na nowo, muszą się jednak pojawić jakieś nowe przesłanki w sprawie - mówi nadkomisarz Katarzyna Cisło z zespołu prasowego KWP w Krakowie.

Gazeta Gorlicka

Przełomowe odkrycie polskich naukowców

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
16 grudnia, 16:39, Gość:

"Nie pomogła wróżka" - serio?

No niestety polskiej milicji zdarza się często, że ani wróżka, ani Jackowski, ani wróżbita Maciej, ani Kaszpirowski nie dają rady :(

Pewnie w milicji mają takich detektywów jak w GK redachtorów.

Pseudoredachtór Lech Klimek nie może się doliczyć, czy od 1 grudnia 1995 roku minęło 20, czy 26 lat.

Panie Śmierdziak, możesz pan wreszcie iść na tę swoją emeryturę zapowiadaną kilka lat temu. Masz już godnego następcę.

G
Gość
"Nie pomogła wróżka" - serio?
Dodaj ogłoszenie