Nasz biegacz rekordzistą Polski… na boso! Karol "Bosy Wirus" Trojan znów zadziwia

Remigiusz Szurek
Remigiusz Szurek
Fot. Archiwum Karol "Bosy Wirus" Trojan
Rozmawiamy z Karolem „Bosym Wirusem” Trojanem, sądeckim biegaczem, Ambasadorem Nowego Sącza, który ostatnio ustanowił Rekord Polski biegnąc boso.

Karolu, po pierwsze gratulacje! A po drugie jak to się stało, że Rekord Polski na „Najdłuższy dystans przebiegnięty boso w 24-godziny” powrócił do Ciebie po roku i 89 dniach? Czyżbyś miał godnego siebie rywala?
Serdecznie dziękuję! Na podjęcie próby odzyskania Rekordu Polski musiałem tak długo czekać, ze względu na wciąż przekładane lub/i odwoływane zawody. Okazja do zmierzenia się z biegiem 24-godzinnym nadarzyła się w ostatni weekend sierpnia br. podczas Selfmaker UltraPark 24h, odbywającego się w ramach UltraPark Weekend 2 w Pabianicach. Cieszę się, że udało mi się odzyskać tytuł, jak również z faktu, iż mam sportowego rywala, z którym mogę rywalizować na biegowych trasach.

Dotarł już do Ciebie certyfikat poświadczający osiągnięcie tego rekordu. Na tę miłą pamiątkę musiałeś oczekiwać aż miesiąc. Dlaczego trwało to tak długo?
Do zatwierdzenia rekordu, potrzebowałem zebrać potwierdzenia, od bezpośrednich świadków, przebiegniętego boso dystansu, co trochę potrwało. Jednak najważniejsze, że do Biura Rekordów udało się dostarczyć wymagany materiał dowodowy.

Ponoć rekord osiągnąłeś po kilku ciekawszych przygodach. Pierwszą było odkupienie pakietu startowego od jednej z uczestniczek…
Zgadza się. Najpierw odkupiłem pakiet startowy od Mariki, a co ciekawsze, w późniejszym rozrachunku, okazało się, iż zgodziła się nna także na tzw. supportowanie (wspieranie – przyp. red.) mojej osoby. Mogłem dzięki temu liczyć na pomoc na trasie w przygotowaniu posiłków, napojów, tak abym mógł minimalizować straty czasu na wspomniane czynności. Smaku tej sytuacji niech doda informacja, iż Marika robiła to po raz pierwszy i to od razu będąc „mamą" dla kilku zawodników naraz. Szacunek dla niej. A to był dopiero początek przygód.

Dawało też znać o sobie groźne mentalne zmęczenie.
Dokładnie. Podczas tych zawodów, na własnej skórze doświadczyłem, co to znaczy kilkukrotnie „umierać" i „zmartwychwstawać". To wszystko działo się w ciągu jednej doby. Ale taki jest urok biegów ultra.

Biegaliście po Parku Wolności w Pabianicach, który dosłownie dzień wcześniej został uszkodzony przez wichurę. Na drodze zalegały gałęzie, organizatorzy musieli się zatem spieszyć.
Tu organizator spisał się na medal. Rozpoczynając rywalizację, mieliśmy czystą trasę. O wcześniejszych wydarzeniach przypominały tylko połamane gałęzie leżące na jej poboczu, czy też w głębi parku.

W trakcie zawodów miałeś ze sobą wsparcie najbliższych: żony i dzieci. Rodzina dodała Ci skrzydeł?
Ze względu na obostrzenia sanitarne, zawody odbywały się bez obecności publiczności w strefie startu. Jednakże z racji, iż biegaliśmy po ogólnodostępnym parku, w kilku miejscach na trasie, która była otoczona taśmą, mogliśmy z najbliższymi wymienić spojrzenia czy przybić „piątkę". Chwilowa obecność Małych Smyków czy Żony, odrywała myśli od zmęczenia i wnosiła wiele radości oraz ciepła na sercu. Była swoistym legalnym dopingiem.

Biegłeś w myśl zasady długodystansowców? „Jeśli wydaje Ci się, że biegniesz wolno to… jeszcze zwolnij”.
Starałem się, lecz z perspektywy czasu, muszę przyznać się, iż nie do końca udało mi się jej trzymać przez całe zawody.

Miałeś okazję biec wspólnie z Mistrzem Polski w biegu 24-godzinnym, Waldemarem Pędzichem. Miło było?
Nie tylko miło, a wręcz dumnie i pouczająco. Jako, iż Waldek jest otwartą osobą, mogłem poprzez rozmowę, czerpać z jego bogatego doświadczenia. Za co teraz, w tym miejscu, serdecznie mu dziękuję.

Na swoim blogu napisałeś: „po raz 66 przekraczam linię startu/mety i na ekranie widzę upragniony wynik wskazujący, że za mną już przeszło 113 km 700 metrów. Nie kryję zadowolenia”. Była w ogóle siła na radość?
Była i to wręcz długo wyczekiwana. Od pewnego momentu, gdy zawody zaczęły przebiegać nie po mojej myśli, czekałem na ten moment, kiedy chociaż minimalnie przekroczę dystans, który pozwoli odzyskać mi bosy Rekord Polski. Takie chwile na długo zapadają w pamięci i pozwalają wydobyć głęboko drzemiące pokłady energii.

Ogółem w Pabianicach pokonałeś dystans 121,64750 kilometrów. Karolu, te liczby robią niesamowite wrażenie. Biegłeś bowiem boso! Jak to możliwe?
Dziękuję za dobre słowo. Tak pół żartem, to wszystko wygląda na prostą sprawę: prawa noga, lewa noga i do przodu. A tak poważnie: z roku na rok, biegając na treningach coraz to więcej kilometrów, stopniowo przygotowuję swój organizm do takich i jeszcze większych wyzwań.

Karol „Bosy Wirus” Trojan jest m.in. pierwszym bosym zdobywcą „Korony Polskich Półmaratonów”. Po tytuł ten sięgnął w 2017 roku. Swoje biegowe treningi rozpoczął w marcu 2015 roku i od tego czasu z wielką pasją realizuje swoje kolejne sportowe cele. Prowadzi internetowego bloga bosywirus.pl

Tokio Flesz odc. 5

Wideo

Materiał oryginalny: Nasz biegacz rekordzistą Polski… na boso! Karol "Bosy Wirus" Trojan znów zadziwia - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie