Niepełnosprawność nie musi odbierać marzeń. Można zwyciężać

    Niepełnosprawność nie musi odbierać marzeń. Można zwyciężać

    Majka Lisińska-Kozioł

    Dziennik Polski 24

    Dziennik Polski 24

    Joanna Kulig weszła na Kopiec Kościuszki z Krzysztofem Globiszem, kolegą i wybitnym aktorem, który zmaga się ze skutkami  udaru mózgu, a Krzysztof Wielicki,

    Joanna Kulig weszła na Kopiec Kościuszki z Krzysztofem Globiszem, kolegą i wybitnym aktorem, który zmaga się ze skutkami udaru mózgu, a Krzysztof Wielicki, himalaista, pomagał Januszowi Świtajowi ©Aneta Zurek / Polska Press

    Społeczeństwo. Musimy żyć tak, by mieć obok siebie przyjaciół. Trzeba sobie na nich zasłużyć, dbać o nich, być z nimi w dobrych i złych chwilach. Bo gdy nagle zawali nam się świat, nie będziemy sami - mówi Anna Dymna, aktorka, która 15 lat temu założyła fundację „Mimo wszystko”.
    Joanna Kulig weszła na Kopiec Kościuszki z Krzysztofem Globiszem, kolegą i wybitnym aktorem, który zmaga się ze skutkami  udaru mózgu, a Krzysztof Wielicki,

    Joanna Kulig weszła na Kopiec Kościuszki z Krzysztofem Globiszem, kolegą i wybitnym aktorem, który zmaga się ze skutkami udaru mózgu, a Krzysztof Wielicki, himalaista, pomagał Januszowi Świtajowi ©Aneta Zurek / Polska Press


    Janusz Świtaj opalony i zadowolony dotarł właśnie na szczyt Kopca Kościuszki. - Dla zdrowej osoby te trzydzieści parę metrów to nic takiego, ale dla kogoś kto jest całkowicie sparaliżowany i zależny od respiratora, to wyzwanie - mówi. Gdy w maju 2007 roku spotkaliśmy się po raz pierwszy nie było mu do śmiechu.

    Leżał w pokoju na ósmym piętrze wieżowca w Jastrzębiu Zdroju. Pamiętał, że tamtego dnia droga była wąska.
    Jechał szybko. Zaczął hamować i motor trochę zwolnił. Gdy uderzył w tył tira zegarek wskazywał 7.35. Poczuł, że głowa odskoczyła mu do tyłu. Ktoś usiłował zdjąć z niej kask. Powoli odpływał. - Umieram - powiedział bez emocji i stracił przytomność.

    Spotkaliśmy się, gdy od wypadku Janusza minęło czternaście lat. Siedem z tych czternastu przeleżał w szpitalu, następne siedem w domu. Komputer był jego łącznikiem ze światem. Pisał stukając w klawiaturę ołówkiem trzymanym w ustach. Nie poddawał się. Zawsze był energiczny i nieustępliwy. Głośno zrobiło się o nim dopiero, gdy napisał list do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Chciał pomocy albo prawa do eutanazji. Mówił, że godność to najważniejsze słowo w życiu człowieka.

    Tak samo czuje Anna Dymna więc dała mu lepsze życie. Najpierw specjalistyczny wózek za prawie 200 tys. zł, a potem pracę w fundacji „Mimo wszystko”. Janusz mówi, że nauczył się przyjmować pomoc nie tylko z myslą o sobie, ale też po to, by pomagać innym. Nie poddaje, choć od 25 lat oddycha dzięki maszynie i jest sparaliżowany. Stał się jednak innym człowiekiem. Aktywnym. - Kończę studia. Jestem tu na Kopcu już drugi raz. Sześć lat temu było zimno, deszczowo. A dziś, gdy w ramach akcji „Każdy ma swoje K2” dotarliśmy na szczyt, rozległ się hejnał mariacki, a niebo wbrew prognozom - rozświetliło słońce.

    Krzysztof Wielicki zdobywca 14 ośmiotysięczników, który wiózł Świtaja na wierzchołek Kopca Kościuszki mówił, że jeśli chce się pisać historię, trzeba mierzyć się z trudnościami, z bólem, ze strachem. Ale gdy człowiek osiąga cel, wzbogaca swoje życie i daje siłę tym, którzy idą jego śladem, bo zaczynają wierzyć, że im też może się udać. Odnajdują odwagę, by marzyć, a wszystko życiu zaczyna się od marzeń.

    K2 Kingi Baranowskiej


    Michał Ziomek, psycholog, aranżer, kompozytor - choruje na dystrofię mięśniową. Wspinał się na Kopiec ze zdobywczynią dziewięciu ośmiotysięczników, himalaistką Kingą Baranowską.

    - Sześć lat temu też patronowałam wyprawie na Kopiec Kościuszki, ale mnie tu nie było - wspomina. Wtedy chciała dotknąć chmur z wierzchołka Lhotse (8516 m npm): - Gdy sześć lat temu w telefonie satelitarnym usłyszałam wielki entuzjazm tych, którzy już byli na szczycie Kopca - podniosło mnie to na duchu.

    I nie wiem, kto z nas więcej wtedy otrzymał. Ale jej osobiste K2 to była historia spod ośmiotysięcznika Dhaulagiri (8167 m npm). Wspinała się tam ze swoją partnerką Kasią Skłodowską, która w III obozie zrezygnowała z ataku szczytowego. - Mogła zejść, nie ryzykować, ale zaczekała na mnie, zagotowała mi herbatę i schodziła ze mną do bazy. Ja zdobyłam górę, a ona pomogła mi wrócić, więc czuję, jakbyśmy obie stanęły na szczycie.

    Ryszard Pawłowski, wybitny himalaista przyjechał do Krakowa z młodszym bratem Mirosławem. Poznałam go 12 lat temu w Katowicach. Był na wózku już od 20 lat. Absolwent pedagogiki na uniwersytecie w Toruniu, alpinista, licencjonowany pilot paralotniarski i nurek. Obaj z bratem z zamiłowaniem grali w szachy. Ale życie Mirka zrobiło zwrot o 180 stopni, pewnego listopadowego dnia 1986 roku. Razem z kolegami malował wieżę wodną w Hucie Katowice. - Miałem 29 lat, żonę, dziecko i głowę pełną marzeń. Oraz przeświadczenie, że nic nie może mi się stać - mówił wtedy.

    Samego wypadku prawie nie pamiętał. Spadł z wysokości trzeciego piętra. Akcja ratunkowa była trudna. Do wnętrza wysokiej na 90 metrów wieży nie mogli wejść ratownicy. Koledzy przywiązali go do deski i wciągnęli na górę, a potem po zewnętrznej ścianie opuścili na dół.

    - Czułem się tak jakbym oglądał film z którego bohaterem nie mam nic wspólnego - opowiadał. Oprócz złamanego kręgosłupa i połamanych obu rąk w nadgarstkach miał i połamane żebra. Jeszcze miesiąc po wypadku liczył, że się wyliże i zdąży na sportowy obóz wspinaczkowy. O tym, że już nigdy nie stanie na nogi nawet nie pomyślał, więc gdy mógł już siadać i koledzy przywieźli mu wózek inwalidzki nie chciał go nawet wypróbować. O sobie jako o kimś, kto jest sparaliżowany pomyślał dopiero podczas rehabilitacji w Reptach.

    - Usiłowałem znaleźć sposób na życie, które mi jeszcze zostało - opowiadał. Przez półtora roku pił. Odwrócił się od rodziny i znajomych. Dziś nadal oswaja życie z perspektywy wózka. Pamięta radość, gdy pierwszy raz pokonał 20 schodów i na wózku zjechał do przejścia podziemnego. W tym czasie jego trzyletnia córeczka wbiegła i zbiegła z tych schodów kilkanaście razy. Zrozumiał wtedy, że nie może przykładać do siebie tej samej miary jak przed wypadkiem. Bo odkąd usiadł na wózek, ma a po prostu inne szczyty do zdobycia.

    Jego słynny brat Ryszard, zdobywca 11 ośmiotysięczników, członek elitarnego The Explorers Club przyznaje, że jego górskie sukcesy bledną przy dokonaniach Mirka: - Ja nadal jeżdżę w góry, a on podróżuje; Alaska, Przylądek Dobrej Nadziei, Patagonia i pomaga tym, którzy szukają sposobu, by wrócić do życia po wypadkach.

    Weź oddech i idź


    Dla poruszającego się na wózku Krzysztofa Szymaszka, dwukrotnego zwycięzcy Festiwalu Zaczarowanej Piosenki - edukacja była życiowym K2 i wymagała ekstremalnej mobilizacji. W tym roku skończył studia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach i nadal pnie się na różne szczyty. - Istnienie to przecież droga - mówi. Czasami tak mozolna jak życie Agnieszki i Grzegorza Sajnajów.

    Oboje z porażeniem mózgowym latami walczyli o prawo do bycia razem. Teraz stanęli na Kopcu Kościuszki. Mają wspaniałego syna i wreszcie wspólny pokój w domu opieki. Kochają się, choć żadne z nich nie jest samodzielne i potrzebują pomocy w codziennym życiu. - Bo w miłości tak naprawdę najistotniejsza jest energia naszych myśli, to ona pozwala nam dostrzegać niezwykłość tego świata - mówi Anna Dymna.

    Joanna Kulig wiele dostała


    - Kocham Anię Dymną i sposób, w jaki pomaga osobom z niepełnosprawnościami. Jest w tym miłość i szacunek. Gdy tu jestem, czuję się obdarowana - mówiła.

    Jest pani rozchwytywaną gwiazdą...: - Jestem człowiekiem. Wiele od ludzi dostałam. Gdy przeprowadziłam się do Krakowa w wieku 17 lat zamieszkałam w internacie i nie było mi łatwo. A potem była i szkoła teatralna i Teatr Stary. Tam uwrażliwiono mnie na drugiego człowieka. Mój brat Piotr przeszedł sepsę i bardzo długo dochodził do siebie. Mimo, że nadal ma rurkę tracheostomijną, gra na saksofonie i klarnecie. Widzę, że to, co było dla niego łatwe, teraz wymaga ciężkiej pracy. Jego determinacja też daje mi siłę.

    Joanna Kulig weszła na Kopiec Kościuszki z Krzysztofem Globiszem, jej dziekanem na studiach, serdecznym kolegą. - W Fundacji „Mimo wszystko” nie dzieli się ludzi na zdrowych i niepełnosprawnych. Bo każdy człowiek jest wyjątkowy. I ważny. Wśród osób z niepełnosprawnościami przekonuję się, że wszyscy mam my jakieś niedoskonałości i jakieś potrzeby. Do ich zaspokojenia potrzebujemy pomocy drugiego człowieka. Każdy ma w sobie jakiś indywidualny wózek inwalidzki - mówi Anna Dymna. I myślę, że ma rację.

    KONIECZNIE SPRAWDŹ:



    WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie

    Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    NAUCZYCIEL ROKU | Trwa głosowanie, można jeszcze zgłaszać kandydatów

    NAUCZYCIEL ROKU | Trwa głosowanie, można jeszcze zgłaszać kandydatów

    HIPOKRATES MAŁOPOLSKI 2018 | [GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE]

    HIPOKRATES MAŁOPOLSKI 2018 | [GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE]

    Posiłki w więzieniach czyli tak wygląda jadłospis skazańców [ZDJĘCIA]

    Posiłki w więzieniach czyli tak wygląda jadłospis skazańców [ZDJĘCIA]

    Bezdymna rewolucja: jak nowatorskie wyroby pomagają opornym palaczom

    Bezdymna rewolucja: jak nowatorskie wyroby pomagają opornym palaczom