Obidza. Agresywne psy atakują owce. Zagryzły już ponad dziesięć zwierząt. Co na to gmina?

Tatiana Biela
Tatiana Biela
fot. arch. prywatne, Urząd Gminy Łącko
Mieszkańcy Obidzy (gm. Łącko) od dłuższego czasu zmagają się z problemem agresywnych psów, które zagryzają owce. Władze gminy wiedzą o kłopotach miejscowych gospodarzy i przekonują, że podjęły kroki, by rozwiązać ten problem. Apelują jednak o wsparcie ze strony lokalnej społeczności, ponieważ namierzenie zwierząt nastręcza sporych trudności.

FLESZ - Komu rząd dopłaci do wakacji?

Obidza to największa wieś w gminie Łącko. Dzięki ukształtowaniu powierzchni i górskim łąkom stanowi znakomite miejsce dla hodowli owiec. Wśród gospodarzy posiadających skromne stadko jest również Władysław Słowik, który jeszcze do niedawna posiadał sześć owiec. Niestety, pod koniec maja, kilka agresywnych psów krążących po Obidzy, zaatakowało jego zwierzęta.

Nic nie mogłem zrobić

Owce należące do Władysława Słowika pasły się na ogrodzonym terenie.

- Nie przeszkodziło to jednak psom, które dostały się na mój teren i zagryzły dwie sztuki. Kiedy pojawiłem się na miejscu, nie było już szans, by uratować zwierzęta - opowiada gospodarz z Obidzy.

Dodaje, że podobna sytuacja przytrafiła się również innym okolicznym mieszkańcom, w tym znanemu bacy Władysławowi Sajdakowi.

- Faktycznie, także straciłem dwie owce - potwierdza Sajdak, którego stado liczy na szczęście kilkaset sztuk.

Bez względu na liczbę owiec w stadzie, każda zagryziona sztuka to wymierna strata finansowa. Jak podkreśla Władysław Słowik, życie w Obidzy bywa trudne i wielu gospodarzy liczy każdą złotówkę.

- Kto zapłaci za poniesione szkody i przede wszystkich jakie mamy gwarancje, że sytuacja się nie powtórzy - pyta rozżalony gospodarz.

Słowik obawia się również o resztę swojego inwentarza, a także o bezpieczeństwo ludzi, w tym przede wszystkim dzieci.

- Dzisiaj psy zaatakowały owce. Jutro mogą rzucić się na krowę, czy nie daj Bóg zaatakować - ludzi - dodaje zaniepokojony.

Liczy, że gmina szybko rozwiąże problem z psami, zanim sytuacja nie stanie się naprawdę poważna.

Potrzebujemy wsparcia mieszkańców

Jan Dziedzina, wójt gminy Łącko, zna problem mieszkańców Obidzy. Zapewnia, że władze gminy podchodzą poważnie do zgłoszeń, które napłynęły zarówno ze strony sołtysa Obidzy, jak i samego Władysława Słowika. Rozwiązanie problemu agresywnych psów wymaga jednak, zdaniem Dziedziny, wsparcia ze strony społeczności lokalnej.

- Przede wszystkich musimy ustalić z jakimi psami mamy do czynienia. Choć część mieszkańców mówiła o bezpańskich zwierzętach, z nieoficjalnych informacji jakie do mnie dotarły, można wywnioskować, że agresywne zwierzaki mają jednak swoich właścicieli - mówi.

Innym poważnym problemem jest złapanie agresorów "na gorącym uczynku". Wójt podkreśla, że Obidza to rozlega wieś, a specyficzne ukształtowanie terenu nie ułatwia poszukiwań amatorów miejscowych owiec.

- Zwierzęta poruszają się szybko, dlatego ważna jest równie szybka reakcja lokalnej społeczności. Jesteśmy gotowi, by odłowić psy, ale musimy wiedzieć, gdzie się znajdują. Prosimy mieszkańców o telefon, jeśli zobaczą zwierzęta w okolicy. Wtedy będziemy mogli w miarę szybko zareagować i odłowić zwierzaki - podkreśla.

Zaznacza również, że gmina ma opłaconego weterynarza, który, w razie potrzeby w humanitarny sposób uśpi zwierzęta. Jeśli rzeczywiście nie mają właścicieli najprawdopodobniej trafią jednak do schroniska.

Ten problem da się rozwiązać

Choć mieszkańcy obawiają się, że psy zagryzające owce mogą być niebezpieczne dla ludzi, Jan Serwin, znany sądecki weterynarz, zapewnia, że nie zawsze tak bywa.

- To nie jest tak, że jak pies poczuje przysłowiową krew, to od razu oznacza, że będzie stanowił zagrożenie dla ludzi - wyjaśnia.

Oczywiście weterynarz zaleca ostrożność w kontakcie z obcymi zwierzętami, podkreśla jednak, że problem wsi Obidzy da się łatwo rozwiązać.

- Podobne kłopoty mieli mieszkańcy podsądeckiej miejscowości Kamionka, gdzie pojawiła się grupa zdziczałych psów. Ponieważ wiedzieliśmy, że lubią przebywać o okolicach lokalnej ubojni, zastawiono na nie pułapki i wszystkie zostały odłowione - opowiada.

Serwin także wskazuje na znaczenie współpracy pomiędzy gminą a lokalną społecznością.

- Miejscowi na ogół orientują się do kogo należą biegające wolno zwierzęta i jeśli nie są to faktycznie bezpańskie psy, to można łatwo namierzyć ich właścicieli. I to oni poniosą konsekwencję faktu, że nie dopilnowali swoich zwierząt i narazili innych gospodarzy na poważne straty - podsumowuje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie