Okiem Jerzego Stuhra. Polacy rozdzierają tę naszą za krótką kołdrę

Jerzy Stuhr
Bartek Syta
Wybrał się Pan w egzotyczną podróż. Ale przecież trwała ona tylko 10 dni! Dlaczego teraz, po przyjeździe, wciąż się Pan dziwi i nie może poznać naszego kraju? Co się stało?

Nie mogę wyjść ze zdumienia, że permanentnie ktoś u nas jest niezadowolony. Ktoś ma pretensje, ma roszczenia, ktoś chce kogoś skądś wyrzucić, strajkuje, głoduje. Jakiś histeryczny nastrój wszystkich opanował! Nie chcę wnikać w rację tych ludzi. Może rzeczywiście mają swoje argumenty wszyscy ci, którzy jadą do Warszawy autokarami lub traktorami - ci, co nie chcą wyjść z kopalni, ci, co głodują w salach BHP itd., itd. Może oni wszyscy gdzieś tam mają rację. Tylko… dlaczego jest taka sytuacja, że wszyscy dla siebie coś wyrywają? Niemal równocześnie. To jest jakieś przykre rozdzieranie jednej kołdry ze wszystkich stron. Każdy chce dla siebie… A nie czuje się w tych akcjach choćby najmniejszej, przepraszam, odpowiedzialności zbiorowej za ten kraj.

Jest takie chore napięcie, że gdyby teraz wystąpił ktoś, kto by powiedział, że jest ciężko i każdy musi sobie czegoś odmówić - to by go pewnie zlinczowali. A przecież w naszym kraju sporo takich prospołecznych reakcji już bywało. Dawniej. Tuż po wojnie choćby. Moi rodzice, gdy byli młodzi, mieli głęboko zakorzenione przekonanie, że nasz kraj trzeba odbudować. I niezależnie od przekonań politycznych, wszyscy potrafili służyć temu nakazowi historii. I jakże się to tamtemu pokoleniu w tak krótkim czasie udało wszystko fantastycznie dokonać! Że nagle Polska powstała, można było zobaczyć, że jest! Czy "pod komunistami", czy "nie pod komunistami"… Oczywiście, że groza systemu komunistycznego przychodziła stopniowo. Najpierw był ogromny entuzjazm. A potem powolutku, powolutku zaczęła przychodzić świadomość. Człowiek zaczął się dowiadywać o wszystkim stopniowo, jakie zdrady popełniła PPR z PPS-em, wciągając go w brudną grę, a potem, co się działo z AK… itd. To szło powolutku. Ale ten entuzjazm więzi narodowej był, i świadomość, że musimy sobie wszyscy czegoś odmówić, żeby za chwilę móc "wyjść na lepsze"- też była.

Takiego myślenia dzisiaj kompletnie nie ma. A paradoks polega na tym, że tego wszystkiego, co się ma - zupełnie się nie widzi. Nawet pełny wózek z Lidla czy Tesco nie jest żadnym argumentem! Łatwiej zawołać, że kraj się rozpada i jest nędza. Można by się zastanowić, w którym momencie popełniono błąd i kto go popełnił, bo jest to ewidentne i bezwzględne szarpanie materii. Każdy ciągnie w swoją stronę, to o jakim porozumieniu można tu mówić?

Dla mnie zdumiewające jest to, że tak łatwo i oficjalnie daje się przyzwolenie na przemoc. Bo jeśli Piotr Duda tak bezkarnie mówi: My wiemy, gdzie mieszkacie, znamy wasze nazwiska, nie pomogą wam immunitety - i nic mu się za to nie dzieje, chociaż są to groźby ewidentnie karalne, to jest to przyzwolenie na przemoc. Ja przecież pamiętam, że SB też wiedziała, gdzie ja mieszkam. Wciąż miałem poprzebijane opony w aucie itd. Potem się dziwimy, że zdarzają się niekontrolowane akty przemocy… A przecież "daliśmy sobie przyzwolenie". Tworzy to aurę ogólnej bezkarności, w której wszystko wchodzi w zakres "poprawności politycznej". A my nie jesteśmy w takim duchu demokracji wychowani, jak Amerykanie! I podejrzewam, że to co tam jest objawem wolności wypowiedzi, nas tylko demoralizuje.

Gdy spojrzeć na 25 ostatnich lat, to można odkryć, gdzie znalazł się wyraźny błąd: że na progu wolności nie uświadomiono nam obowiązków. I nie przedłożono obowiązków nad przywileje. I przez to wszystko się rozregulowało. Bo nabraliśmy pewności, że wolność jest wtedy, gdy wszystko wolno. A gdyby nam uświadomiono, jakie są nasze obowiązki w stosunku do państwa, że teraz państwo od nas wymaga poświęcenia i ogromnej pracy, tak jak było po wojnie, to byłoby inaczej. Wiedzielibyśmy, że musimy temu państwu coś oddać, a nie tylko brać dla siebie. Moja mama i ojciec nie brali bezpośrednio udziału w "Solidarności", ale rozumieli: tramwaje stoją, trudno, idziemy na piechotę, bo tramwajarze w słusznej sprawie strajkują. To była więź. Ludzie się godzili. A dziś paradoksem jest to, że naród strajkującym legionom pana Piotra Dudy przestał już współczuć.

Notowała: Maria Malatyńska

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić!
Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie