– O zamkniętej przeprawie dowiedziałem się, jak już byłem na moście nad Wisłą łączącym Małopolskę ze Śląskiem między Bieruniem a Babicami – mówi Andrzej Miłkoś.
Dopiero gdy kierowca utknął w korku, zaczął interesować się, co się stało. Jak twierdzi, wcześniej na trasie po śląskiej stronie nie widział żadnego ostrzeżenia o problemach z przejazdem. Początkowo myślał, że zdarzył się jakiś wypadek i droga jest zablokowana. – Dopiero jak włączyłem CB radio, inni kierowcy przekrzykiwali się nawzajem, opisując to, co dzieje się przede mną. Większość słów to były wulgaryzmy – mówi.
Starostwo powiatowe przed przystąpieniem do inwestycji, w porozumieniu z policją powiatową ustaliło trasy objazdów. Po tym informacje o planowanym zamknięciu przeprawy trafić powinny do jak największej liczby ludzi. Starostwo rozesłało komunikat tylko do kilku lokalnych redakcji (głównie portali internetowych) i umieściło go na swojej stronie w sieci. Część mieszkańców Oświęcimia, która zarejestrowana jest w systemie SMS Centrum Zarządzania Kryzysowego, dostała też info na telefon.
– Jechałam o godz. 7.50 do pracy na godz. 8.30 i stałam w korku do godz. 9 – mówi Magdalena Nikiel z Pszczyny. Kobieta pracuje w Bieruniu, ale w Oświęcimiu zostawia dziecko u opiekunki. – Ewidentnie zawiódł tu system informowania, bo akurat ja mogłam ominąć ten korek – dodaje.
Informacji o planowanych pracach nie dostały też najważniejsze instytucje sąsiadującego z oświęcimskim powiatu bieruńsko-lędzińskiego. – Kolega, który zajmuje się komunikacją autobusową, powiedział, że chyba coś się szykuje w Oświęcimiu i zaczęliśmy szukać w internecie informacji na ten temat – mówi Przemysław Major z Urzędu Miasta Bieruń.
Lokalne media w Bieruniu też nie zostały poinformowane o zamknięciu mostu. Przez to nie mogły ostrzec swoich czytelników, którzy utknęli ostatecznie w korkach. – Dowiedzieliśmy się od dzwoniących do nas kierowców, którzy wjechali już w ten młyn i nie mieli odwrotu – mówi Jacek Moryc, dziennikarz portalu serwislokalny.com.
Starostwo twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Informację przecież udostępnili. W dodatku twierdzą, że nie da się przyspieszyć prac ani zorganizować ich na trzy zmiany, bo ekipa stosuje specjalne technologie, które uniemożliwiają pracę po zmroku.
– Żadna to technologia – mówi kierownik budowy. – Wylewamy masę o temperaturze 200 st. Celsjusza, dlatego lepiej, jak robotnicy widzą dobrze, gdzie leją i jak – wyjaśnia. Dodaje też, że wieczorami i w nocy ekipa pracowników po prostu nie byłaby tak wydajna, bo śpiąca.
Przy ostatnim remoncie ul. Dąbrowskiego w okolicy zamku prace prowadzone były także w nocy. Wtedy mieszkańcy bardzo chwalili to, że mimo robotników na głównej ulicy nie było wielu utrudnień. – Czyżby teraz urzędnicy zapomnieli, że można postawić przenośne oświetlenie? – pyta Adam Kostka z Oświęcimia. W godzinach szczytu na drodze krajowej 44 korki są od Zakładów Chemicznych po cały Bieruń.
Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtube'ie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!