Piłsudski i Rozwadowski

Maciej Korkuć, Naczelnik w Instytucie Pamięci Narodowej - Oddział w Krakowie, Akademia Ignatianum w Krakowie
Udostępnij:
„Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się korzystnie, i że co do czasu mamy korzystne warunki, tak jak je Pan Komendant przewidział” – raportował telegraficznie 15 sierpnia 1920 r. gen. Tadeusz Rozwadowski do swego zwierzchnika – Naczelnego Wodza – marsz. Józefa Piłsudskiego. Ten przejął osobiste dowodzenie nad grupą operacyjną, która miała dokonać uderzenia znad Wieprza w bok wojsk bolszewickich, nacierających na Warszawę.

Rozwadowski ma swój udział w przygotowaniu tej operacji. Był wówczas szefem sztabu Generalnego WP, głównym wykonawcą poleceń Piłsudskiego, na którym spoczywał ciężar odpowiedzialności zarówno za sukces jak i klęskę. Piłsudski z różnych możliwych wariantów operacji wybrał ten, który został zrealizowany. Rozwadowski przygotował rozkaz wykonawczy do planów wcześniej przez marszałka zatwierdzonych. Obejmując osobiste dowództwo nad grupą uderzeniową znad Wieprza, Piłsudski na bieżąco utrzymywał bezpośredni kontakt z wykonawcami jego poleceń w Warszawie. W tym przede wszystkim z gen. Rozwadowskim.

12 sierpnia ub. roku w związku z rocznicą Bitwy Warszawskiej na dziedzińcu wawelskim urządzono osobliwą uroczystość. Wystawiono banery z wizerunkami gen. Rozwadowskiego (jego pamięci była poświęcona cała celebra) i generałów Sikorskiego oraz Hallera. Broń Boże – nie Piłsudskiego. Głównym występującym gościem był Waldemar Pawlak, były premier rządu stworzonego przez postkomunistyczne SLD i PSL. Odczytano „Apel pamięci”. Zawierał on szkolne błędy ale przede wszystkim miał jedną cechę, podobnie jak cała uroczystość: żadnego pozytywnego wspomnienia o Piłsudskim. Tak jakby ten z całej tej historii bitwy – wyparował. W tym roku ma nastąpić powtórka.

Wymowna w tym kontekście jest dalsza część korespondencji z 15 sierpnia 1920 roku. Rozwadowski raportował: „zupełnie w myśl rozkazu Pana Komendanta wykonanie jest już w toku”. A odnosząc się do wcześniejszych wskazówek Piłsudskiego pisał: „Skoordynowanie akcji 4 i 3 Armii uważam za bardzo szczęśliwie pomyślane. Uzgodnienie akcji 4 Armii z 1 Armią doskonale Pan Komendant przygotował i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie, wszystko przyspieszę tak, abyśmy od siedemnastego rano byli tu gotowi do współdziałania”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Zaporoże pod ostrzałem

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aut. Janusz Korwin-Mikke
„12 sierpnia 1920 r. po porannym przeglądzie wojsk Grupy uderzeniowej Piłsudski zarządził defiladę na którą zaprosił generałów Weyganda, Rozwadowskiego i Sosnkowskiego. Po defiladzie powiedział 'to jest dziadostwo z takim wojskiem iść na ofensywę'” – przypomina w tekście Korwin-Mikke.

„Po południu, w tym dniu Piłsudski złożył na piśmie na ręce premiera Witosa rezygnację (dymisję) ze stanowisk Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Świadkami tego byli v-ce premier Daszyński i min. spraw wewnętrznych Skulski” – dodał.

„Po latach z książki Aleksandry Piłsudskiej, wydanej w Londynie dowiadujemy się, że Piłsudski opuścił pole bitwy i pojechał wraz z adiutantem Prystorem, do Bobowej, do córek i przyszłej żony, z którą rozstał się siedem dni wcześniej” – opisywał w 2020 Korwin-Mikke.

Prawicowy polityk opisuje w tekście, że Piłsudski okłamał Rozwadowskiego, że jedzie do Puław, a na front powrócił dopiero 17 sierpnia, kiedy „Wojsko Polskie dowodzone przez Generała Tadeusza Rozwadowskiego już ścigało rozbitych sowietów”.

„Piłsudski „dogonił front” w Siedlcach – 100 km na wschód od Warszawy. I temu „dezerterowi” na koszt podatnika władze Warszawy zbudowały aż dwa pomniki i jego imieniem nazwały główny plac” – wskazuje w tekście Korwin-Mikke.

Jednocześnie prawdziwy autor „cudu nad Wisłą” gen. Rozwadowski nie jest – zdaniem polityka – należycie upamiętniony. „To Jemu zawdzięczamy wspaniałe zwycięstwo nazwane „Cudem nad Wisłą” ” – podsumowuje Korwin-Mikke.
A
Aut. Jan Engelgard
„[..] Żeligowski, który pisał swoje wspomnienia niejako w odpowiedzi na publikację gen. Władysława Sikorskiego pt. Nad Wisłą i Wkrą (1928), skrytykował ofensywne działania 5. Armii i tu widział jedną z przyczyn kryzysu pod Radzyminem.

Według niego „kierunkiem najważniejszym i najbardziej zagrożonym był kierunek warszawski” a „pola Nasielska nie posiadały ani strategicznego, ani taktycznego znaczenia”. Żeligowski podważał też, zgodnie z panującymi po 1926 roku tendencjami, słuszność koncepcji strategicznej gen. Rozwadowskiego związanej z 5. Armią, pisząc wprost, że „wskutek fałszywego ujęcia roli naszej na północy, plan zasadniczy z dnia 6 sierpnia został zniekształcony”. Teza co najmniej dyskusyjna, ale jakby niechcący Żeligowski przyznawał, że „wypaczenie” idei Naczelnego Wodza było potwierdzeniem opinii, że w tym czasie przestał on dowodzić całością operacji. [..]

Rola generałów Tadeusza Rozwadowskiego i Józefa Hallera w bitwie o Radzymin była kluczowa. Wynikało to z jednej strony z faktu zajmowania przez nich najważniejszych stanowisk w systemie dowodzenia w bitwie pod Warszawą – stali na czele Sztabu Generalnego i Dowództwa Frontu Północnego – oraz faktycznego kierowania przez nich osobiście przebiegiem Bitwy Warszawskiej. Obaj prezentowali przez cały czas trwania bitwy niesłychaną energię i optymizm, co miało niebagatelne znaczenie dla opanowania nastrojów paniki i zniechęcenia, jakie zapanowały w szeregach armii polskiej w ciągu czerwca i lipca 1920 roku. Szczególne zasługi w tym zakresie miał gen. Józef Haller, który jak nikt inny z dowódców wyższego szczebla pojawiał się niezwykle często wśród szeregowych żołnierzy, przemierzając swoim samochodem sztabowym dziesiątki kilometrów, odwiedzając w ciągu jednego dnia nawet kilka jednostek w różnych miejscach frontu. W samym Radzyminie i w jego okolicach był w tym czasie aż cztery razy.

Obaj generałowie potrafili też bardzo szybko reagować na zmieniającą się z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę sytuację. Tak było też w przypadku Radzymina. Tylko obecność na miejscu, w Warszawie, gdzie znajdował się główny punkt dowodzenia bitwą – gwarantowało podejmowanie właściwych decyzji. Zwraca uwagę fakt biernego uczestnictwa w bitwie struktur Naczelnego Dowództwa i kwatery Naczelnego Wodza. Uzasadnione więc będzie stwierdzenie, że autorami zwycięstwa w bitwie pod Radzyminem i szerzej w Bitwie Warszawskiej byli właśnie generałowie Tadeusz Rozwadowski i Józef Haller.”
T
Tylko PRAWDA jest ciekawa
Według prof. Lecha Wyszczelskiego Naczelny Wódz lekceważył kierunek warszawski uznając, że obroni się przy pomocy mniejszych sił i lotnictwa, po drugie zaś – niejako sam przyznawał się, że nie miał wpływu na kształt tej koncepcji, mimo że ją biernie zaakceptował czy raczej przyjął do wiadomości. Ponadto 12 sierpnia złożył dymisję z funkcji Naczelnego Wodza i wyjechał z Warszawy obejmując dowodzenie Grupą Uderzeniową (fakt złożenia dymisji przez Naczelnego Wodza ujawniono dopiero w… 1962 roku). Lech Wyszczelski wysuwa w związku z tym wniosek, że Piłsudski niejako dobrowolnie rezygnował z dowodzenia całością zmagań, co oznaczało, że „ogólne kierownictwo przebiegiem bitwy na przedpolach Warszawy czasowo pozostawało w rękach gen. Rozwadowskiego”.

Ten niezwykle ważny, wręcz kluczowy dla zrozumienia mechanizmów podejmowania decyzji w dniach 13-16 sierpnia aspekt sprawy był i jest lekceważony przez większość historyków. W wielu pracach nie informuje się nawet o istnieniu rozkazu nr 10 000 albo uznaje się go za nieistotny, a fakt dymisji Józefa Piłsudskiego bagatelizuje. Ostatnio w takim panegirycznym tonie piszą: Włodzimierz Suleja, „Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867-1935)”, Warszawa 2018, ss. 226-230. Autor w ogóle nie wspomina o rozkazie nr 10 000; oraz Andrzej Nowak, „Klęska Imperium Zła. Rok 1920”, Kraków 2020, ss. 115-120. Autor tej książki także przemilcza fakt istnienia rozkazu gen. Rozwadowskiego. Jeszcze inny zabieg zastosował Wiesław J. Wysocki, który w książce „Bohater spod Ossowa. Ks. mjr Ignacy Jan Skorupka 1893-1920”, Warszawa 2010, zamieścił fotokopię rozkazu nr 10 000 z podpisem sugerującym, że został on podyktowany gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu przez Józefa Piłsudskiego (sic!).
C
Cóż, to tylko zafajdana GK
Tak, jasne: pod kłamliwymi panegirykami pod adresem Piłsudskiego nie wolno zamieścić paru słów prawy o nim, bo wszystko zostanie starannie wycięte.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie