- Nasi policjanci kończą analizować nagrania z monitoringu stacji narciarskiej, na której doszło do wypadku. Niedługo opublikujemy wizerunek poszukiwanego narciarza - zapowiada asp. sztab. Roman Wieczorek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem.
Policja dodaje, że niedawno zgłosił się do komisariatu w Bukowinie Tatrzańskiej mężczyzna, który twierdził, że to on mógł rozjechać chłopca. - To turysta ze Śląska, który przypomniał sobie, że był 22 lutego na stoku w Białce Tatrzańskiej i zderzył się tam z innym narciarzem. Co prawda wtedy ten narciarz wstał i zakomunikował, że nic mu nie jest. Pana jednak męczyło sumienie, dlatego się do nas zgłosił. To jednak nie on rozjechał 6-latka - mówi Roman Wieczorek.
Do wypadku doszło w piątek 22 lutego na stoku nr 9 na Kotelnicy Białczańskiej w Białce tatrzańskiej. Ok. godz. 12.20 6-latek uczył się jeździć pod okiem swojego ojca. Nagle z impetem w 6-latka wjechał inny narciarz. Sprawca wypadku nawet nie zatrzymał się, aby sprawdzić czy coś dziecku się stało. Dziecko trafiło do szpitala. Za wskazanie narciarza małopolska policja wyznaczyła 5 tys. zł nagrody.
FLESZ: Uwaga kierowcy! Są kolejne nowe znaki
ZOBACZ KONIECZNIE
