Promotor Artura Szpilki: Duża część polskich pięściarzy sięga po substancje nielegalne

Artur Gac
Artur Gac
fot. Piotr Smoliński
Udostępnij:
Andrzej Wasilewski, współwłaściciel największej w naszym kraju grupy w boksie zawodowym Sferis KnockOut Promotions, która prowadzi kariery m.in. Artura Szpilki i obecnie jedynego polskiego mistrza świata Krzysztofa Głowackiego, komentuje skalę problemu dopingu w polskim i światowym boksie.

Jak ocenia Pan nowatorski program walki z dopingiem Clean Boxing Program, wprowadzony przez federację WBC razem z przeprowadzającą testy agencją VADA (Voluntary Anti-Doping Association)?
Bardzo podoba mi się ta inicjatywa. Myślę, że jest to ostatni moment, żeby zaprowadzić porządek w boksie. Mówimy o bodaj najbardziej kontaktowej dyscyplinie ze wszystkich sportów walki, więc powinien być położony szczególny nacisk na sprawiedliwe i równe szanse. To sport, w którym czasami, choć na szczęście rzadko, wyrządza się przeciwnikowi uszczerbek na zdrowiu.

Jak odnajduje się w tych działaniach Pana grupa promotorska?
My od zawsze podkreślamy i deklarujemy, że stawiamy absolutnie na czystość. Zresztą kategorycznej opinii trenera Fiodora Łapina, który brzydzi się dopingiem, chyba nawet nie muszę przypominać kibicom boksu. Przykłady karier Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka i Krzysztofa Głowackiego pokazują, że w boksie można osiągać wspaniałe sukcesy, bez sięgania po jakiekolwiek nielegalne środki.

Jest Pan święcie przekonany o czystości swoich podopiecznych?
Daję sobie uciąć rękę, że żaden z naszym zawodników świadomie, od kiedy u nas trenuje, nigdy nie przyjął czegokolwiek zabronionego, a zdobywali tytuły mistrzowskie. W boksie, nazywanym szermierką na pięści, oszukiwanie przeciwnika i kibiców jest szczególnie haniebne.

Jak diagnozuje Pan skalę dopingu w boksie zawodowym?
Nie będę wymieniał polskich nazwisk, natomiast jestem przekonany, że duża część zawodników, którzy nie boksują w naszej grupie, a stać ich na to, używają różnego rodzaju substancji nielegalnych. Niektórzy co jakiś czas wpadają, a innym proceder uchodzi płazem, bo badania są przeprowadzane rzadko. Niemniej środowisko jest bardzo małe, więc generalnie pocztą pantoflową mniej więcej dowiadujemy się: kto, co, a nawet kiedy bierze.

To ponury obraz środowiska.
Nie oszukujmy się, proceder występuje, tylko na szczęście nie zawsze ma wymierne przełożenie na wynik.

To znaczy?
W boksie, na końcowy sukces, musi złożyć się kilka elementów. W związku z tym może okazać się, że solidny zawodnik będzie wspomagał się, czym tylko się da, a mimo to nigdy nie będzie mistrzem świata. Na przeciwnym biegunie są pięściarze, u których w odpowiednim czasie i miejscu zagra szereg składowych, dzięki którym zostaną czempionami, będąc zarazem uczciwymi i porządnymi sportowcami.

Dokładne założenia programu Clean Boxing Program, w tym regulamin i zasady, już są Panu znane?
Kompletnie nie, ale dla mnie sprawa jest prosta. My nic nie kombinujemy, dlatego zgodzimy się na wszystko i zastosujemy się do każdego wymogu. Jesteśmy absolutnie za tym, aby zrobić co tylko jest w mocy, celem wyrównania szans. Dlatego kompletnie nie odczuwam stresu, ani nie przebieram nogami. Z niecierpliwością czekam, aż program zacznie działać na jak największą skalę.

Sądzi Pan, że za federacją WBC, która jest prekursorem działań na taką skalę, pójdą inne organizacje boksu zawodowego?
Warto przypomnieć, że WBC jest tą federacją, która od wielu lat wprowadza kolejne regulacje, celem ochrony zdrowia zawodników. Przykładowo, jako pierwsi wprowadzili ograniczoną liczbę 15 rund w walkach mistrzowskich, którą następnie obniżyli do 12 rund, a także nakazali używać ochraniacze i wykonywać rezonanse magnetyczne. To pokazuje, że federacja od dawna jest prekursorem rozwiązań, nie zapominając w coraz brutalniejszym boksie i coraz ostrzejszej konfrontacji o powszechnej ochronie zdrowia. Dlatego nie dziwiłem się, gdy kilka lat temu, na jednej z konwencji, powstała komisja, w której zresztą przez chwilę działałem, na rzecz szeroko pojętych prób zwalczania dopingu w sporcie.

Jakie są Pana prognozy? Niedługo zaczną się masowe wpadki dopingowe czołowych pięściarzy na świecie, czy nagle - co niektórzy - niespodziewanie obniżą loty?
Myślę, że kontrole stopniowo będą coraz ostrzejsze, a w tej chwili mamy do czynienia z badaniami wyrywkowymi. Na przykład przed walką Głowackiego z Marco Huckiem zawodnicy byli poddani badaniom krwi, z kolei pojedynek Krzysia ze Steve'em Cunninghamem poprzedziło pobranie tylko próbki moczu, której wynik jest dużo słabszy.

Jaka intensywność badań byłaby optymalna?
Oby doszło do tego, że zawodnik przystępujący do walki o pas WBC, pierwsze badanie przejdzie trzy miesiące przed pojedynkiem. Następnie będzie kontrolowany co miesiąc, a na ostatniej prostej przygotowań zostanie sprawdzony dwa tygodnie przed galą, dzień przed walką i kilka dni po wydarzeniu. Narzędzia są coraz lepsze, więc pozostaje mieć nadzieję, że nawet najbardziej zaawansowany doping będzie udawało się demaskować.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie