MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Quady i motory rozjeżdżają tatrzańskie gminy. Mieszkańcy Zakopanego zapowiadają walkę

Łukasz Bobek
Wycieczki na quadach stały się zmorą mieszkańców Podhala
Wycieczki na quadach stały się zmorą mieszkańców Podhala Dariusz Gdesz/Archiwum Polskapress
Już nie tylko Kościelisko, ale także Zakopane, Poronin, Murzasichle, Ząb – kolejne miejscowości na Podhalu mają problem z quadami. - Quady i motory crossowe rozjeżdżają pola, a warkot silników odpędza turystów. Tego nie da się wytrzymać. I co najgorsze, robią to nasi ludzie – żali się pani Hanna, mieszkanka zakopiańskiej Olczy. Jeden z mieszkańców przez rozjeżdżone pole stracił dotację dla areału rolnego.

Zoniówka – do niedawna najbardziej odludna dzielnica Zakopanego. Niby w granicach miasta, a jednak bardzo cicha i spokojna, z niewielką ilością domów. W lecie można tutaj naprawdę poczuć spokój. W ubiegłych latach na okolicznych łąkach pasły się krowy, owce, a także konie. Na Zoniówce działała również stadnina koni, gdzie młodzież praktykowała jeździectwo. Nieraz można było spotkać wycieczki konne po okolicy.

- Teraz tego już nie ma. Zoniówka zmienia się w rozjeżdżoną arenę dla quadów, a zwłaszcza motorów crossowych. Gdy tylko zejdzie śnieg, zaczynają się wyścigi. I ten warkot, którego nie da się wytrzymać – żali się jedna z mieszkanek.

Właściciele terenów zielonych na Zoniówce obserwują jak są one notorycznie rozjeżdżane przez maszyny.

- Dawniej była tam jedna polna droga, teraz takich rozjeżdżonych terenów jest mnóstwo. Ci na quadach robią nowe drogi, pętle, kółka. Robią tam co chcą. Właściciele zaczęli grodzić swoje tereny. Ja też tak zrobiłam. Dwa razy mi niszczono ogrodzenie – mówi kobieta.

Inny mieszkaniec dodaje, że oprócz rozjeżdżanych pół pojawiają się również śmieci:

- Ludzie jeżdżą, wypiją wodę, a butelkę wyrzucają w pole – mówi poirytowany.

Jak dodają mieszkańcy, jest to efekt działalności miejscowych wypożyczalni quadów i młodych górali na motorach crossowych.

- Taka przejażdżka jest atrakcyjna dla turystów, więc w Zakopanem, jak grzyby po deszczu, zaczęły powstawać wypożyczalnie quadów. I to nikt inny jak nasi ludzi prowadzą tam turystów. Przecież przyjezdni nie wiedzieliby gdzie jeździć – mówi jeden z mieszkańców Olczy. I dodaje, że to nie tylko komercyjne wycieczki quadów, ale i młodych motocyklistów na tzw. crossach. - W większości przypadków to nasi miejscowi młodzi ludzi. Nie mają prawda jazdy, więc jeżdżą po polach. Za nic mają własność, uważają, że wszystko im wolno, a jak się im zwróci uwagę, to potrafią zbluzgać tak, że uszy więdną – mówi mieszkanka Olczy.

Rolnik stracił dotację

Asp. sztab. Roman Wieczorek, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji, przyznaje, że dotychczas do komendy wpłynęły dwa oficjalnie zgłoszenia ws. rozjeżdżania pól na Zoniówce:

- Dotyczą niszczenia upraw, quadów, które rozjeżdżają użytki rolne. Te sprawy się toczą. Na obecnym etapie tyle mogę powiedzieć - informuje policjant.

Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że w jednym z przypadków przez zachowanie quadowców jeden z rolników stracił dotację do areału rolnego. Okazało się bowiem, że zamiast pola uprawnego ma na swojej działce wyżłobionych przez quady pięć nowych dróg polnych. Z uprawy nic nie zostało.

W sezonie letnim policja organizuje patrole w miejscach, gdzie najczęściej organizowane są wyprawy na quadach. Mundurowi tworzą patrole wraz ze strażą gminną z Kościeliska, czy strażą Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wykorzystują do tego quady i motory crossowe, a także drony. Przed rokiem wycieczka quadów z wypożyczalni zakończyła przejażdżkę z mandatami na kilka tysięcy złotych. Zostali ukarani za to, że wjechali na ścieżkę rowerową w Dzianiszu.

- Za nielegalne wjechanie quadem na ścieżkę rowerową każdy z kierujących otrzymał mandat karny w wysokości 1000 zł. Natomiast kolejne 1500 złotych mandatu musiał zapłacić przewodnik grupy za poruszanie się pojazdem niedopuszczonym do ruchu – informowała policja.

Od tamtej pory na terenie gminy Kościelisko zmieniona została organizacja ruchu na ścieżkach rowerowych. Pojawiły się wyraźnie oznakowania informujące, że na ścieżki nie może wjeżdżać quad.

- Tyle, że ci ludzie nic sobie z takich tabliczek nie robią. Jadą w kaskach, zamaskowaniu, quady bez tablic rejestracyjnych. Czują się anonimowi i bezkarni – żalą się mieszkańcy.

Nie tylko Zoniówka

Problem ze zmotoryzowanymi wycieczkami dotyczy także Bachledzkiego Wierchu i Łosiówek w Zakopanem, ale także miejscowości w sąsiednich gminach, m.in. w Poroninie i Kościelisku. W tej ostatniej gminie quadowcy szczególnie upatrzyli sobie rejon Butorowego Wierchu oraz Dzianisza. Tam mieszkańcy z quadami walczą od kilku długich lat.

- Były spotkania w urzędzie gminy, były rozmowy, obietnice. I nic to nie dało. Jak było źle, tak jest dali. A nawet gorzej, bo otwierają się kolejne wypożyczalnie quadów, ale i skuterów śnieżnych. Także teraz cały rok mamy problem – mówi mieszkanka Butorowego Wierchu. I dodaje, że jedynym rozwiązaniem jest zagrodzenie drogi. - Mój mąż ostatnio wyjechał autem na drogę, gdy jechało 15 quadów i powiedział, że nie będą jeździć, bo my też chcemy mieć spokojną niedzielę. To zawrócili i pojechali gdzieś indziej. Ale przecież nie da się zablokować wszystkiego – dodaje kobieta.

Roman Krupa, wójt gminy Kościelisko, przyznaje, że nadal jest wiele do zrobienia.

- Lewa część wycieczek przeniosła się na drogi gminne, publiczne. Rozjeżdżanie łąk jednak nadal się zdarzają. Ale to są ludzie z zewnątrz. Ludzie, którzy przywożą własne quady na nasz teren – mówi wójt. Zapowiada również, że nadal będą organizowane kontrole i rozmowy. - To daje największy efekt – ocenia.

Mieszkańcy chcą się zjednoczyć

Mieszkańcy Zakopanego chcą się zjednoczyć w walce z quadami i motorami crossowymi.

- Na razie udało nam się zebrać siedem osób, właścicieli terenów na Zoniówce. Ale jakby nam się udało zebrać więcej ludzi niezadowolonych, z różnych miejscowości Podhala, może by się udało w końcu wywalczyć spokój. Bo jak się buduje dom, czy uruchamia restaurację, to trzeba spełniać wiele przepisów. A wypożyczalnie quadów robią co chcą – mówi mieszkanka Olczy.

Póki co, zakopiańczycy chcą spotkać się z burmistrzem Zakopanego w tej sprawie. Łukasz Filipowicz, burmistrz miasta, chce sprawę poruszyć na najbliższym konwencie samorządowców z powiatu tatrzańskiego.

- To bowiem problem nie tylko Zoniówki i Zakopanego, ale także innych tatrzańskich miejscowości. Jak widać, poszczególne samorządy nie mogą sobie z tym dać rady. Dlatego będę chciał zaproponować powołanie zespołu złożonego ze straży miejskiej i gminnej, policji, straży TPN, straży granicznej oraz innych instytucji. Być może taki zespół będzie mógł sobie z tym radzić – mówi Filipowicz.

Wybuch gazu w Zakopanem. Jedna osoba została poszkodowana

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Kraków: testy miniautobusu elektrycznego PEV6 marki King Long

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska