Rekordzistę wywożą do izby wytrzeźwień co półtora tygodnia

Halina Gajda
Jednorazowy pobyt w izbie to koszt 250 złotych. Tyle samo co w niezłym hotelu, np. w Krakowie. Za lokalnych pijaczków płacimy wszyscy. Jeden z nich kosztował nas w 2014 roku "tylko" 11 tysięcy.

Pan Leszek, w wieku nieokreślonym, z racji częstego spożywania, ma zwyczaj, by pijackie męki leczyć na "wytrzeźwiałce" w Nowym Sączu. Kocha to miasto. W minionym roku trafił tam 44 razy! Jakby ktoś liczbie nie wierzył, podajemy słownie: czterdzieści cztery razy. Średnio co półtora tygodnia. Drugi w kolejności jest niejaki pan Janusz - 21 razy i Henryk - 10 razy. Są i tacy, którym zdarza się "dochodzić" do świata w sądeckiej izbie cztery-pięć razy w roku, ale są poza wszelką kategorią - czołówki nie dogonią. Nic to, te 44 razy. Gorzej, że każdy kosztował 250 złotych. W sumie 11 tysięcy. Zapłaciłam ja, mój sąsiad, pani, która sprzedaje w sklepie przy 3 Maja, burmistrz. Wszyscy jak mieszkamy w Gorlicach. Panu Leszkowi nie uciekła na ten cel ani złotówka. - W minionym roku z powiatu gorlickiego do Sądeckiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej odwieźliśmy 447 osób - mówi Grzegorz Szczepanek, oficer prasowy KPP w Gorlicach.

Łatwo policzyć, że wynik pana Leszka to jakieś dziesięć procent. Podróż do Sącza to ostateczność, zazwyczaj, gdy klient, po spożyciu stracił kontakt z rzeczywistością i nie ma się kto nim zająć, by nie napytał sobie jeszcze większej biedy. A potrafią naprawdę dużo. Choćby sytuacja z ul. Mickiewicza, na wysokości kapliczki. Pod murem budynku leży mężczyzna. - Ponieważ nikt nie reagował, podeszłam - może mu się coś stało. Nie reagował. Zadzwoniłam na pogotowie. Dyspozytorka pytała, czy ów leżący oddycha, czy jestem w stanie sprawdzić mu tętno. Nic nie mogłam mu sprawdzić, bo nawet poruszyć się nim nie dało. Na szczęście nadjechał radiowóz. Szybko okazało się, że "chory" jest po prostu tak pijany, że aż nieprzytomny - opowiadała nam w redakcji Maria Bajorek, mieszkanka powiatu.

- Grupa takowych, zmęczonych konsumpcją, jest w zasadzie stała, pozostali najczęściej zabierani byli z własnych domów, w których po pijanemu wszczynali awantury albo bijatyki. Wbrew pozorom niewielki procent stanowią pijani kierowcy. Chyba że są zatrzymani w stanie kompletnego upojenia i nie ma co z nim zrobić, bo na przykład przyjechał z daleka - dodaje Szczepanek. Ci sporadyczni albo tacy, którym się po prostu trafił pech, po powrocie do przytomności, za pobyt zazwyczaj płacą i czmychają czym prędzej, byle dalej. Ze wstydu.

- W minionym roku był jeden szczególny przypadek - mieszkańca powiatu, którego do izby wywoziliśmy co dnia, przez tydzień. Po prostu, rano się ocknął, wracał do Gorlic, a po południu czy wieczorem był na powrót w Sączu - przypomina rzecznik. Krążą opowieści, że ci z czołówki, zazwyczaj nie chcąc stracić cennych groszy - o ile w ogóle je mieli - na bilet autobusowy - to by było marnotrawstwo - wracali do Gorlic na piechotę. Może byłoby to i zabawne, a cena tych wycieczek zmazuje uśmiech. - Wedle danych przekazanych przez sądecką placówkę, tylko z miasta w minionym roku wywiezione zostały 264 osoby, w 2013 - 262, w 2012 - 154. Tendencja jest więc wzrostowa - mówi Łukasz Bałajewicz, doradca burmistrza miasta. Co to znaczy dla nas? Pieniądze. Niemałe. - Kwota dotacji oszacowana przez władze Nowego Sącza, a wpłacana na poczet pobytów na izbie wynosi dokładnie 44 250 złotych. Jest wpłacana z góry, za tak zwaną gotowość - tłumaczy Bałajewicz. - Na dzisiaj mamy porozumienie od 8 stycznia do 25 maja oszacowane na 16 714 złotych - dodaje.

- Nie mamy innego wyjścia. Musimy płacić, bo to często jedyny sposób, by uchronić tych ludzi przed zrobieniem sobie albo komuś krzywdy - mówi Zbigniew Grygowicz, przewodniczący Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Gorlicach. - Nie można nikogo dyskwalifikować, każdy ma szansę wyjścia z nałogu, ale w przypadku niektórych jest to naprawdę trudno. Gdy nie piją, pojawiają się u nich urojenia, inne nieprzewidywalne zachowania - dodaje.

Poza tym miasto zawarło drugie porozumienie, na 3286 złotych by zapewnić schronienie dla osób znajdujących się w sytuacji ostrego kryzysu związanego z zagrożeniem życia i zdrowia oraz dla ofiar przemocy domowej, również powstałej przez zamroczonych alkoholem, w hostelu prowadzonym przez Sądecki Ośrodek Interwencji Kryzysowej. - Prawdą jest, że pieniądze za pobyt w izbie są w tych przypadkach nieściągalne. Płacimy wszyscy. Z drugiej jednak strony cieszy to, że prawo zmieniło się i nie są one ściągane od rodzin, które i tak cierpią, mając takiego ojca, męża, syna - dodaje.

Zapyta ktoś: po co płacić Sączowi, nie lepiej taką izbę zrobić u nas? Otóż nie. Pomijając już przepisy prawa - miasto nie posiada izby wytrzeźwień i nie ma też obowiązku jej utworzenia - to koszt utrzymania takiej izby jest kolosalny. Taka placówka czynna jest całą dobę przez cały rok. To raz. Pośród kosztów - media, płace, remonty - są i te, nazwijmy je ludzkie - na stawkę 250 złotych składają się koszty transportu nietrzeźwego, koniecznych badań, higieny i opieki podczas pobytu. Nie wspominając już o tym, że przywożony nierzadko choruje np. na żółtaczkę, na świerzb, jest zawszony. Wiedzą o tym doskonale policjanci wzywani na interwencję. - W przypadkach niektórych chorób konieczna jest dezynfekcja radiowozu przez specjalistyczną firmę - dodaje Szczepanek. Oczywiście firma wystawia stosowną fakturę. To, jakby nie patrzeć, również koszt, który ponosimy jako całe społeczeństwo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie