18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Strażnik miejski: Łapówek nie brałem. Jestem niewinny

Artur Drożdżak
Augustynowi Słomczewskiemu grozi 10 lat więzienia
Augustynowi Słomczewskiemu grozi 10 lat więzienia Artur Drożdżak
Moja sprawa to intryga byłego już komendanta straży miejskiej Janusza Wiaterka - uważa jego były podopieczny, 46-letni Augustyn Słomczewski. Przed krakowskim sądem odpowiada za przyjęcie 74 łapówek w latach 2006-2007.

- Nie przyznaję się do winy. Nie zostałem skazany przez sąd. W świetle prawa jestem osobą nie karaną i niewinną- przekonuje.

Mężczyzna 20 lat był funkcjonariuszem straży miejskiej. I to jednym ze 155, którzy w kwietniu 1991 r. tworzyli formację w Krakowie. - Byłem w tej służbie na dobre i na złe. Wiele razy mnie nagradzano, a zwolniono dyscyplinarnie jesienią 2011 r. Uważam, że niesłusznie, bo byłem na zwolnieniu lekarskim. Jednak dla mnie praca w straży to już zamknięty rozdział - nie kryje Słomczewski.

Przeszłość jednak nie daje mu o sobie zapomnieć. Rozmawiamy w Sądzie Rejonowym dla Krakowa Śródmieścia, bo to tu były strażnik spędza sporo czasu starając się oczyścić z oskarżeń o łapówkarstwo. Grozi mu do 10 lat więzienia. Na rozprawy zjawia się z wolnej stopy.

Prokuratura ma sporo dowodów. To relacje świadków, zapisy w dokumentach świadczące, że strażnik dokonywał interwencji na terenie Śródmieścia.

Sprawę rozpracowali funkcjonariusze wydziału ds Zwalczania Przestępczości Gospodarczej Komendy Miejskiej Policji w Krakowie. Z ich ustaleń wynika, że Słomczewski miał brać łapówki od 20 do 200 zł. Wystarczyło, że ktoś źle zaparkował, wjechał do strefy bez identyfikatora, lekceważył znak zakazu ruchu.

- Zaparkowałam renault na ul. Lubomirskiego. Spieszyłam się na egzamin do liceum zaocznego - zeznawała 36-letnia Agnieszka K., pracownik hurtowni spożywczej. Stanęła zbyt blisko przystanku, prosiła strażników miejskich, by tylko ją pouczyli i nie wlepiali mandatu. Jeden rzucił: co z tą sprawą zrobimy?

- Panowie pójdą na kawę, a ja na egzamin - podpowiedziała. Do dokumentów włożyła 20 zł, tyle wystarczyło. Szczegółów kontroli już nie pamiętała.

Ledwie co spotkanie ze strażnikami przypominał sobie świadek, 48-letni Grzegorz S. Zaparkował na ul. Kopernika, by kupić leki w aptece. Wrócił i już miał blokadę na kołach skody.

- Dałem 50 zł, ale myślałem, że w ten sposób płacę mandat za zdjęcie blokady - opowiadał. Podobnie uważał 44-letni Janusz P., brygadzista w hucie stali. Podwoził kolegę na krakowski dworzec autobusowy. Gdy zobaczył blokadę na kole forda scorpio zadzwonił po straż miejską, zjawiło się dwóch mundurowych. Jeden zaproponował 100 zł mandatu i 2 punkty karne.

- Usłyszałem, że jak na miejscu zapłacę nie będzie mandatu usłyszał. Wtedy jednemu strażnikowi przekazał 50 zł. - Nie zdziwiła pana taka forma załatwienia sprawy - pytała sędzia Barbara Sikora. Mężczyzna zaprzeczył, bo , jak dodał, bo w dawnych czasach tak to robił, gdy był zatrzymywany do kontroli przez policję.

41-letnia Agnieszka G., pracownik biurowy przypomniała sobie, że miała problemy, gdy stanęła autem w centrum Krakowa. Tam, gdzie był znak zakazu zatrzymywania się.

- Mandat, albo możemy to załatwić inaczej - usłyszała. Wręczyła 50 zł, które wsunęła do dowodu rejestracyjnego. Dokument zaraz odzyskała, ale już bez banknotu. Strażnika miejskiego, który wziął łapówkę nie byłaby w stanie poznać, bo kontrola była w roku 2006.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska