Trener Hutnika: To nie jest tak, że przyszedł Szydełko i zrobił wszystko

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Trener Hutnika Szymon Szydełko
Trener Hutnika Szymon Szydełko Tomasz Bochenek
Szymon Szydełko wiosną stworzył z Hutnika jeden z najmocniejszych zespołów w II lidze - w tej rundzie nowohucka ekipa zdobyła 32 punkty i z łatwością się utrzymała, osiągając swój cel. Trener podpisał z klubem kontrakt na nowy sezon, ale liczy się z tym, że stanie przed koniecznością układania na nowo klocków w drużynie. - Odejść może ośmiu-dziewięciu zawodników - nie ukrywa szkoleniowiec Hutnika.

Na urlopie?

Nie, jeszcze nie. Został nam jeszcze tydzień intensywnej pracy w klubie. Bo teraz, wiadomo, jest praca przy kontraktach, przy przedłużaniu umów z zawodnikami. I muszę być przy tym obecny, uczestniczyć w budowie zespołu na przyszły sezon, także poprzeglądać zawodników. Urlop będę miał od przyszłego tygodnia.

Ale zawodnikom już pan dał wolne?

Nie, nie. W tym tygodniu jeszcze trenujemy. W ubiegłym - po tym, jak zapewniliśmy sobie utrzymanie - sprawdzaliśmy parametry motoryczne u zawodników, żeby zobaczyć, jaki zrobili progres w ciągu tej całej rundy. A w tym tygodniu popracujemy trochę mocniej właśnie nad motoryką, żeby potem po powrocie z urlopów nie było aż tak dużych spadków formy.

Hutnik Kraków. Wielka feta po meczu z Sokołem. Kibice i piłk...

Kiedy chce pan zacząć przygotowania? Nowy sezon ma ruszyć 31 lipca...

Od 30 czerwca przez tydzień zawodnicy będą realizowali rozpiski indywidualne. 5 lipca spotykamy się w klubie i zaczniemy pracę zespołową. Ważne, żeby zawodnicy samodzielnie przez ten tydzień wykonali pracę motoryczną, bo kiedy przyjadą, to będziemy już mocno pracować nad modelem gry.

Pytanie - w jakim składzie? Wiem, że na razie nie ma na to odpowiedzi, m.in. dlatego, że z zawodnikami prowadzone są rozmowy o przedłużeniu kontraktów. Ale mógłby pan tylko rzucić światło - ta drużyna się bardzo zmieni czy raczej bardzo nie zmieni?

Powiem tak: mam nadzieję, że się nie zmieni bardzo, ale obawiam się, że się zmieni. Myślę, że będziemy mieli około ośmiu-dziewięciu zmian w składzie, tyle może być rotacji w kadrze, i to jest dość dużo. Przy naszym sposobie gry, zgoła odmiennym od grania preferowanego przez innych, no, jest to dla mnie trochę problem. Bo czasu do pierwszego meczu będzie bardzo mało, około trzy tygodnie. Każda zmiana powoduje utratę jakichś automatyzmów w drużynie i trzeba będzie trochę czasu, żeby wszystko powróciło do normy. Więc, tak jak mówię: obawiam się, że tę liczącą 22 osoby kadrę - 23 z kontuzjowanym Dawidem Smugiem - pewnie 8-9 zawodników opuści. Jedni ze względu na to, że mają propozycje z wyższych lig, inni mogą chcieć odejść bądź będzie bariera finansowa.

Wiedząc, co się święci, jak wielu piłkarzom wygasają teraz kontrakty, ma pan pewnie zmonitorowanych kandydatów na następców.

Nie ukrywam, że mam. Ale to jest gorący okres i nie wiemy do końca, na co będziemy mogli sobie pozwolić, jakimi będziemy dysponować pieniędzmi na to, żeby kogoś pozyskać. Wiadomo, że trzeba do tego racjonalnie podejść, mieć na uwadze sytuację klubu. Kandydatów mamy wielu na różne pozycje. W tym tygodniu przyjeżdżają do nas chłopcy, którzy mają zgodę ze swoich klubów, żebyśmy mogli im się przyjrzeć. Przez te kilka dni skupimy się więc na zawodnikach, którzy chcą się u nas pokazać, zareklamować i zobaczymy, co uda nam się wyłowić z tych niższych lig. Bo czasem warto zrobić polowanie na takich żądnych rozwoju chłopaków.

Co pokazała ta runda. Wojcinowicz, Zmorzyński, Kitliński - ta trójka, jeśli mówimy o zawodnikach sprowadzonych zimą z III ligi, zdecydowanie pomogła drużynie w utrzymaniu.

Dokładnie tak.

Pan może pozwolić sobie, żeby jeszcze żyć chwilą - tą chwilą po ostatnim meczu z Sokołem Ostróda. Znalazł się pan na rękach swoich piłkarzy, był przez nich podrzucany, kibice skandowali "Szymon Szydełko". Dużo to pewnie dla pana znaczy - biorąc pod uwagę, że na końcu poprzedniego sezonu był pan zupełnie rozbity, spadł ze Stalą Stalowa Wola z II ligi po porażce w ostatnim meczu.

Tak, to dla mnie wspaniała sprawa. Jest mi bardzo miło i dziękuję bardzo za docenienie, to fajne. Ale każdemu też zaznaczam, że to nie jest tak, że Szydełko przyszedł do Hutnika i zrobił wszystko. Nie, nasz wynik to efekt pracy wszystkich w tym klubie. Kierownika, ludzi, którzy przygotowują boisko, prezesów, którzy załatwiają nam pieniądze, wielu innych osób. I przede zawodników, którzy stanowią bardzo fajną paczkę, idą jeden za drugiego w ogień. Więc to, że ja dostaję teraz nagrodę i jestem podrzucany, jest tak naprawdę skutkiem pracy tych wszystkich ludzi. OK, mogę coś tam wymagać, mogę chcieć, żeby mój plan na mecz był realizowany, ale tak naprawdę to jest zależne od wielu czynników i od wielu ludzi, dzięki którym jest doceniona moja osoba. Wszystkim im chcę oficjalnie podziękować za swój wkład w pracę klubu. I dodam: zrobiliśmy swoją robotę, rzeczywiście można chwilę pożyć tą wspaniałą chwilą, ale trzeba szybko zejść na ziemię, do ciężkiej pracy, bo to ona daje nam chwile, które udało nam się ostatnio przeżyć.

Jakie były najważniejsze momenty tego półrocza? Co zadecydowało o tym, że było tak udane dla Hutnika?

Hmm... Od pierwszego dnia w klubie widać było, że zespół chce się rozwijać, pójść za pomysłem, za pracą, która została mu przedstawiona. A od razu było zaznaczone, że to będzie ciężka praca, praca, która wymaga wielu poświęceń. I nie było ani chwili zwątpienia. Mnie to dodawało dużo energii, widziałem, że zespół jest jak gąbka, jak sucha gąbka oczywiście, że chłonie wszystko, że przyjmuje każdą ilość wiedzy, każdą ilość pracy. Nie ukrywam, że porównując z moimi planami treningowymi, które robiłem do tej pory w innych klubach, to tutaj została wykonana największa praca motoryczna. Wiadomo, że polegamy też na obserwacji, na tym, ile zawodnik może jeszcze nieść. Ale zimą chłopcy dostali naprawdę ogromną porcję pracy, którą wykonali. No i to nam zaprocentowało, w szczególności jeśli chodzi o ich samopoczucie na boisku. Ważny był też mental zawodników. I rola liderów w tej drużynie. Wiadomo, że jeżeli mówi się lider, to ma się na myśli zawodnika, który odpowiada za wiele spraw, nie tylko za grę na boisku. Tacy liderzy, którzy są najdłużej w klubie - jak Kamil Sobala, jak Krzysztof Świątek, jak Piotr Stawarczyk. Zawodnicy, którzy mają już swoje lata...

Wetnę się: wymienił pan trzech najstarszych piłkarzy w drużynie. Przy czym Stawarczyk w Hutniku jest od roku, więc niedługo, no, ale to jedyny zawodnik Hutnika z ogromnym ekstraklasowym doświadczeniem.

Tak, chcę powiedzieć o ich roli. Nawet jak w zimie pojawiał się jakiś tam kryzys, kryzys mentalno-motoryczny, to oni pokazywali, że trzeba go przetrwać, przetrzymać. Nadawali wtedy kierunek temu zespołowi, pokazywali, że tak ma być - i wszyscy chłopcy to akceptowali. A jeżeli starszy, doświadczony zawodnik pokazuje, że to jest dobry kierunek i podążamy nim dalej, to jest już połowa sukcesu. To były ważne momenty... Na pewno bardzo istotnym w moim odczuciu był mecz z Jastrzębiem.

Z Jastrzębiem to żeście nie grali.

Mówię o sparingu.

A to sorry.

To było w początkowej fazie przygotowań, mieliśmy za sobą chyba dwa tygodnie pracy. I to był tydzień, w którym pracowaliśmy nad defensywą - a zespół po jesieni miał stracone 42 bramki. Przyjechał GKS Jastrzębie, zespół z pierwszej ligi, i nie był w stanie oddać celnego strzału na naszą bramkę. To na pewno był impuls dla zespołu, że to musi zadziałać, że to już zaczyna dobrze funkcjonować.

Potem co chwilę pojawiały się dobre sygnały. Mecz z Katowicami (pierwszy ligowy na wiosnę - przyp. boch) był bardzo istotny, bo pokazaliśmy w nim, że cierpiąc całym zespołem jesteśmy w stanie odnieść zwycięstwo - kiedy jeden za drugiego pracuje, naprawia błąd, w tym przypadku Hafeza, który dostał czerwoną kartkę. Wszyscy jeszcze bardziej się spięli i dowieźliśmy zwycięstwo do końca, podwyższając nawet wynik.

Tak, były kluczowe momenty, ale też kluczowa była rola zawodników rezerwowych. Nie było z ich strony obrażania się, fochów. Wchodzili, by dawać z siebie wszystko. Jak Handzlik w Suwałkach: wszedł na minutę, no może trzy minuty - i zdobył bramkę zwycięską. Wszedł bez marudzenia, poszedł bez pardonu na bardzo trudną piłkę i dał nam ważne trzy punkty. To jeden z tych momentów, które tak na szybko przychodzą mi do głowy.

KIBICE na meczu Hutnik - Sokół. Akademia dała czadu! ZDJĘCIA

Podobał mi się gest, jaki wykonał pan w ostatnim meczu wobec Grzegorza Staszewskiego. To pana asystent poprowadził drużynę w spotkaniu z Sokołem - i rozumiem, że było to podziękowanie za to, co już do tej pory wniósł do waszej współpracy.

Dokładnie tak. Raz, że chciałem docenić Grzegorza za to, co robi. I wrócę do wcześniejszej myśli: kibice śpiewają "Szymon Szydełko", ale to jest robota i Grzegorza, i Krzyśka Mastalerza (trenera bramkarzy - przyp. boch), całego sztabu, wszystkich w klubie. Grzechowi rzeczywiście chciałem podziękować za fantastyczną robotę, za zaangażowanie. Bo on dołożył swoją bardzo dużą cegiełkę, cegłę mogę powiedzieć, do utrzymania Hutnika w II lidze. Grzesiek jest trochę moim przeciwieństwem. Potrafi mi wylać kubeł zimnej wody na głowę, kiedy zaczynają mnie ponosić emocje. On mnie tonuje, daje mi czas, żebym się mógł spokojnie zastanowić i podjąć racjonalną decyzję w trudnym momencie. A więc nie dość, że dobrze wykonuje swoją pracę, to też dobrze na mnie oddziaływuje, ma na mnie dobry wpływ. Dobrze nam się pracuje.

Co chciałem zaznaczyć: Grzegorz przez cały tydzień pracował tak, jakby był pierwszym trenerem. Prowadził treningi, przygotowywał zespół do meczu z Sokołem. Wiedziałem, że będziemy razem pracować też w przyszłym sezonie i uznałem, że im będzie bardziej doświadczony - a to zawsze jest jakieś doświadczenie: stać trzy metry od linii i pilnować organizacji gry zespołu - tym lepiej dla niego. Choć oczywiście jest już doświadczonym trenerem, ale taki mecz będzie kolejną nauką. Tym bardziej, że chce się dostać na kurs UEFA Pro i to też może mu gdzieś tam pomóc - że samodzielnie poprowadził zespół na szczeblu centralnym.

Czy pana sztab zostanie w całości utrzymany na przyszły sezon?

Trwają rozmowy z Krzyśkiem Mastalerzem. Szkoły wróciły do normalnego trybu pracy, a Krzychu pracuje w szkole, no i po prostu pogodzenie jednej pracy z drugą jest dla niego trudne. Krzysiek mocno się zastanawia. Z pewnej pracy w szkole ciężko rezygnować. Praca trenera nie jest pewną pracą, u nas wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie... Mam nadzieję, że jeszcze spróbujemy znaleźć wyjście z tej sytuacji, ale może zdarzyć się, że będzie tutaj zmiana w sztabie.

Było ich sześciu. Kibice Sokoła Ostróda na meczu z Hutnikiem...

"Studio Kadra" po meczu Polska - Hiszpania

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie