Juvenia w niedzielę zainaugurowała również gościnne występy na stadionie KS Zwierzyniecki. Jej obiekt przechodzi generalny remont, dlatego jesienią wszystkie mecze rugbiści będą rozgrywać za miedzą. Murawa sąsiadów okazała się szczęśliwa, bo gospodarze już po trzech minutach otworzyli wynik po rzucie karnym, który na trzy punkty zamienił Riaan van Zyl.
Chwilę później serca kibiców w Krakowie jednak zadrżały, bo Lechia znalazła drogę na pole punktowe, wykorzystując siłę maula autowego. Co więcej krótko potem rzut karny na punkty zamienił Austin Davids i goście prowadzili 8:3. Było to jednak ostatnie prowadzenie "Lwów" w tym spotkaniu. Podopiecznym Ciarana Hearna, który przejął drużynę zaledwie cztery tygodnie temu, potrzebny był czas na przebudzenie, ale kiedy ono nadeszło, ich przewaga na boisku była bezdyskusyjna.
Najpierw fenomenalnym kopem na skrzydło (tzw. cross-kickiem) popisał się Riaan van Zyl. Patrick Różycki dopadł do piłki i zameldował się w polu punktowym, a Namibijczyk dorzucił dwa oczka z podwyższenia. Kilka minut później przyłożenie zanotował Jakub Rapacz, a van Zyl znów wykazał się skutecznością z podstawki, dokładając potem jeszcze rzut karny i ustalając wynik do przerwy na 20:8.
Druga odsłona również zaczęła się od karnego Riaana van Zyla, który tego dnia zachował stuprocentową skuteczność. Nie musiał jednak podwyższać przyłożenia Andrija Lavtakova, który co prawda nie przyklepał czysto piłki w polu punktowym, ale był nieprzepisowo zatrzymywany, za co sędzia podyktował karne przyłożenie (7 punktów). Kiedy łącznik młyna Juvenii wykorzystał kolejny karny i na tablicy pojawił się wynik 33:8, wiadomo było, że nic nie zatrzyma już Juvenii. Pozostawało pytanie, czy uda jej się zdobyć jeszcze jedno przyłożenie, by zapracować na punkt bonusowy.
Przyłożenie padło, ale wywalczyła je Lechia Gdańsk, która szarpała i próbowała gonić rezultat do samego końca. Przyłożył Sean Grobler, a podwyższył Davids, jednak gdańszczanie zbyt długo grali w osłabieniu z powodu żółtych kartek, by myśleć o odrobieniu strat. Co więcej, drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną zobaczył lider gdańskiego młyna Yaya Lukman z Ghany, osłabiając tym samym swój zespół również przed kolejnym meczem.
Juvenia triumfowała 33:15 i choć nie zanotowała punktu bonusowego, to po rozczarowującej wiośnie, wlała sporo nadziei w serca swoich kibiców.
– Ważne w tym meczu było to, że nowe życie do gry wprowadzili zmiennicy. Co więcej, w drugiej połowie mieliśmy najmłodszą pierwszą linię młyna w lidze ze średnią wieku 19 lat! Mimo to chłopaki naprawdę stanęli jak równy z równym i pokazali charakter – podsumował po meczu kapitan Marcin Siemaszko.
Juvenia Kraków – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk 33:15 (20:8)
Punkty: Van Zyl 16, Różycki 5, Rapacz 5, karne przyłożenie 7 - Davids 5, Lukman 5, Grobler 5.
Juvenia: Siemaszko (55 Matsiuk), Vorster (55 Nowicki), Beukes (55 Zastawniak), Wiertek, Atkinson (55 Wiśniewski), Morus, Jaworczuk (41 Dorywalski), Mouton, Van Zyl, Lavtakov (60 Van Heerden), Różycki, Jurczyński (70 Polgun), Polakiewicz, Janeczko (4 Rapacz), Sakwa.
