Wadowice. Na podłodze DPS walczyły o życie. Ofiary nożownika wcześniej o tej sprawie milczały, już wiemy dlaczego. AKTUALIZACJA

Bogumił Storch
Bogumił Storch
Marzec 2020. Środowiskowy Dom Samopomocy w Wadowicach, w niecałą godzinę po ataku nożownika. sprawcę zatrzymano na miejscu.
Marzec 2020. Środowiskowy Dom Samopomocy w Wadowicach, w niecałą godzinę po ataku nożownika. sprawcę zatrzymano na miejscu.
Na sesji Rady Powiatu w Wadowicach pojawili się w ubiegłym tygodniu (21 października) dwaj mężczyźni, których żony, terapeutki zatrudnione w Środowiskowym Domu Samopomocy w Wadowicach, zostały w pracy ciężko poranione nożem przez pacjenta. Obie długo potem walczyły o życie. Do tej pory nie wiedzieliśmy wiele o tej sprawie. Opowiedzieli nam o ich tragedii. AKTUALIZACJA

FLESZ: Pierwsza pomoc przy wypadkach drogowych. To musisz wiedzieć!

Do dramatycznych scen doszło we wtorek, 10 marca 2020 roku, ok. godz. 11, kilkaset metrów od słynnej wadowickiej bazyliki, w starym pawilonie przy ulicy Emilii i Karola Wojtyłów w Wadowicach, gdzie znajduje się m.in. Środowiskowy Dom Samopomocy im. bł. Matki Teresy z Kalkuty. To tzw. placówka dziennego pobytu, przeznaczona dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Działa jako powiatowa jednostka organizacyjna, podlegająca Starostwu Powiatowemu. Korzystający z pomocy ośrodka, przychodzą tu od rana na zajęcia terapeutyczne, które z przerwami trwają do popołudnia.

To właśnie podczas przerwy miało dojść do ataku jednego z podopiecznych ośrodka: Jacka J. na pracownice. To postawny, barczysty mężczyzna. Ten 39-letni obecnie mężczyzna musiał systematycznie zgłaszać się tutaj na zajęcia przychodni psychologiczno-terapeutycznej, działającej w ramach ŚDS.

Mężczyzna miał wyjąć nóż i ugodzić nim dwie, zaskoczone tym kobiety. Został zatrzymany na miejscu zdarzenia. Motywów jego postępowania do dzisiaj nie ujawniła Prokuratura Rejonowa w Wadowicach. Jacek J. nie trafił do więzienia. Uznano, że jest niepoczytalny i skierowano go do specjalistycznego ośrodka.

Wadowice. Dramat nadal przeżywają jego ofiary.

Żona miała głęboko poderżniętą szyję, wraz z uszkodzeniem krtani i stawu barkowego. Prawie odciął jej głowę, cudem nie umarła na podłodze tego ośrodka. Lekarze powiedzieli mi, że to było profesjonalnie zadane cięcie tak, by zabić. Lekarze kazali mi przygotować się na najgorsze, a w domu trójka dzieci, co im miałem powiedzieć? - opowiada drżącym głosem Lucjan Radwan, mąż jednej z terapeutek.

Do dziś kobieta nie może się sama poruszać i mówić, ma niesprawną rękę, wymaga niemal całodobowej opieki.

Uszkodzone ramię trzeba było szybko operować, bo potem byłoby już na to za późno. Sam załatwiałem konsultacje medyczne z najlepszymi specjalistami w kraju. We Wrocławiu żona przeszła operację rekonstrukcji krtani. Po trzech ciężkich operacjach jest cała w bliznach, rozważano nawet tracheotomię. Rehabilitantów musiałem szukać po prywatnych gabinetach. Teraz żona czeka na rentę, do pracy w domu pomocy już nigdy nie wróci, jest kaleką - mówi mężczyzna.

- Moja żona miała trochę więcej szczęścia, bo miała "tylko" podciętą szyję. Rana była długa na 10 cm i głęboka na 3 cm. Trafiła na operację ratującą życie do szpitala w Suchej Beskidzkiej. Trwała trzy godziny - dodaje Wojciech Odrobina, mąż drugiej z poszkodowanych kobiet, matki 16 i 13-letnich dzieci.

Z jego relacji wynika, że dzieci nie dostały żadnej pomocy ze strony psychologa.

Pracodawca, czyli ŚDS, PCPR i Starostwo Powiatowe jakby zapadły się pod ziemią. Utrudniano nam natomiast życie. Protokół wypadku, zamiast pod dwóch tygodniach, dostaliśmy po dwóch miesiącach, w maju. Stąd mieliśmy problemy z wypłatą ubezpieczenia. Pomoc dostaliśmy tylko od szeregowych pracowników ośrodka pomocy. Żona po wyleczeniu chciała wrócić do pracy, po roku jednak odeszła, podobnie jak reszta terapeutów, gdyż atmosfera w tym miejscu pracy nie jest najlepsza - twierdzi jej mąż.

Eugeniusz Kurdas, starosta wadowicki przekonuje, że nie zapomniano o obu pracownicach ośrodka. Podkreśla, że początkowo, zarówno one, jak i ich rodziny, nie sygnalizowały potrzeby spotkań w celu omówienia form pomocy. Później plany wsparcia miała urzędnikom pokrzyżować pandemia koronawirusa. Pierwszy lockdown wprowadzono w Polsce zaledwie kilka dni po ataku.

Ówczesny dyrektor ŚDS tłumaczył, że w początkowym okresie, ze względu na pandemię, organizowanie spotkań nie było możliwe, ale pod koniec sierpnia ubiegłego roku spotkał się z rodzinę jednej z pań - wyjaśnia w pisemnym oświadczeniu starosta Kurdas.

Po przeprowadzonej w ośrodku kontroli rozważano m.in. montaż monitoringu i domofonu, ale ostatecznie tego rozwiązania nie wprowadzono w życie. Za nieco ponad 5 tysięcy złotych wynajęto jednak specjalistyczną firmę, która przeszkoliła wszystkich pracowników ośrodka z udzielania pierwszej pomocy.

Czy to wystarczyło? Zdaniem Jacka Jończyka, byłego starosty wadowickiego i emerytowanego dyrektora tutejszego więzienia - nie.

Obie panie były od początku nagabywane przez media, by opowiedziały o tym, jak wyglądało ich życie po ataku, jednak żadna z nich nie zechciała rozmawiać z dziennikarzami. Wykazały względem nas ogromną lojalność. A czym my się im odwdzięczyliśmy? Niczym! Nie atakuję tutaj nikogo, tylko niech to wydarzenie spowoduje, że będziemy przygotowani na inne trudne sytuacje. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, aby w naszych placówkach pracownicy czuli się bezpieczni i mieli nasze wsparcie - twierdzi Jacek Jończyk, który obecnie jest radnym powiatowym.

Rodziny poszkodowanych kobiet podkreślają, że obecnie nie potrzebują już żadnej pomocy ze strony urzędników. Oczekują natomiast, żeby z tego tragicznego dla nich zdarzenia wyciągnięto wnioski na przyszłość.

I nie czują, że sprawiedliwości stanie się zadość. Mężczyzna nie będzie odpowiadał ze swój czyn. Trafił do szpitala psychiatrycznego.

Masz informacje? Nasza Redakcja czeka na #SYGNAŁ

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ewa
Szkoda że przybyła na miejsce policja go nie zastrzeliła. Teraz żyje za nasze podatki i się że wszystkich śmieje
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska
Dodaj ogłoszenie