Wassermann: koledzy mówili na niego "tatuś"

Małgorzata Nitek
Zbigniew Wassermann
Zbigniew Wassermann Polskapresse
Zdystansowany, chłodny, wręcz wypruty z emocji - to Zbigniew Wassermann w oku telewizyjnych kamer i na oficjalnych spotkaniach. Ciepły, życzliwy, wyrozumiały dla ludzkich słabości - to Zbigniew Wassermann prywatnie.

- Jego publiczny wizerunek bardzo odbiega od tego, jakim naprawdę był człowiekiem - ocenia Paweł Kuglarz, wieloletni przyjaciel i sąsiad zmarłego. - Ale nie walczył, by to zmienić. Nie było to dla niego ważne, choć niesprawiedliwe osądy na pewno go bolały.

Zazwyczaj surowe oblicze Wassermanna wypogadzało się po przekroczeniu progu domu. - To był jego azyl. Tam odpoczywał, nabierał sił i... gotował, zresztą bardzo smacznie - wspomina Zbigniew Cichoń, senator PiS, adwokat. - Mieszanie w garnkach go relaksowało.

Teresa Kijowska-Petryk, siostra żony Wassermanna: - Po powrocie z Warszawy, od razu jechał rano na plac Imbramowski w Krakowie i robił zakupy. Znały go tam wszystkie panie. Wracał z placu z pełnymi siatkami, zaszywał się w kuchni i przygotowywał zapasy jedzenia na cały tydzień. Jednym z jego popisowych dań była fasolka po bretońsku. Ciężko było to wszystko przejeść. A potem znów wsiadał w pociąg do stolicy.

Paweł Kuglarz: - Nieraz przed wyjściem do pracy, wpadał jeszcze rano do sklepu, by kupić świeże bułki.
W stosunku do własnych dzieci był wymagający. - Nie przyłożył ręki, by pomóc im w karierze, brzydził się nepotyzmem - mówi Krzysztof Urbaniak, prokurator. Ale na co dzień był troskliwym ojcem. A przez ostatnie lata także dziadkiem zakochanym w dwóch wnuczkach, które, jak tylko miał wolną chwilę, zabierał na rowerowe wycieczki. - Uwielbiał je. Te dwie małe kobietki wchodziły mu na głowę - dodaje Teresa Kijowska-Petryk.

Od zawsze dbał o kondycję fizyczną. - W młodości trenowaliśmy razem kulturystykę. Potem przeszedł ciężką operację, ale dzięki regularnym ćwiczeniom wrócił do formy. We wszystkim był bardzo konsekwentny. Jak wytyczył sobie cel, dążył do niego bez względu na przeszkody - opowiada Urbaniak.
Ostatnio urządził sobie siłownię w domu. - Był z niej bardzo dumny. Poświątecznym obiedzie zaciągnął nas do piwnicy i pokazywał te wszystkie urządzenia - wspomina szwagierka Wassermanna.

Koledzy z prokuratury mówili na niego "tatuś". - Zawsze mogli śmy liczyć, że cierpliwe wysłucha naszych problemów i da ojcowską radę - wspomina prokurator Urbaniak. - Nieraz siedzieliśmy przy kuflu piwa i opowiadaliśmy o kłopotach finansowych czy zawodach miłosnych. A on z uwagą słuchał. Umiał słuchać.

Poznali się 17 lat temu w prokuraturze dla Krakowa Krowodrzy. Urbaniak stawiał pierwsze kroki w zawodzie. Wassermann wrócił pod Wawel po 12 latach pracy w prokuraturach w Chrzanowie, Jaworznie i Brzesku. - To były mroczne czasy PRL. Prokuratura została zaangażowana do walki z opozycją - opowiada Urbaniak.

- Zbyszek robił wszystko, by pomóc tym ludziom i jednocześnie nie narazić się zwierzchnikom. Nieraz wertowaliśmy kodeksy, by znaleźć sposób na umorzenie sprawy albo złagodzenie zarzutu. Było to ryzykowne, bo tzw. "plaster" wprowadzony do naszego zespołu przez kierownictwo prokuratury, ciągle patrzył nam na ręce.

Właśnie dzięki Wassermannowi z opałów wyszedł Bartłomiej Sienkiewicz, ówczesny opozycjonista, który wpadł w "kocioł" zastawiony w archiwum NZS. Sprawę dostał Wassermann i została ona szybko umorzona.

Cieszył się opinią uczciwego i porządnego prokuratora. Właśnie to zdecydowało, że w 1990 r. został członkiem Komisji ds. Weryfikacji Pracowników Służby Bezpieczeństwa. - Polecił go jeden z opozycyjnych prawników - wspomina Zbigniew Fijak, kierujący wtedy pracami komisji. - Pisał wnioski do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Bardzo dobrze nam się współpracowało.

Urbaniak: - Świetny fachowiec, miał analityczny umysł, potrafił bezbłędnie dedukować. Wiele się od niego nauczyłem podczas naszych wspólnych przesłuchań.

Cichoń: - Był dociekliwy i nieustępliwy w poszukiwaniu prawdy, ale jednocześnie szanował ludzi, także tych, którzy weszli w konflikt z prawem. Nigdy nie zauważyłem, by na sali sądowej chciał kogokolwiek pokonać za wszelką cenę, rozłożyć na łopatki, upokorzyć.

Rok 1989 to dla niego pierwszy w życiu awans. Został wtedy wiceszefem prokuratury wojewódzkiej w Krakowie, z rekomendacji "Solidarności". Szybko jednak wszedł w konflikt ze środowiskiem. Publicznie oskarżył prokuraturę o roztaczanie parasola ochronnego nad przestępcami i wstrzymywanie wyjaśnienia zgonów Stanisława Pyjasa i Bogdana Włosika. Wytoczono mu postępowanie dyscyplinarne. Wrócił do pracy w 1992 r., gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Dyka.
W polityce pojawił się w 2000 r. Wtedy ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński zaproponował mu funkcję szefa Prokuratury Krajowej, ale do nominacji nie doszło, bo sprzeciwił się temu Jerzy Buzek. Wassermann został ostatecznie tylko pełniącym obowiązki prokuratora krajowego.
W 2001 r. współtworzył struktury PiS w Krakowie.

Urbaniak: - Traciliśmy świetnego prokuratora. Dlatego odradzałem mu angażowanie się w politykę - mówi Urbaniak. - Zbyszek jednak przekonywał mnie, że to sposób na zreformowanie wymiaru sprawiedliwości. To stało się jego misją.

Kuglarz: - Polityka nie była jednak jego żywiołem, bo nie potrafił być bezwzględny. Czasem płacił dużą cenę za łatwowierność. Nie kalkulował, czego przykładem jest choćby sprawa tej nieszczęsnej wanny. Podchodził do niej jak prokurator i oszukany człowiek, a nie polityk. Był przekonany, że skoro doszło do złamania prawa, ktoś powinien ponieść karę, że ludzie to zrozumieją. Nie zrozumieli. I choć o wannie mówiła cała Polska, informacja o wyroku skazującym przedsiębiorcę, który budował dom Zbyszka, przeszła praktycznie bez echa.

W jego polityczną działalność w Krakowie od początku była wpisana rywalizacja o wpływy z młodym i ambitnym Zbigniewem Ziobrą. Wassermann z godnością znosił rolę polityka drugiego planu. Publicznie tylko raz wypowiedział się na ten temat: - Konsekwentnie i stale jestem rugowany z działalności partyjnej, za chwile może się okazać, że zostałem sam i może komuś o to chodzi. Utrzymywanie takiego stanu nie służy ani skuteczności działania, ani wizerunkowi PiS w Krakowie - mówił w 2006 r. w wywiadzie udzielonym "Gazecie Krakowskiej".

Marginalizowany w Krakowie, rozwijał skrzydła w Warszawie. W swoim żywiole znalazł w 2004 r., kiedy trafił do komisji śledczej ds. Orlenu. Tam mógł wreszcie pokazać swój świetny prokuratorski warsztat. Gdy jego koledzy z komisji odpuszczali, on uparcie drążył i zadawał kolejne pytania. Widać było, że ta praca sprawia mu dużą satysfakcję.

Od lat cieszył się zaufaniem i poparciem Lecha Kaczyńskiego. W latach 2005 - 2007 został ministrem koordynatorem ds. służb specjalnych. - Zdecydowanie lepiej czuł się w funkcjach urzędniczych. Stronił od politycznych fajerwerków. Wykonywał swoją robotę - ocenia Ireneusz Raś, w przeszłości bliski współpracownik Wassermanna (po wyrzuceniu z PiS zwiazał się z Platformą, od pięciu lat jest jej posłem).

Kuglarz: - Lata służby publicznej nie zmieniły jego charakteru. Ludzie czasem ulegają amokowi władzy. Zbyszek potrafił zachować dystans. Nie stracił zaangażowania w ludzkie sprawy. To zresztą łączyło go z Lechem Kaczyńskim. Mimo natłoku obowiązków potrafił znaleźć czas i pochylić się nad dramatami zwykłych ludzi, którzy szukali u niego pomocy. Wielokrotnie interweniował w sprawach eksmisyjnych, wspierał prawnie rodziny sprzedane razem z mieszkaniami.

Teresa Kijowska-Petryk: - Był tytanem pracy. Bywało, że tylko witał się, zamieniał parę słów i wracał do swego gabinetu przeglądać dokumenty.

Cichoń: - Może sprawiał wrażenie ponuraka, ale to były tylko pozory. Tak naprawdę miał duże poczucie humoru i dowcip sytuacyjny, potrafił celnie puentować.
Jakub Bator, radny Krakowa: - Człowiek o niezwykle twardym charakterze. Konsekwentny, wierny swoim zasadom.

Ostatnio jego pozycja w Krakowie wyraźnie wzrosła. To właśnie ludzie Wassermanna doprowadzili do utraty przez Platformę władzy w radzie miasta. To jego sukces. - Wspaniały człowiek, przyjaciel. Będzie mi go bardzo brakowało - mówi Józef Pilch, nowy przewodniczący rady miasta.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
adas
Człowieka żal. Prawy człowiek o poczuciu sprawiedliwości. Tak chciał wyjaśnić afery, mądry człowiek.
GW ciągle "wbijała mu szpilki". To wanna to rura.

Ech. Szkoda człowieka.
Dodaj ogłoszenie