MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Bartosz Jaroch: Jeśli strzelamy gola w 91 minucie, to nie mamy prawa już go stracić

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Bartek Ziółkowski/wislakrakow.com
Dla Bartosz Jarocha mecz z Resovią miał szczególny charakter. Raz, że do Wisły Kraków ten obrońca przeniósł się właśnie z Resovii. Dwa, że w drużynie wtorkowego rywala „Białej Gwiazdy” gra jego kuzyn, Grajcan Jaroch. Wiślak nie miał jednak powodów do zadowolenia po końcowym gwizdku, bo krakowianie wypuścili wygraną z rąk niemal w ostatniej chwili.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Długo cisnęliście Resovię w drugiej połowie, w końcu padł gol w doliczonym czasie i…. Czego zabrało Wiśle, żeby wytrzymać dwie minuty z prowadzeniem, które po waszym golu były do końca spotkania?
- Doświadczenia… Zaraz po bramce mówiłem do chłopaków, że jeśli gdziekolwiek Resovia może nam zagrozić, to tylko na stronie, gdzie Ibe-Torti robi wiatr. I właśnie tak strzelili nam bramkę. Ale trzeba to powiedzieć jasno - jeśli chcemy, żeby uważano nas za klasową drużynę, to jeśli strzelamy bramkę w 91 minucie, to nie mamy prawa już stracić gola. W bardzo głupi sposób straciliśmy dwa punkty.

- Takich meczów w tym sezonie, gdy tracicie punkty z zespołami z dołu tabeli jest bardzo dużo. Można powiedzieć, jesteście wręcz mistrzami w stwarzaniu sobie kłopotów na własne życzenie…
- To prawda, statystyki nie kłamią, bo jak popatrzeć nawet na te drużyny, które dzisiaj są pod kreską, to zrobiliśmy z nimi bardzo mało punktów. I to na pewno jest złe. Z kim mamy robić punkty, jak nie z takimi drużynami? A punkty są nam bardzo potrzebne, żeby być jak najwyżej w tabeli. A później przychodzi takim mecz i tracimy to, na co zapracowaliśmy, w głupi sposób.

- Mecz w Rzeszowie przypominał ten z Pruszkowa. Tam również pierwsza połowa była słabsza, a w drugiej prezentowaliście się już lepiej, graliście szybciej. Z czego to wynika, że wciąż się powtarza taki scenariusz? Trener tłumaczy to tym, że dopóki rywale mają siłę, to zamykają przestrzenie, a gdy z tych sił opadną, to jest więcej miejsca. Pan by się pod tym podpisał?
- Może tak jest i dlatego w jakimś stopniu tak te mecze wyglądają. Resovia tak naprawdę niczym specjalnym nas nie zaskoczyła. Wiedzieliśmy, że będą zaangażowani. Wiedzieliśmy, że będą biegać, walczyć. I tak było dopóki mieli siłę, a w drugiej połowie rzeczywiście zrobiło się więcej miejsca, większe przestrzenie. Pojawiły się sytuacje, choćby Angela Rodado już parę minut przed tym jak strzeliliśmy gola. W końcu zrobiliśmy to, na co pracowaliśmy przez ponad 90 minut i… oddaliśmy za darmo w dwie minuty.

- Przed wami teraz mecz z Podbeskidziem i pojawia się pytanie czy będziecie w stanie w pełni się na tym spotkaniu skoncentrować? Pytanie zasadne, bo zagracie przed finałem Pucharu Polski, a pamiętam jak wyglądał wasz mecz z Chrobrym Głogów przed spotkaniem półfinałowym. Zagraliście słabo i gładko przegraliście.
- My nie mamy wyjścia. Musimy się skupić, mocno skoncentrować, bo to jest dla nas bardzo ważny mecz. Potrzebujemy w tym spotkaniu trzech punktów.

- Przed wyjazdem do Głogowa też tak mówiliście, a wiemy jak to później wyglądało. Stąd pytanie czy tamta lekcja czegoś was nauczyła?
- To się okaże w piątek wieczorem. Można mówić rzeczywiście dużo, ale tak naprawdę czas pokazać, że za słowami idą czyny na boisku.

- Dla pana to był specjalny mecz, bo przecież do Wisły trafił pan z Resovii, a w dodatku po drugiej stronie grał kuzyn, Gracjan Jaroch.
- Tak, wiele Resovii zawdzięczam i miło było się spotkać z chłopakami, zagrać też przeciwko kuzynowi. Ale to była twarda rywalizacja. Gram dla Wisły, chcę żeby wygrywała. Kuzyn walczy dla Resovii o utrzymanie. Kibicuję im, żeby się utrzymali, żeby wygrywali, ale oczywiście poza meczami z Wisłą.

- Na koniec muszę zapytać o pański nowy kontrakt. Już wiele tygodni temu mówił pan, że wszystko jest praktycznie ustalone, ale jakoś do tej pory nie możecie się spotkać z prezesem Jarosławem Królewskim, żeby dopełnić formalności. I trudno się dziwić, że kibice zastanawiają się, o co w tym wszystkim chodzi?
- Nie ma w tym żadnej tajemnicy, jakiegoś drugiego dna. Jesteśmy dogadani, nic się nie zmieniło. To tylko jest kwestia znalezienia odpowiedniego terminu, żebyśmy się spotkali. Mieliśmy trochę napięty terminarz, rozmijaliśmy się z prezesem, ale wszystko zostanie koniec końców podpisane, bo tak jak mówiłem - jesteśmy dogadani.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

echodnia.eu Pożegnanie Pawła Paczkowskiego z Industrii Kielce

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska