Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Kamil Broda: Trzeba się cieszyć z każdej minuty na boisku

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Bartek Ziółkowski/wislakrakow.pl
W meczu ze Stalą Rzeszów w bramce Wisły Kraków stanął Kamil Broda. To już tradycja w tym sezonie, że broni on w Pucharze Polski. Wkrótce okaże się natomiast czy po zmianie trenera również to się zmieni i Broda zacznie grać również w lidze.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Zgodzi się pan, że to był taki mecz, w którym może nie miał pan przesadnie dużo pracy, ale trzeba było być cały czas skoncentrowanym, bo Stal miała kilka takich momentów, gdy posyłała np. wrzutki w wasze pole karne?
- To prawda, trzeba było być skoncentrowanym. Meczów u mnie do tej pory nie było zbyt dużo. Trzeba się cieszyć z każdej minuty na boisku i czerpać z tego, ile tak naprawdę się da. Wiadomo, jeśli nie jest się w rytmie, to proces aklimatyzacji na boisku w warunkach meczowych trwa trochę dłużej niż wtedy, gdy gra się regularnie.

- Jesienią sporo występował pan w drużynie rezerwowej i widać było, że podchodzi pan do tych meczów bardzo poważnie. Na ile te występy w IV lidze pomagają w utrzymaniu dobrej dyspozycji?
- Bardzo mi te mecze pomagały! Wiadomo, że IV liga to nie jest poziom centralny, nie jest tam może jakiś mega wysoki poziom, ale jeśli nie mogę grać w pierwszej drużynie, to chcę grać w rezerwach nawet co tydzień. To momentami było nawet zabawne, bo łaziłem za trenerem Łaciakiem i męczyłem go, że koniecznie chcę tam grać. I często na początku tygodnia, jeśli tylko terminy się zgadzały, wiedziałem już, że będę mógł wystąpić w rezerwach. Bardzo się cieszyłem z tych meczów i uważam, że one bardzo pomagają. Potwierdzi to zresztą chyba każdy z chłopaków, który schodził do rezerwy z pierwszej drużyny. Bartek Talar czy Patryk Gogół też są tego przykładem.

- Jak jest u pana ze zrozumieniem ze stoperami? Mnie osobiście podobało się w meczu ze Stalą, że dość spokojnie rozgrywaliście piłkę od bramki z pana udziałem. Nie było w tym jakiejś nerwowości i to nawet w momentach, gdy Stal próbowała zakładać pressing.
- Uważam, że w tym elemencie możemy się jeszcze na pewno poprawić. To jest kwestia zgrania pomiędzy formacjami, również zrozumienia pewnych elementów taktycznych. To prawda jednak, że momentami nieźle to wyglądało w tym meczu.

- Puchar Polski w tym sezonie to jest pańska domena. Nie wierzę jednak, że nie myśli pan również o występach w lidze…
- Przed meczem ze Stalą chciałem się skupić tylko i wyłącznie na nim. To było dla mnie najważniejsze. Co będzie w niedzielę, zobaczymy. Bez względu na to, jaka będzie decyzja trenera, to ją uszanuję. Jeśli nie będę grał, przyjmę to do wiadomości. Jeśli zagram, będę szczęśliwy i postaram się zrobić wszystko, żeby pomóc drużynie. Ja siebie nie zmieniam. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, jaki jestem. U mnie, co by się nie wydarzyło, pracuję na takim samym poziomie każdego dnia. Na sto procent.

- Na jedno może pan liczyć, na wsparcie trybun. W meczu ze Stalą dali temu głośno wyraz.
- Dziękuję wszystkim kibicom. Czujemy to wsparcie. Ja też je czuję. Mogę zapewnić naszych fanów, że na boisku też zawsze staramy się zrobić wszystko, żeby były trzy punkty.

- Macie nowego trenera bramkarzy Sergieja Michajłowa. Pan go trochę znał z rezerw. Coś się bardzo zmieniło w treningu bramkarskim, widzi pan jakieś nowe rzeczy?
- Kojarzyłem trenera Sergieja z Akademii. Nie trenowałem może z nim, ale kojarzyłem go. Widziałem czasem jego treningi. W rezerwach mieliśmy krótki kontakt, bo to się ograniczało to rozgrzewki przedmeczowej, krótkiej rozmowy przed meczem. Teraz ciężko powiedzieć coś konkretnego na temat zmiany w treningach, bo przed meczem ze Stalą były ich trzy. Nie były to bramkarsko długie jednostki. Mieliśmy ze sobą kontakt pod dwadzieścia, może trzydzieści minut, bo później szlifowane były aspekty zespołowe, taktyczne w większej grupie. Ja podchodzę do tego w taki sposób, że od każdego trenera można się czegoś nauczyć, bo każdy ma swoje spojrzenie na trening, na różne aspekty.

- Dymisja trenera Radosława Sobolewskiego pana zaskoczyła?
- Mnie osobiście tak, bo dowiedziałem się o niej w niecodziennych okolicznościach. Można przez powiedzieć, że przez przypadek. Wyszedłem w Niecieczy spod prysznica, ubierałem się i jednym uchem usłyszałem rozmowę kolegów na ten temat. Trochę byłem zszokowany, ale musimy uszanować decyzję trenera. Inna sprawa, że każdy z nas powinien uderzyć się w pierś, że do tego doszło. Bo ta dymisja to jest porażka całej drużyny.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska