Zabił Marcin czy jego choroba? „Kazał mi to zrobić diabeł”. Od tragicznej zbrodni, która wstrząsnęła miastem, minęło 20 lat

Agnieszka Nigbor-Chmura
Agnieszka Nigbor-Chmura
Śp. Stanisław i Maria zginęli w nocy z 20 na 21 grudnia 2001 roku. Spoczywają na cmentarzu parafialnym w Szalowej
Śp. Stanisław i Maria zginęli w nocy z 20 na 21 grudnia 2001 roku. Spoczywają na cmentarzu parafialnym w Szalowej Lech Klimek
Udostępnij:
Marcin R. ma dzisiaj 39 lat. Gdyby nie choroba, pewnie byłby ojcem, mężem. Miałby normalny dom i rodzinę. Cieszyłby się z dorastających dzieci. Od lat jego domem są jednak mury zamkniętych ośrodków dla osób nerwowo i psychicznie chorych. Obecnie - szpital w Starogardzie Gdańskim. Pewnie gdyby nie choroba, nie doszłoby do tragedii, która 20 lat temu wstrząsnęła Gorlicami. Pewnie nie podniósłby kuchennego tasaka i bestialsko nie zabił swoich rodziców - 48-letniego Stanisława, którego wszyscy znali jako Emila, i jego żony, 46-letniej Marii. Po latach wielu przyjaciół rodziny, sąsiadów, bliskich wciąż dręczy pytanie: zabił Marcin czy schizofrenia, na którą cierpiał, co wyszło na jaw dopiero w trakcie śledztwa.

Zadzwonił i powiedział o morderstwie

Była noc z 20 na 21 grudnia 2001 roku. Kilka minut po godzinie 2. Najpierw mieszkańców bloku nr 3 przy ul. Słonecznej w Gorlicach obudziły szybkie kroki na klatce. Świadkowie opowiadali, że słyszeli, jakby ktoś zbiegał po schodach, potem rozległo się trzaśnięcie drzwiami.
Nie wiedzieli jeszcze, że to Marcin, który wybiegł z bloku do budki telefonicznej. To wtedy 19-latek zadzwonił na gorlicką komendę policji i powiedział, że zabił swoich rodziców. Podał też miejsce, z którego dzwonił i tam czekał na przyjazd funkcjonariuszy. Czas musiał mu się bardzo dłużyć, bo po pierwszym telefonie chłopak zadzwonił jeszcze raz, pytając dyżurnego, czy „wysłał gliniarzy”.
Policjanci namierzyli Marcina natychmiast, stał we wskazanym wcześniej miejscu. Trudno było nie zauważyć śladów krwi na jego twarzy, ubraniu, rękach. Wtedy też potwierdził policjantom, że zamordował rodziców. Podczas zatrzymania nie stawiał oporu. Znaleziono przy nim klucze do mieszkania oraz pistolet na naboje gazowe, na który nie trzeba mieć zezwolenia.

Widok jak z horroru

Około godziny 3 na klatce bloku zrobiło się głośno. Lokatorów sparaliżował widok zespołu pogotowia i policji. Wiedzieli już, że stało się coś złego.
Po wejściu do mieszkania, policjanci znaleźli w pokoju zamordowaną kobietę, a w kuchni mężczyznę. Oboje mieli liczne obrażenia głowy zadane ciężkim, ostrym narzędziem. Jak się potem okazało - tasakiem kuchennym.
Kierujący wówczas grupą dochodzeniową mł. insp. Eugeniusz Dąbrowski mówił, że mimo iż służy w policji od 25 lat, zarówno dla niego, jak i dla innych funkcjonariuszy widok był wstrząsający. A ludzie, którzy zginęli, najprawdopodobniej nie mieli możliwości jakiejkolwiek obrony, bo sprawca działał bardzo zdecydowanie.
Na miejscu był też Tadeusz Cebo, prokurator rejonowy z Gorlic.
- Byłem w tym mieszkaniu i pamiętam te zbroczone krwią ściany – dodaje krótko.
Wojciech Białobok z Zakładu Pogrzebowego Orkus, który pracuje w gorlickim prosektorium, też doskonale pamięta to morderstwo.
- Na trzy dni zatrudniła mnie tamtejsza spółdzielnia mieszkaniowa, bo nie było nikogo innego, kto byłby w stanie uprzątnąć to spółdzielcze mieszkanie – opowiada.
Około siódmej wyniesiono jedne nosze z ciałem, za chwilę drugie.
- Gdy dowiedziałam się o zbrodni, nie mogłam w to uwierzyć. Tacy mili i sympatyczni ludzie. Ich syna znałam od dziecka. Ostatnie półtora roku spotykałam go bardzo rzadko. Chłopak zaczynał swoje dorosłe życie - opowiadała w dzień po zbrodni na łamach „Dziennika Polskiego” jedna z sąsiadek.

Marcin - zamyślony i nieobecny samotnik

Maria, mama Marcina, pracowała w miejscowej masarni, tata Stanisław, którego wszyscy na osiedlu znali jako Emila - w budowlance.
- Pamiętam, jak tapetował korytarz w moim domu i chwalił moje wnuczki, że takie otwarte i pogodne dziewczyny. Mówił, że ma syna w tym samym wieku, ale że ten całe dnie spędza najchętniej w swoim pokoju, wychodząc tylko na posiłek czy do toalety. Widać było, że się tym martwi - opowiada znajoma tragicznie zmarłego małżeństwa.
Marcina jako samotnika, ciągle zamyślonego i jakby nieobecnego zapamiętali koledzy ze szkoły.
- Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, chodziliśmy do jednej klasy w Zespole Szkół Technicznych. Często zdarzało się, że wzywany do odpowiedzi w ogóle nie reagował, dopiero na zdecydowane słowa nauczyciela: „Marcin, do ciebie mówię!”, następowało jakby ocknięcie, ale Marcin nie wiedział nawet, o co pytał nauczyciel - mówi Krzysztof (imię zmienione). - W drugiej klasie miał już poważne problemy z nauką i został w tej samej klasie. Potem zrezygnował ze szkoły, nie pracował, był na utrzymaniu rodziców - dodaje mężczyzna.
Zmarły tragicznie ojciec rozmawiał z sąsiadami o zachowaniu syna, jakby szukał wsparcia, pomocy, uwagi. Jednemu z nich niedługo przed tragedią, płacząc opowiadał nawet, że Marcin odgrażał się siekierą. Chciał sprawę zgłosić na policję, a swoje dziecko wysłać do lekarza. Jak mówią sąsiedzi, w tej kwestii między rodzicami nie było jednak jednomyślności.

Szokujące zeznania

W trakcie przesłuchania przez policjantów, zatrzymany przyznał się do popełnienia podwójnego zabójstwa. Mówił to zresztą wcześniej, zatrzymującym go policjantom. Na temat tej tragedii nie chciał jednak rozmawiać.

- Chłopak został poddany badaniom. Okazało się, że cierpi na schizofrenię i w chwili dokonywania przestępstwa był niepoczytalny. Taka diagnoza wyjaśnia też to, co mówił w zeznaniach. Schizofrenii często towarzyszą halucynacje i urojenia, a on twierdził, że zamordował rodziców, bo tak podpowiadał mu diabeł - wspomina Tadeusz Cebo.

W sprawie Marcina R. nie odbył się typowy proces, nie zapadł też wyrok. Sąd orzekł detencję, czyli przymusowe umieszczenie wówczas 19-latka w szpitalu psychiatrycznym. Co jakiś czas sąd powołuje biegłych psychiatrów, by stwierdzili, czy nastąpiła poprawa, czy należy wciąż stosować ten środek zapobiegawczy, by uniknąć zagrożenia, które chory może stwarzać dla kogoś lub samego siebie. Ostatnie tego typu orzeczenie o dalszym pobycie Marcina R. w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim Sąd Okręgowy w Nowym Sączu wydał w maju 2019 r.

Przełomowe odkrycie polskich naukowców

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie