Zwłoki 55-letniego Mikołaja S. przeleżały zakopane pod ziemią dziewięć miesięcy. Drugie tyle kryminalni szukali sprawców tego okrutnego mordu. Teraz - prawie dwa lata po zbrodni - prokuratura oskarża trzech zabójców i ich kolegę, który pomagał zacierać ślady przestępstwa i nie zawiadomił policji o zbrodni.
Oskarżonymi o zabójstwo są: 27-letni syn ofiary Paweł S., 23-letni Adam Ś. i jego ojciec, 47-letni Krzysztof Ś. 39-letni Wiesław S. odpowie za utrudnianie śledztwa. Paweł S. to mieszkaniec Czeremchy, pozostali oskarżeni są białostoczanami.
Zbrodnia wyszła na jaw na początku kwietnia ubiegłego roku. W lesie niedaleko Sokółki mieszkaniec jednej z wsi odkrył w rozkopanym przez zwierzęta dole zwłoki. Szybko okazało się, że to ciało mężczyzny. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.
Czytaj też: Mąż podpalił żonę. Umarła w męczarniach. Wyrok w Białymstoku: 25 lat więzienia
Z aktu oskarżenia, jaki właśnie trafił do Sądu Okręgowego w Białymstoku, wynika, że Mikołaj S. mieszkał w Czeremsze z synem Piotrem, synową i ich dzieckiem. Lubił wypić, a po alkoholu często wszczynał domowe awantury. Groził bliskim pozbawieniem życia. Podobnie zachowywał się wobec byłej żony i ta się z nim rozwiodła. Mikołaj S. zabił też kota należącego do syna i synowej. Strzelił do niego z broni pneumatycznej.
W 2013 roku sąd skazał go na karę więzienia w zawieszeniu, ale Mikołaj S. szybko trafił do zakładu karnego. Wnioskował o to kurator, bo jego podopieczny nadal pił i groził rodzinie.
Paweł Kurstak ścigany za zabójstwo ojca w bloku przy św. Wojciecha
Mikołaj S. wyszedł na wolność 27 czerwca 2014 roku. W Czeremsze pojawił się rankiem następnego dnia. Chciał się napić alkoholu. Zachodził do sąsiadów. Żalił się, że syn sprzedał jego ziemię. Był w domu, gdzie obudził synową i wnuka. I znów wyszedł.
Wrócił późnym popołudniem. Mocno pijany. Zaczął wygarniać synowej, że ukryła kuchenkę gazową. Zdenerwowana kobieta zadzwoniła do męża, który był jeszcze w pracy. Ten od razu zatelefonował do brata - czyli oskarżonego Pawła S., by przyjechał i porozmawiał z ojcem.
O podwiezienie do Czeremchy Paweł S. poprosił syna konkubenta swojej matki - oskarżonego Adama Ś. Pojechał z nimi też ojciec - Krzysztof Ś.
Wiadomo, że na miejscu spotkali się z Piotrem i z nim pojechali na posesję ojca. Paweł S. i Krzysztof Ś. weszli do pokoju Mikołaja i obudzili go. Paweł uderzył ojca w brzuch.
Po pewnym czasie oskarżeni wynieśli Mikołaja z domu. Paweł bił ojca, kopał, dusił ręką. W końcu - jak ustalili śledczy - skrępowali mu ręce taśmą, ale Mikołajowi udało się ją rozerwać. Syn znów zaczął zadawać mu ciosy. Wtedy Adam Ś. przyniósł z auta reklamówkę i założył ją pokrzywdzonemu na głowę, Paweł zakleił ją taśmą. Potem mężczyźni wrzucili ojca do bagażnika volkswagena golfa. Przez jakiś czas jeździli po okolicy. W lesie Paweł S. próbował wykopać ojcu grób, ale połamał łopatę. Ostatecznie ukryli ciało pod mostem w okolicach Białegostoku.
Dwa dni później Adam Ś. przywiózł Pawła S. w miejsce ukrycia zwłok ojca. Zabrali reklamówkę i taśmę, którymi Mikołaj S. był skrępowany. I wyrzucili je do śmietnika w Białymstoku. Prokuratura ustaliła, że na ten ruch Paweł S. zdecydował się po rozmowie z kolegą z pracy - czwartym oskarżonym - Wiesławem S., który mu tak poradził. To miało uniemożliwić policji identyfikację sprawców zabójstwa po odciskach palców.
Potem Wiesław S. pomógł Pawłowi S. busem przewieźć zwłoki ojca do wsi niedaleko Sokółki, gdzie odnalazł je przypadkowy przechodzień.
Oskarżeni przyznali się do winy. Złożyli wyjaśnienia.
Słoneczny Stok: Syn podejrzany o zabójstwo ojca. Zbrodnia ws...