3. liga. Po porażce w Trzebini Soła Oświęcim znalazła swoje miejsce w szyku

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Marcin Szymczak (przy piłce) i jego koledzy z Soły Oświęcim, muszą wyciągnąć wnioski z porażki w Trzebini
Marcin Szymczak (przy piłce) i jego koledzy z Soły Oświęcim, muszą wyciągnąć wnioski z porażki w Trzebini Fot. Jerzy Zaborski
Soła Oświęcim przegrała w Trzebini derby zachodniej Małopolski 0:2, co kosztowało ją utratę pozycji lidera w grupie południowo-wschodniej III ligi piłkarskiej. Przed podopiecznymi Sebastiana Stemplewskiego wyjazd do Rzeszowa na mecz przeciwko innemu faworytowi, czyli miejscowej Stali.

Porażka w Trzebini była dla oświęcimian drugą z rzędu. Jednak poniesiona w gorszym stylu niż wcześniejsza u siebie ze Spartakusem Daleszyce (1:3). Wtedy w oczach oświęcimskich piłkarzy widać było przynajmniej sportową złość. Mieli też sporo okazji bramkowych, których z kolei zabrakło w Trzebini.

Wydawałoby się, że oświęcimianie zechcą odczarować trzebińskie boisko, na którym w trzecioligowych zmaganiach przegrali dwukrotnie. Soła była liderem, więc to obligowało ją do pokazania dobrej gry. - Momentami na postawę zespołu nie dało się patrzeć. Można było odnieść wrażenie, że chłopcy przyjechali, rozegrali sobie jakiś meczyk, zeszli z boiska i rozeszli się do domów – zwraca uwagę Krzysztof Pękala, dyrektor sportowy Soły. - Po takiej potyczce, w której nie byliśmy w stanie wyrządzić żadnej krzywdy rywalowi, mam tęgiego moralnego kaca. Przyznaję, że postawa zespołu była dla mnie zaskoczeniem, bo przecież w tygodniu poprzedzającym derbową potyczkę, chłopcy nakręcali się wzajemnie. Tymczasem na boisku nie było tego widać.

Ktoś powie, że porażki trzeba umieć przyjąć z pokorą, ale wnikliwi analitycy gry oświęcimian dostrzegają pewną prawidłowość. Słabsze mecze trafiają im się zwykle na początku każdej rundy, kiedy zespół łapie rytm po okresie przygotowawczym i pod koniec, kiedy zespół preferujący grę piłką źle się czuje na grząskich i ciężkich boiskach. Poza tym, w defensywie zabrakło Konrada Kasolika, a zastępujący go na prawej flance Mateusz Wawoczny nie do końca poradził sobie z powierzonymi mu zadaniami. Oczywiście trener Sebastian Stemplewski jest daleki od szukania indywidualnych winowajców porażki. - Podobno boisko uczy pokory i tego właśnie doświadczyliśmy w Trzebini – podkreśla trener Soły. - Ktoś może ostatnio sztucznie pompował mistrzowski balon i nagle okazało się, że pękł. Niektórzy zawodnicy poznali swoje miejsce w szyku. Liderowanie przeciążyło ich głowy. Nikt nie odda nam punktów za darmo tylko dlatego, że byliśmy na szczycie tabeli. Wydaje mi się, że kandydatami do awansu są inne zespoły.

Słowa oświęcimskiego szkoleniowca były mocne, ale to wcale nie znaczy, że zespół ma przyzwolenie na tracenie punktów w ostatnich dwóch potyczkach jesieni. W Rzeszowie sytuacja kadrowa Soły będzie trudniejsza, bo za nadmiar kartek wypadną ważne ogniwa bloku defensywnego, czyli Marcin Drzymont i Wojciech Jamróz. Uraz mięśniowy leczy Konrad Kasolik, więc gdyby i on nie mógł wystąpić, trener będzie musiał zestawić zupełnie nową obronę. Jednak w klubie wierzą, że przynajmniej Kasolik zdoła się wyleczyć, więc wtedy na środku obrony partnerem Dawida Wadasa będzie z pewnością Kamil Szewczyk. Na bok trzeba będzie mieć jednak nowy pomysł.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie