Anestezjolog Andrzej Sz. podejrzany o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym w Gorlicach i ucieczkę z miejsca zdarzenia, został zwolniony z aresztu. Do kolejnego już wniosku obrońcy mężczyzny tym razem przychylił się prokurator, w przeciwieństwie do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, który w tej kwestii był do tej pory nieugięty.
Jak podaje Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka sądeckiej prokuratury wobec Andrzeja Sz. zastosowano inne środki zapobiegawcze. To nie tylko poręczenie majątkowe, ale też osobiste od godnej zaufania osoby. Oprócz tego podejrzany ma zakaz opuszczania kraju oraz nałożony przez prokuraturę dozór policyjny.
- Prokurator uznał, że na tym etapie śledztwa wystarczające będzie stosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych. Przesłuchano już wszystkich świadków, uzyskano ekspertyzę z badania samochodu oraz materiałów zabezpieczonych na miejscu po wypadku - mówi Justyna Rataj-Mykietyn, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu.
Śledczy oczekują na ekspertyzę, która będzie rekonstrukcją tego wypadku. To istotny dokument w sprawie, bo lekarz nie był jedyną osobą, która usłyszała zarzuty.
Przeprowadzone do tej pory czynności w śledztwie dotyczącym sprawy dramatycznego wypadku w Gorlicach, pozwoliły na wytypowanie pojazdów i ich kierowców, którzy mogli brać udział w zdarzeniu.
- Samochody zostały zabezpieczone do dalszych badań. Kierowcy jednego z pojazdów przedstawiono zarzut z art. 162 paragraf 1 KK, a następnie przesłuchano go w charakterze podejrzanego - podaje Justyna Rataj-Mykietyn.
Z postawionego zarzutu wynika, że podejrzany miał być świadkiem zdarzenia, ale nie zatrzymał się i nie udzielił pomocy ofierze wypadku, za co grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.
- Wymieniony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Wobec mężczyzny zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego oraz poręczenia majątkowego - dodaje rzecznik prasowy prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu.
Natomiast drugi z kierowców ustalonego samochodu został przesłuchany w charakterze świadka.
Zarzuty Andrzejowi Sz. szefowi jednego z oddziałów Szpitala Specjalistycznego w Gorlicach postawiła Prokuratura Rejonowa w Gorlicach. Lekarz mieszkający w Nowym Sączu jest podejrzany o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Usłyszał też zarzut nieudzielenia pomocy i jazdy bez uprawnień. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Kierowca, który jest podejrzany o śmiertelne potrącenie pieszego na drodze krajowej nr 28 i ucieczkę z miejsca wypadku sam zgłosił się na policję. Do zdarzenia doszło 15 grudnia około godz. 7. Czynności śledczych rozpoczęły się na parkingu przy szpitalu i były związane z oględzinami jego rozbitego samochodu.
Tragiczna wiadomość o śmiertelnym wypadku na drodze krajowej nr 28 w Gorlicach obiegła miasto tuż przed godziną ósmą. Tak samo rozeszła się wieść o tym, że sprawca zdarzenia, w wyniku którego zginął 50-letni mieszkaniec Gminy Gorlice, uciekł i jest poszukiwany przez policję.
- W godzinach przedpołudniowych zgłosił się 64-letni mieszkaniec Nowego Sącza, który ma związek z tym zdarzeniem - podawał wówczas Gustaw Janas, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gorlicach.
Zaraz po tym policjanci pojawili się na wydzielonej dla lekarzy części przyszpitalnego parkingu. Wszystko wskazuje na to, że po zdarzeniu mężczyzna pojechał jak zwykle do pracy i tam zostawił swój rozbity samochód. Stamtąd też miał powiadomić policję.
Mężczyzna sam zgłosił się na komendę. Został zatrzymany, ponieważ zbiegł z miejsca wypadku i nie udzielił pomocy poszkodowanemu. Na terenie szpitala trwały oględziny pojazdu. Widoczne na nim uszkodzenia, a także tablica rejestracyjna znaleziona w miejscu zdarzenia świadczą, że pojazd brał udział w wypadku, w wyniku którego zginął człowiek.
Jak podawał wówczas prokurator Michał Trybus z Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, zatrzymany nie przyznał się do winy. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz zarzut ucieczki z mieszka zdarzenia i nieudzielenia pomocy poszkodowanemu, do tego jeszcze zarzucono mu kierowanie pojazdem, pomimo cofniętych uprawnień. Miał je stracić za punkty karne.
Andrzej Sz. zanim rozpoczął pracę w gorlickiej lecznicy, pracował w szpitalu w Zakopanem, skąd sam się zwolnił. Wcześniej był też ordynatorem anestezjologii w Limanowej. Przez wiele lat pracował też jako biegły dla nowotarskiej prokuratury.
Informację o powrocie lekarza do pracy w gorlickiej lecznicy potwierdził Marian Świerz, dyrektor gorlickiego szpitala.
