Ponadstuletnie carskie wrota wróciły po renowacji do cerkwi w Kwiatoniu. - Na naszych drzwiach widnieje sygnatura twórcy. Jest na odwrocie. Poza tym wrota zostały wykonane nieco inaczej niż w innych cerkwiach. Zasadą było bowiem, że rzeźbiono je z jednego kawałka drewna. Tutaj, jak się okazuje, były robione w częściach - opowiada Jan Hyra, przewodnik po cerkwi.
Cerkiew jest dużo starsza od wrót. I nigdzie, w żadnych archiwach nie ma śladu, jakiejkolwiek informacji o tym, co stało się z oryginalnymi. Najpewniej, jak przypuszcza Hyra, zostały podarowane innej świątyni. Tradycja nakazuje bowiem, by cerkiew miała ciągłość, więc do nowo budowanej przekazuje się coś z wyposażenia już istniejącej.
Praca przy wrotach była typową pracą konserwatorską. Magdalena Stawowiak, historyk sztuki opowiada o uzupełnieniu braków snycerskich, wykonaniu ozdób złotem w proszku, uzupełnieniu warstwy malarskiej. Prawdziwe „smaczki” dopiero przed nami. - Lada dzień na miejsce wrócą ikony Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1734 roku oraz Zdjęcie z Krzyża z 1772 roku - zapowiada Jan Hyra.
Pierwszą z ikon ufundował dla Kwiatonia król Stanisław Leszczyński. Odnowione, w zupełnie innej warstwie kolorystycznej, robią wrażenie. Tym większe, że obie są ważnym elementem całego ołtarza. - W trakcie prac okazało się, że jedna z ikon była przemalowywana. Powróciliśmy do oryginalnych barw - opowiada dalej przewodnik.
W przygotowaniu są prace w prezbiterium i przy wymianie podłogi. Mogą okazać się przełomowe. - Wciąż nie mamy pewności, czy to pierwsza, czy już kolejna świątynia w tym miejscu. Być może podczas prac archeologicznych przy posadzce znajdziemy jakieś elementy fundamentów - mówi tajemniczo.