MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Chiński smok na torze saneczkarskim. Nowoczesny obiekt zrobił duże wrażenie na Polakach

Daniel Ludwiński
Daniel Ludwiński
Dwoje Polaków, Mateusz Sochowicz i Klaudia Domaradzka, wzięło udział w konkurencji saneczkowych jedynek w Pekinie. Dla obojga start w Chinach był szczególny, choć z różnych powodów. Oboje byli również zgodni, że wraz ze swoją symboliką tor w Pekinie robi wielkie wrażenie.

Nie ma chińskiej mitologii bez smoka. Legendarny stwór towarzyszył Chińczykom od najdawniejszych czasów (jego wizerunki znajdowano w trakcie wykopalisk archeologicznych), a i obecnie przedstawiające go obrazy lub rzeźby da się zobaczyć w naprawdę wielu miejscach. I choć dzisiejsi Chińczycy w smoki raczej już nie wierzą (a przynajmniej nie w takie, które mogliby osobiście spotkać), legendarny stwór nadal ma symbolizować szczęście - w tutejszej kulturze jest traktowany zupełnie inaczej niż w Europie, gdzie przyzwyczailiśmy się do wizji bestii, którą należy pokonać.

Warto przeczytać

Na igrzyskach, na których szczęście z pewnością się przyda, smoka również nie zabrakło. Organizatorzy olimpijskiej rywalizacji w Pekinie zadbali o to, by nowo budowane obiekty w jakiś sposób nawiązywały do miejscowej mitologii, a ze smokiem skojarzyć miał się tor saneczkowy. Miejsce startu to smoczy łeb, z tak umiejscowionym oświetleniem, by poszczególne lampy tworzyły oczy i pysk, natomiast cały tor to wijące się ciało stwora.

Obiekt znajduje się w Yanqing. Tor jest zadaszony, a na dachu znajdują się niezliczone drewniane dachówki niewielkich rozmiarów - aż trudno wyobrazić sobie, ile czasu musiało zająć ich staranne ułożenie i ilu ludzi było zaangażowanych w to zadanie. Obok toru biegnie ulica, z której można oglądać poszczególne przejazdy, a w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się budynek biura prasowego, które liczy aż pięć kondygnacji - przy pomocy windy można sprawnie zarówno zjechać na metę, jak i wjechać na jeden z górnych odcinków toru.

Rywalizacja saneczkarzy trwa, ale swoje starty mają już specjaliści od jedynek, w tym Mateusz Sochowicz i Klaudia Domaradzka.

- To najdłuższy tor na świecie - podkreśla Sochowicz. - Największe wrażenie zrobiły na mnie wspomniane dachówki. Wszystko poprzykrywane jest naprawdę małymi elementami. Tor jako taki jest super. Zero zastrzeżeń, choć moje wrażenia to emocjonalny miks. Było mało czasu na ogarnięcie linii jazdy i wszystkiego dookoła. Zadowolony jestem z ostatniego ślizgu. Wcześniej, w pierwszym ślizgu, postawiłem wszystko na jedną kartę, ale okazało się, że ta karta nie gra.

Dla Sochowicza start w Pekinie był czymś szczególnym - u progu sezonu właśnie na torze w Chinach miał bardzo groźny wypadek. Polak rozpoczął wówczas treningowy przejazd, ale w poprzek toru ustawiona była barierka. Uderzenie skończyło się m.in. kontuzją rzepki i późniejszą walką z czasem. Sochowicz zdążył wrócić do pełni sił, uzyskał olimpijską kwalifikację i powrócił na tor, na którym miał wypadek, zajmując na nim ostatecznie 25. miejsce.

- Emocje były. To może nawet nie strach, ale niepewność. Jestem jednak racjonalnie myślącym człowiekiem i wiedziałem, że jadę w środku stawki - przede mną ktoś zjeżdża, po mnie ktoś zjeżdża. Nie było możliwości, żeby znów mogło mi się przydarzyć coś takiego, jak wtedy. Jedyny uszczerbek na zdrowiu mógłby nastąpić tylko po moich własnych błędach, więc starałem się ich nie popełniać, tylko zjeżdżać dobrze. Cztery lata przygotowań miały coś oddać właśnie w tym roku. Szkoda, że stało się inaczej, ale nie mam już na to wpływu, więc nie będę płakał do poduszki. Trzeba pracować dalej.

Dla Klaudii Domaradzkiej olimpijski start też był szczególny, choć z innego powodu - Polka po raz pierwszy wystąpiła na igrzyskach.

- Jestem mega zadowolona i aż chce mi się płakać - mówiła po dwóch pierwszych ślizgach. - Na treningach początkowo nie szło mi najlepiej i dopiero pod koniec, na ostatnich czterech ślizgach treningowych, znalazłam linię, którą chciałam znaleźć. Podeszłam do tych startów na spokojnie, choć rano czułam lekki stres. Zapanowałam nad nim i wystartowałam już z czystą głową, skupiona tylko na jeździe i na tym, co dzieje się tu i teraz.

Niestety, we wtorkowy wieczór Domaradzka upadła w trzecim ślizgu i nie zakwalifikowała się do finałowego przejazdu. W końcowej klasyfikacji zajęła 27. miejsce.

W środę chińskiego smoka spróbują okiełznać Wojciech Chmielewski i Jakub Kowalewski, których o 13:20 polskiego czasu czeka pierwszy ślizg w rywalizacji dwójek. Na czwartek zaplanowana jest natomiast sztafeta.

- Każdy z nas da w niej z siebie wszystko i zobaczymy, jaki będzie z tego wynik. Celem jest miejsce w ósemce, ale może uda się osiągnąć coś więcej. To jest bardzo nieprzewidywalna konkurencja - coś może się przydarzyć nam, a może też rywalom - kończy Mateusz Sochowicz.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Mbappe nie zagra z Polską?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Chiński smok na torze saneczkarskim. Nowoczesny obiekt zrobił duże wrażenie na Polakach - Sportowy24

Wróć na gazetakrakowska.pl Gazeta Krakowska