Cracovia wygrywa z Lechem Poznań i wraca na czwarte miejsce w tabeli

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Cracovia pokonała Lecha 1:0
Cracovia pokonała Lecha 1:0 Andrzej Banaś
W meczu 35. kolejki ekstraklasy Cracovia pokonała Lecha Poznań 1:0 i jest teraz na 4. miejscu w tabeli, mając tyle samo punktów co Jagiellonia Białystok która w niedzielę zagra w Gliwicach z Piastem.

Trener Michał Probierz posadził na ławce rezerwowych najskuteczniejszych zawodników – Airama Cabrerę i Javiego Hernandeza. Mogło to zaskoczyć gości. Ale tak naprawdę zaskoczyła ich akcja „Pasów” z 6 min. Sergiu Hanca posłał dobre podanie ze skrzydła, a Michal Siplak z 5 m uderzył pod poprzeczkę. To pierwszy gol Słowaka w tym sezonie.

„Pasy” były w dobrym położeniu. Lech jednak nie zamierzał rezygnować. Ten zespół w dotychczasowych meczach w grupie mistrzowskiej raz wygrał i zanotował trzy remisy. W 14 min główkował Kamil Jóźwiak – nad bramką. Lech atakował, ale jego piłkarzom brakowało decydującego podania. Cracovia bramkowych szans nie miała, ale jeśli już je tworzyła, to były one bardzo groźne – w 37 min strzelał Mateusz Wdowiak, ale Jasmin Burić wybił piłkę.

Cracovia #10YearsChallenge. Sprawdź, jak zmienili się byli i...

Od początku II połowy szalał Wdowiak. W pierwszej akcji wyprzedził Dimitrisa Goudasa, ale jego podanie do Cabrery, który zmienił Filipa Piszczka, nie doszło do adresata, a gdy piłka wróciła do skrzydłowego, jego strzał był wybitnie nieudany. W kolejnej akcji „Wdówka” postraszył Buricia, który jednak wybił piłkę na róg. „Pasy” nada atakowały i po chwili do podania Hanki nie doszedł Cabrera. W 72 min groźnie na krakowską ramkę strzelał Jóźwiak, ale piłka poleciała nad spojeniem. W rewanżu na bramkę gości uderzał Hanka i golkiper wybił piłkę na róg. Po chwili Niko Datković główkował minimalnie koło słupka. W 76 min strzelał Milan Dimun - wprost w bramkarza. Potem "Pasy" kontrolowały już grę i utrzymały korzystny wynik do końca.

Cracovia – Lech Poznań 1:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Siplak 6.
Cracovia: Pesković – Rapa, Helik, Datković, Siplak – Hanca, Dimun, Gol, Dąbrowski (86 Ferraresso), Wdowiak (85 Hernandez)
– Piszczek (46 Cabrera).
Lech: Burić – Gumny, Goutas, Vujadinović, Kostewycz – Klupś (60 Makuszewski), Gajos, Trałka, Marchwiński, Jóźwiak (78 Tomasik) – Jevtić (69 Gytkjaer).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Piszczek (39, faul), Hanca (90+1, faul). Widzów: 10 631.

Sportowy24.pl w Małopolsce

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Oooo
2019-05-12T09:24:41 02:00, Gość:

Ta dziewczyna w białych spodniach i czarnej bluzce – tak, tamta, wybiega teraz z klatki - więcej nie wsiądzie do żadnej windy. Mowy nie ma. Choćby na ostatnie piętro Pałacu Kultury, ba nawet Empire State Building, wejdzie pieszo. Cóż, już nigdy nie zamierza próbować, bo historia lubi się powtarzać, a o zdrowie dbać trzeba - zawały w młodym wieku są coraz popularniejsze. Tak, powiem Ci co się stało.

Winda. Winda jest w jednym z wieżo-betonowców. Jedzie w dół i mozolnie wciąga się w górę od pół wieku lat, może mniej, może więcej. Kto by tam teraz to sprawdził, pewnie i tak ten dokument zginął. Stara. Jedna z wielu. Niepozorna. Tak byś ją opisał. Skrzypiąca na smutno. Malowana nie wiadomo ile razy, aż ts farba nie trzyma się nawet na słowo honoru. Mechaniczna larwa, która nie może znaleźć wyjścia z szybu, bezsensownie krążąc od krańca do krańca aż do końca świata. Prostokątne lustro na tylnej ścianie, co prawda nie najnowsze, to i zarazem niestłuczone. Dobre do poprawienia włosów, albo sprawdzenia czy nie ma się szminki na przednich zębach, fuj.

Marta. Jest po czterogodzinnej naradzie u przyjaciółki. Albo tej wrednej baby z działu HR. Wsiada do windy na ostatnim, dziesiątym piętrze. Jedyna pasażerka na szaloną podróż. Przez pomyłkę nacisnęła siódemkę. Zastanowiło ją to, bo od zera do siódemki są jeszcze trzy rzędy. Dwie czerwone kropki na przyciskach zapaliły się. Trzasnęły ciężkie, metalowe drzwi z jedną, wąską szybką, przez którą nijak uciec. Po lewej stronie wisiało lustro, po prawej przesuwał się widok na kolejne piętra, a naprzeciwko widziała guziki.

Winda zaniosła się swoim starotrzaskiem i rozpoczęła podróż w dół. Marta oparła się o boczną ścianę i przymknęła oczy. Cóż, było późno. Będzie musiała jechać nocnym albo zadzwonić po taksówkę. Winda trzęsła się, ale opadała. Na przełomie ósmej i siódmej kondygnacji zwolniła, zatrzymując się na siódmy piętrze. Zrobiło się cicho. Na moment. Gwałtowny dźwięk otwieranych drzwi dobiegł zza Marty. Marta wcale nie przeraziła się, przecież mogła nie zobaczyć człowieka, który chciał wejść. Spojrzała na drzwi, ale te wciąż były zamknięte. Po kilku sekundach zatrzask windy zgrzytnął. Marta wzruszyła ramionami - maszyny przecież czasami żyją własnym życiem - jedna z czerwonych lampek zgasła. Kątem oka spostrzegła, że lewa strona wygląda inaczej. Ta lustrzana strona. Wstrzymała oddech. Tylko trzy kieliszki czerwonego wina i takie efekty - skarciła się w myślach.

To coś inaczej w lustrze miało nie więcej niż siedem lat i było dziewczynką. Do tego bardzo bladą dziewczynką – po Ringu to klasyka. Miało białą sukieneczkę do kolan i brązowy kucyk na głowie.Gapiło się w podłogę, mocno przytulając brodę do klatki piersiowej, czyżby czegoś wstydziła się. Marta poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła a ciało sztywnieje. Dotknęła dłonią lustra i przejechała po nim szybko. Chłodne i gładkie. Ale dziecko nie zniknęło. Stało tam nadal w odbiciu wnętrza windy, choć oprócz dziewczyny nikogo w niej nie było. Marta zaryzykowała. Patrząc w taflę, wyciągnęła rękę do tyłu, sięgając do dziewczynki.

- Myślisz, że nic nie wiem? - powiedziało nagle dziecko, zaglądając jej prosto w oczy.

Marta zastygła.

- Przecież to czuć na kilometr. - głos tego dziecka nie przypominał głosu żadnego dziecka. Był niski, męski, zdecydowany, z wyrzutem, złowrogi.

- Wszyscy wiedzą, że Ty to zrobiłaś.

Tysiąc różnych rzeczy przebiegło Marcie przez głowę. Niby co? Nie zrobiła raportu na wyznaczony termin, nie powiedziała szefowej, oddała książkę do biblioteki po terminie, nie zadzwoniła do matki na Dzień Matki. Bo zapomniała.

- Nawet teraz nie potrafisz się przyznać.

Marcie cierpła krew.

- Powiedz, dlaczego to zrobiłaś?

- Ale co?

Kibicowała po złej stronie Błoń🤔

Tak czy inaczej czad🤓

Dodaj ogłoszenie