Dramat Podhalan: Białka przerwała wały

Józef Słowik, Stanisław Zachwieja
Przy zabezpieczaniu mieszkańcom pomagali strażacy. Ładowali piach do worków, które mają tamować wodę
Przy zabezpieczaniu mieszkańcom pomagali strażacy. Ładowali piach do worków, które mają tamować wodę Józef Słowik
Ponad 200 interwencji odnotowali do poniedziałku nowotarscy strażacy. Telefon alarmowy na stanowisku dowodzenia Komendy Powiatowej w Nowym Targu nie milknął. Na nogi postawiono wszystkie jednostki. Strażacy jeździli udrażniać przepusty, pompowali wodę z piwnic domów i likwidowali osuwiska.

O godz. 11.30 Krzysztof Faber, starosta nowotarski, zdecydował o wprowadzeniu na terenie powiatu stanu pogotowia przeciwpowodziowego. Stany ostrzegawcze ogłoszono w pięciu gminach: Łapsze Niżne, Ochotnica Dolna, Krościenko, Czorsztyn, Jabłonka, a alarmowy w Szczawnicy.

Najgorzej wyglądała sytuacja na Spiszu. I tym razem żywioł Białki dał o sobie znać mieszkańcom Krempach i Nowej Białej. Już wczesnym rankiem zawyły strażackie syreny w tej pierwszej miejscowości. Białka wydostała się z koryta i wylała na drogę powiatową.

Dojazd do wsi był możliwy tylko od strony Frydmana. Jednocześnie zalanych zostało 10 gospodarstw. W niektórych domach było ponad metr wody. - Piwnice mamy całkiem zalane, nawet nie ma co pompować wody, bo zaraz pojawiłaby się ona na powrót - mówi Jan Łukasz, pokazując schody do piwnicy i zalany do połowy kaloryfer. - Ostatni raz zalało nas tak w latach 30. ubiegłego wieku.

Od rana właściciele gospodarstw tworzyli przed domami barykady z worków z piaskiem. Pomagali im strażacy. Gdy fajermani z Nowej Białej pomagali swoim kolegom z Krempach, usłyszeli syreny na swojej remizie. Natychmiast wrócili, by walczyć z Białką, która próbowała po raz kolejny wydostać się z koryta.

Była godzina 11, gdy po raz kolejny w ruch poszły piły motorowe poniżej Skały Obłazowej.
- Próbujemy cokolwiek robić, żeby nie powtórzyła się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy woda wlała się do wsi - mówi Józef Majerczak, sołtys Nowej Białej, którego spotkaliśmy na przerwanych przez Białkę wałach. - Ścinamy drzewa, ale jedynym skutecznym umocnieniem są duże głazy kilkutonowe, które musimy tutaj sprowadzić.

Sołtys Majerczak przypominał, że niejednokrotnie apelowali do władz, by przedłużyć umocnienie wykonane po powodzi dwa lata temu. Pieniądze się jednak nie znalazły. Gmina musiała sprowadzać głazy do umocowania brzegów aż z kamieniołomu w Osielcu. - Woda właśnie zaczęła opadać - z ulgą mówił wczoraj o godzinie 15 wicewójt Stanisław Szeliga, który dopiero co wrócił z Nowej Białej i Krempach. - Scenariusz się powtórzył. Białka naniosła skalny rumosz i przestała się mieścić w korycie.

Do zapory wodnej w Niedzicy wody Białki i Dunajca przynosiły co sekundę 600 m sześc. wody, z czego w zbiorniku retencyjnym pozostawało 350 m. Około godziny 12 na zaporze wodnej w Niedzicy uruchomił się tzw. przelew stokowy, zwany inaczej przelewem bezpieczeństwa. Zdarza się to jedynie w sytuacjach powodziowych.

Jak zapewnia Leszek Bajorek, kierownik działu organizacyjnego Zespołu Elektrowni Wodnych w Niedzicy - ilość wody, jaka przelewała się przelewem, nie była tak wielka jak w roku 1997, kiedy co sekundę przez przelew przetaczało się kilkaset metrów sześciennych wody. Wczoraj było to zaledwie kilkanaście metrów.

- Jesteśmy przygotowani do przyjęcia jeszcze ogromnej wody - informował Bajorek. - Z rezerwy, jaką mamy, czyli 63 mln metrów sześciennych wody, do tej pory zajęte jest jedynie około 1/5. Przy tym stanie rezerwy powodziowej nie planujemy zrzutów.

Trzy dni ciągłych opadów deszczu spowodowało już milionowe straty w infrastrukturze drogowej, mostowej, sieci kanalizacyjnej i wodociągowej w regionie Pienin. Pod stałą obserwacją są dwa mosty, budowane w Krościenku i Tylmanowej. Zagrożony jest most powstający na Dunajcu w Tylmanowej. W niedzielę tylko dzięki szybkiej reakcji udało się zlikwidować groblę spiętrzającą wodę, która mogła naruszyć konstrukcję budowanego mostu.

Obecnie wodę spiętrzają naniesione drzewa i konary zatrzymujące się na kilku filarach. Jak zapewnia Kazimierz Konopka, wójt gminy Ochotnica Dolna, most jest solidnie budowany i powinien wytrzymać napór olbrzymich ilości wody.

- Prosiliśmy Zespół Elektrowni Wodnych w Niedzicy, aby nie wypuszczał z jeziora więcej niż 250 metrów na sekundę wody, bo wtedy nie dojdzie do katastrofy mostu - mówi wójt Konopka.
W Szczawnicy zaś nie dość, że są podtopione piwnice, to ludzie nie mają pitnej wody. Od wczoraj w kranach jest sucho.

- To za sprawą zbyt silnie zamulonej wody na ujęciach na Pokrzywach. Budowane nowe na Sewrynówce jest w trakcie uruchamiania. Niestety, powódź zabrała część elementów z budowy - tłumaczy Zenon Kasprzak z MZGW w Szczawnicy. Woda powinna pojawić się w kranach dzisiaj ok. południa. - Tak będzie, o ile przestanie padać deszcz - dodaje.

- Wodę do spożycia trzeba kupować w sklepie, ale nie w każdym można ją dostać. Mam przy domu studnię, lecz woda z niej nadaje się do celów sanitarnych - mówi Jacek Pałka, jeden z mieszkańców Szczawnicy. Woda pitna jest więc dostarczana beczkowozami.

Inne zmartwienie mają mieszkańcy gminy Czorsztyn, gdzie powstają osuwiska. Zamknięta jest dla ruchu pieszego i samochodowego droga na odcinku od Sromowiec-Kątów do Sromowiec Wyżnych.
Jak tłumaczy wójt Waldemar Wojtaszek, na drogę spływa rumosz, który blokuje przejazd.
- Istnieje niebezpieczeństwo obsunięcia się ziemi. Pojawiły się pęknięcia drogi - zaznacza wójt.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie