Skup to od lat okazja do podreperowania góralskich portfeli. Czekają na nią gazdowie od Orawy aż po Jaworki. Jagnięta skupowane są w Bańskiej Niżnej i Leśnicy Groniu.
- Dużo ludzi chce sprzedać jagnięta, dużo też jednak narzeka, że z roku na rok ceny żywca spadają - mówi Kazimierz Furczoń, baca i hodowca z Leśnicy Gronia. - W zeszłym roku było 9,77 zł za kilogram, a obecnie jest mniej o 17 groszy. Niby niedużo, ale przy kilkunastu sztukach jagniąt dla jednego hodowcy widać różnicę. A to, przy skaczących cenach za paszę, może okazać się to bolesne.
Wiosenny skup jagniąt po raz kolejny pokazał, że podhalańska jagnięcina, która jest certyfikowanym w Unii Europejskiej produktem regionalnym, nie jest popularna we własnym kraju.
- Włosi, Francuzi, czy inne narodowości doceniają walory naszych jagniąt. Tylko nasi restauratorzy wolą sprowadzać mięso z Nowej Zelandii, niż brać je od nas. Jak tak dalej pójdzie, niedługo padnie u nas całe owczarstwo - skarży się Furczoń.
- W latach 80. w samej Małopolsce mieliśmy 350 tys. owiec, a w całej Polsce 5-6 milionów. A dziś w całej Polsce jest zaledwie ok. 150 tys. owiec - dodaje.
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+