Rosną ceny pieczywa. Część piekarzy już podniosła ceny, zapowiadają jednak, że to nie koniec. Z racji wysokich cen mąki, ale też wzrostu kosztów pracy. O energii, nie wspominając. Na cenę miała też wpływ tegoroczna susza. Plony są niższe, w niektórych województwach, nawet o 60-70 procent w porównaniu do minionego roku.

Janusz Pietrucha, gorlicki przedsiębiorca, piekarz z wieloletnim doświadczeniem, ceny mąki potrzebnej do produkcji śledzi na bieżąco. - Rok temu o tej porze za tonę mąki płaciło się osiemset złotych netto. W tym roku ceny sięgają 1050 złotych, też netto - dodaje.

Droższa mąka, brak rąk do pracy, kosztowna energia

Pietrucha już raz zdecydował o podniesieniu cen. Minimalnie. Okazało się jednak, że to może nie wystarczyć. Być może trzeba się będzie jeszcze raz zdecydować na podobny krok.

- Cena mąki, kosztów pracy, energii - to wszystko składa się na koszty - wylicza. Pietrucha w swoich spostrzeżeniach nie jest ograniczony. Grzegorz Kopacz z Piekarni Bobowskiej również planuje podwyżkę cen chleba.
- Obecnie najzwyklejszy chleb w mojej piekarni kosztuje 2,60 zł, ale w najbliższej przyszłości muszę podnieść cenę, bo tego wymaga rynek - mówi.

Z kolei Andrzej Danek właściciel piekarni Danek przyznaje, że spory problem dla jego firmy to brak rąk do pracy w piekarni. Bardzo niskie bezrobocie nie sprzyja pozyskiwaniu nowych pracowników, brakuje kierowców oraz piekarzy. Kandydatów odstraszają niekomfortowe godziny pracy, ponieważ produkcja pieczywa odbywa się w nocy oraz w niedzielę.
- W konsekwencji rosną ceny wypieków, bo, pracownikom trzeba więcej zapłacić - tłumaczy.

Ceny chleba rosną głównie przez suszę, która ograniczyła plony zbóż.

- Jakość zboża przekłada się na jakość mąki - zwraca uwagę Wincenty Kmak, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Gorlicach.

Małopolska i Podkarpacie nie należą do terenów, gdzie zboża są uprawiane masowo, poza tym akurat te dwa województwa nie miały takich kłopotów z brakiem opadów, jak inne części kraju. Są bowiem w Polsce takie regiony, gdzie plony są niższe o ponad połowę. Kazimierz Rózga na gorlickim „maślanym rynku” od lat handluje ziarnami, kaszami, otrębami, mąkami.
- Najpierw sucha wiosna, potem dni z ulewami, a potem znowu susza - zboża dostały we znaki - komentuje. Po żniwach, za metr pszenicy na targu trzeba było zapłacić 80 złotych. To o 20 zł więcej niż jeszcze przed rokiem.

Podobnie było i nadal jest z żytem i owsem, za który trzeba teraz zapłacić 70 zł. Sto kg tego pierwszego jest o 20 zł droższe rok temu, zaś drugiego aż o 30 zł.

Chleb - jedni wolą z marketów, inni z własnego piekarnika

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego jeszcze 20 lat temu statystycznie przypadało sto kilogramów pieczywa na osobę rocznie. Teraz zjadamy o połowę mniej chleba.

Lokalne piekarnie tracą też na tym, że coraz częściej robimy zakupy w hipermarketach, gdzie pieczywo jest tańsze. Choć nie brakuje takich, którzy wolą dopłacić kilkadziesiąt groszy i mieć chleb lepszy chleb z lokalnych piekarni. - Ten w marketach i dyskontach jest przygotowywany z mrożonego ciasta. Pieczony w sklepie, z prawdziwym piecem, jak w piekarni, ma niewiele wspólnego. Może i pachnie, jest całkiem smaczny, ale tylko dwie godziny po zakupach. Potem zwyczajnie robi się jak plastelina - komentuje Karolina Kosiba, młoda gorliczanka.

Na samym pieczywie podwyżki cen się nie skończą. Według ekspertów drastyczny wzrost cen ma dotyczyć też mięsa, które może podrożeć nawet ponad 30 procent. Wskazują także na drogie owoce i warzywa.
- Jak kto kupił drogo, to i drogo musi sprzedać - komentuje Tomasz Miarecki, ogrodnik z Gorlickiego. - Ja sprzedaję to, co sam wyhoduję, więc i ceny mam w miarę stabilne - podkreśla.

-Zgadza się, że owszem, na koniec sezonu, to rzeczywiście niektóre warzywa i owoce mogą drożeć. - Nie ma mowy, przynajmniej u mnie, żeby było drożej, niż przed rokiem - mówi zdecydowanie. - Muszę robić tak, żeby dla mnie było ekonomicznie i dla klientów - podkreśla.

Co zaś do mięsa, to na razie jest spokojnie - cena mięsa utrzymuje się na podobnym poziomie, jak przed rokiem. Owszem, był lekki wzrost cen w wakacje, ale to normalne.

- Jest więcej roboty na polach, nie ma tyle żywca w skupach, więc i cena wzrasta - wyjaśnia Jan Wojnarski, współwłaściciel firmy Angus w Gorlicach.

Jak będzie w przyszłości - na razie nie chce spekulować. Trzeba się jednak liczyć, że przy szalejących cenach paliwa, ulubiona szynka też może podrożeć. - Pewnie nie bez znaczenia będą miały koszty, ceny pasz. Jeśli okaże się, że zboże trzeba będzie sprowadzać, to i ceny mogą wzrosnąć - dodaje.

Wracając jednak do chleba - różne eksperckie spekulacje mówią, że pod koniec roku cena bochenka może osiągnąć nawet cztery złote. Janusz Pietrucha aż takim pesymistą nie jest. - Musiałby się wydarzyć jakiś wielki krach - ocenia.

KONIECZNIE SPRAWDŹ:

FLESZ: Klimat w kraju się zmieni. Zagrożenie dla Polski i świata?